Kultura, jedzenie i historia lokalna

Z Magdaleną Zatorską o badaniach terenowych rozmawia Karolina J. Dudek

Karolina Dudek: Czy mogłabyś zarysować obszar tego, czym się zajmujesz w „Kulturze oddolnej”?

Magdalena Zatorska: Punktem wyjścia dla badań w ramach modułu, którego prace koordynuję, jest kwestia pamięci. Oczywiście słowo „pamięć” można rozumieć na wiele sposobów. Nas interesują najróżniejsze jej wymiary. Zarówno wymiar indywidualny, jak i zbiorowy. I pamięć biograficzna, i narracje oficjalne. W prowadzonych badaniach koncentrujemy się na tym, jak te różne wymiary się przenikają.

K.D.: Zapytam konfrontacyjnie: a co to ma wspólnego z kulturą?

M.Z.: To bardzo dobre pytanie. Pamięć wiąże się z kulturą na tysiąc różnych sposobów. Antropolodzy zazwyczaj ujmują pamięć jako proces i koncentrują się na subiektywnym wymiarze. Interesuje nas przede wszystkim to, jak ludzie pamiętają. Jak przekazują sobie pamięć o minionych wydarzeniach czy doświadczeniach? Na przykład jak wygląda przekaz pokoleniowy? Jakie ich elementy są utrwalane i przypominane, a jakie ulegają zapomnieniu lub utajeniu? Inaczej mówiąc: jak pamięć i sposoby pamiętania przekładają się na praktyki kulturowe i społeczne i jakie są społeczne konteksty funkcjonowania pamięci. Pamięci – w swoich przejawach tak indywidualnych, jak i zbiorowych – są współkształtowane przez politykę historyczno-kulturalną. Ale jest to relacja obustronna. Praktyki społeczne i kulturowe podejmowane w ramach procesu pamiętania i upamiętniania również wyraźnie wpływają na to, jak w danych warunkach społeczno-kulturowych wygląda polityka historyczno-kulturalna. Istotne są w tym kontekście różnorodne działania, które można zebrać pod kilkoma hasłami: upamiętnianie historii lokalnej, działania edukacyjne skierowane do lokalnej społeczności, tworzenie lokalnych izb pamięci, w których przedstawiana jest historia danej miejscowości. W moim przekonaniu to właśnie splecenie pamięci i tożsamości – zarówno grup, jak i jednostek – najwyraźniej ukazuje, jak wiele problematyka pamięci ma wspólnego z kulturą i jak ważne dla zrozumienia współczesnych praktyk kulturowych są badania nad pamięcią społeczną. Zagadnieniem, którego bez zbadania wzajemnych zależności między pamięcią, kulturą i tożsamością nie da się w pełni zrozumieć, jest wielokulturowość. Może wyjaśnię to na konkretnym przykładzie – tak będzie najłatwiej. W Lelowie, gdzie prowadzimy badania, organizowane jest Święto Ciulimu – Czulentu: Festiwal kultury polskiej i żydowskiej – Lelowskie spotkania kultur, które mieliśmy okazję obserwować podczas ostatniego wyjazdu. Nazwa tego wydarzenia nawiązuje do dwóch potraw: żydowskiego czulentu i lokalnej potrawy polskiej, czyli ciulimu, która jest, powiedzmy, wariacją na temat czulentu, przygotowywaną od wielu lat w tej miejscowości i w okolicach.

K.D.: A jak te potrawy smakują?

M.Z.: To taki misz-masz, coś w rodzaju gulaszu. Czulent robi się tradycyjnie najczęściej z kaszą, fasolą i koszernym mięsem. A ciulim – z ziemniakami i żeberkami. To są bardzo tłuste dania. Ugotowaną potrawę wstawia się do pieca chlebowego na całą noc i ona w tym piecu sobie „dojrzewa”. I tu pojawia się ciekawa kwestia, bo jak się domyślasz, większość osób nie ma w domu pieców chlebowych. Ci, którzy go nie mają, albo swój garnek z ciulimem zanoszą do sąsiada posiadającego taki piec, albo do piekarni, wynajmującej za drobną opłatą miejsce w swoim piecu na co dzień służącym do wypieku pieczywa. Przygotowywanie ciulimu integruje lokalną społeczność, bo to także element życia społecznego i towarzyskiego. Sąsiedzi czy znajomi spotykają się u osoby, która posiada piec chlebowy, garnki z ciulimem trafiają do pieca w określonej kolejności i każdy z nich ma swoje miejsce, zależnie od tego do kogo należy i w jakiej relacji ta osoba pozostaje z gospodarzem – czy jest to po prostu sąsiad, czy na przykład krewny. I to jest niesamowite! Ale wracając do samego święta, „tradycja” jest hasłem przewodnim całego festiwalu, w czasie którego prezentowane są także inne tradycje lokalne, jest wiele występów tanecznych i muzycznych.

K.D.: Skoro już o tradycjach mówimy, to zapytam, jak długa jest tradycja organizowania tego święta? I jak długą tradycję kulinarną ma sam ciulim?

M.Z.: W opowieściach lokalnych ciulim zapisał się jako potrwa przyrządzana z dawien dawna, obecna na stołach podczas świąt rodzinnych, religijnych lub podczas różnych uroczystości. Przy okazji dodam, że czulent jako tradycyjna potrawa żydowska dziś w Lelowie przygotowywany jest właściwie tylko z okazji festiwalu. Wydarzenie to gromadzi co roku – w tym roku po raz dwunasty – kilka tysięcy uczestników i dla wielu osób jest to dobra okazja, by spróbować tej potrawy. Na uroczystości podczas festiwalu przyjeżdżają również przedstawiciele chasydów lelowskich, którzy choć obecnie zamieszkują głównie w Stanach Zjednoczonych i Izraelu, to bardzo mocno wpisują się w życie Lelowa. Co roku na jorcajt, czyli na rocznicę śmierci pochowanego w Lelowie cadyka Dawida Biedermana, duchowego przywódcy chasydów lelowskich, przybywają do Lelowa pielgrzymki chasydzkie z Izraela i ze Stanów Zjednoczonych. Ale również przy okazji Święta Ciulimu – Czulentu w Lelowie pojawia się delegacja chasydzka.

K.D.: A kto jest organizatorem tego święta? Na ile jest ono współtworzone przez mieszkańców?

M.Z.: Wydarzenie organizuje Gminny Ośrodek Kultury. Ale jak już mówiła wcześniej dr Katarzyna Waszczyńska (link do wywiadu), sposoby uczestnictwa w tego rodzaju wydarzeniach i sposoby współtworzenia ich w planie społecznym są znacznie bardziej złożone i trudno je ująć za pomocą dwóch kategorii: organizatorzy i odbiorcy. Opisanie tego, jak się te relacje układają, jest właśnie jednym z celów badań. Dla części uczestników to święto jest okazją do wysłuchania fajnego koncertu. Jednych interesują występy zespołów popularnych, a inni przyjeżdżają na koncerty klezmerskie. Przede wszystkim jest to jednak okazja do wspólnego biesiadowania – to przestrzeń współbycia. Wielu gospodarzy wystawia swoje produkty, czyli swój ciulim lub czulent, albo inne lokalne specjały, jak na przykład tak zwane gęsie pipki, czyli faszerowane gęsie szyjki, lub gęsi pipek – faszerowany gęsi żołądek. Sprzedawanie specjałów kulinarnych jest oczywiście obwarowane różnego rodzaju ograniczeniami, nie można po prostu przyjść z własnym garnkiem – istnieje procedura zgłaszania potraw. Trzeba tu jednak podkreślić, że jedzenie jest bardzo ważnym elementem tego festiwalu. Z perspektywy antropologicznej jedzenie w ogóle jest ważną częścią kultury, nie tylko dlatego, że w różnych częściach świata ludzie jedzą co innego lub w inny sposób, ale przede wszystkim dlatego, że w praktykach towarzyszących przygotowywaniu i spożywaniu jedzenia jak w soczewce widoczne są normy kulturowe i sposoby myślenia. Kulturowa ważność jedzenia zdecydowanie wykracza poza kwestię tak zwanych kuchni narodowych. Jak mówi Arjun Appadurai, jedzenie to skondensowany fakt społeczny. Antropologia jedzenia jako jedna z dziedzin antropologii kulturowej stanowi odrębny, ciekawy nurt badań (zob. Laboratorium. Kulturowe aspekty konsumpcji i produkcji jedzeniazajęcia w IEiAK z antropologii jedzenia).

K.D.: Wspomniałaś o tym, że do Lelowa przyjeżdżają chasydzi. Opowiedz coś więcej o tym. Kiedy zaczęły się te pielgrzymki?

M.Z.: W Lelowie pochowany jest cadyk Dawid Biederman, który zmarł w 1814 roku. Właściwie od tego czasu możemy mówić o tradycji pielgrzymowania do jego grobu, jednak druga wojna światowa i później okres PRL-u uniemożliwiły pielgrzymki na długie lata. Chasydzi po wojnie zaczęli przyjeżdżać do grobu cadyka dopiero w latach 80. – dopiero wtedy, gdy jego grób został odnaleziony pod podłogą zabudowań Gminnej Spółdzielni, która powstała po wojnie na terenie cmentarza żydowskiego. Wówczas wydzielono część magazynów i udostępniono tę przestrzeń pielgrzymom. Chasydzi przyjeżdżający odwiedzić grób cadyka, wchodzili wtedy przez drzwi GS-u. Później część zabudowań została zlikwidowana i teren dawnego cmentarza został ogrodzony. W zeszłym roku ufundowany został nowy ohel, czyli grobowiec. Od lat 80. przyjeżdża co roku coraz więcej osób, w tej chwili mówi się o liczbie kilkuset pielgrzymów. To jest stosunkowo mało, jeśli porówna się Lelów na przykład z Leżajskiem, do którego przyjeżdża kilka tysięcy – to jest zupełnie inna skala. Ale jak się porówna Lelów z dziewięćdziesięciotysięcznym Humaniem na Ukrainie, do którego przyjeżdża na Rosz ha-Szana, żydowski Nowy Rok, blisko trzydzieści tysięcy osób – to jasne staje się, że to zupełnie inny typ pielgrzymowania. Warto zaznaczyć, że przed wojną w Lelowie mieszkała bardzo liczna społeczność żydowska. Podobnie jak w wielu innych miasteczkach i miejscowościach w niektórych okresach Żydzi stanowili połowę mieszkańców. Choć oczywiście w większości nie byli to chasydzi. Ci, którzy dziś odwiedzają Lelów i grób cadyka, to najczęściej nie są potomkowie niegdysiejszych mieszkańców tych terenów, których ogromna większość zginęła w wyniku Zagłady. Obcość przyjeżdżających współcześnie Żydów w odbiorze lokalnej społeczności ma zatem co najmniej dwa wymiary. Celem festiwalu, jak podkreślają organizatorzy, jest zbliżenie tych dwóch grup – współczesnych mieszkańców Lelowa i pielgrzymujących do grobu Dawida Lelowera Żydów. Dlatego dla organizatorów festiwalu ważne jest zaprezentowanie dwóch kultur jako z jednej strony odrębnych, z drugiej zaś jako posiadających w tym konkretnym miejscu wspólną historię, której materialnym uobecnieniem jest kuchnia i tytułowy ciulim i czulent. A naszym zadaniem – jako badaczy – jest opisanie lokalnych praktyk kulturowych z całą ich złożonością, w kategoriach antropologicznych, tak aby nie redukować ich do dwóch haseł takich jak „tradycja” i „wielokulturowość”.

K.D.: Czyli festiwal jest nie tylko spotkaniem dwóch kultur, jak sugeruje jego nazwa, lecz przede wszystkim różnych ludzi i różnych pamięci. A także sytuacją, w której rozbrzmiewają, aktualizują się i materializują różne historie?

M.Z.: Jak wspomniałam na początku, kultura, pamięć i tożsamość splatają się, wzajemnie warunkują. Dzięki obserwacji konkretnych praktyk społecznych i kulturowych możemy powiedzieć więcej o tych procesach. Przy czym – zgodnie z założeniami projektu – interesuje nas w szczególności analiza oddolnych praktyk kulturowych, praktyk instytucjonalnych oraz relacji między nimi.

K.D.: Powiedz jeszcze na zakończenie, jak prowadzone są badania?

M.Z.: Przede wszystkim są to pogłębione wywiady etnograficzne zogniskowane wokół kwestii związanych z historią lokalną i wątków biograficznych: wspomnień i doświadczeń osobistych, pokoleniowych lub opowieści rodzinnych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Ważne jest, żeby rozmawiać z różnymi osobami i uchwycić różne perspektywy oraz różne sposoby działania i uczestnictwa w lokalnych praktykach kulturowych, a także różne sposoby budowania własnej tożsamości. Z jednej strony interesują nas działania osób, które zajmują się kulturą i historią lokalną. Będziemy rozmawiać z przedstawicielami instytucji kultury, administracji lokalnej. To osoby, które kreują dyskurs historyczny i mają wpływ na politykę społeczno-kulturalną oraz przemysł turystyczny. Z drugiej strony będziemy rozmawiać z mieszkańcami, osobami mieszkającymi w pobliskich wsiach i miasteczkach, a także z tymi, którzy przybywają z odległych miejsc na sam festiwal, na pokaz filmów o tematyce żydowskiej albo na koncert klezmerski. Sposób prowadzenia tych badań jest zatem analogiczny do sposobu realizacji badań w innych modułach, na przykład dr. Cichockiego (link do wywiadu) i dr Waszczyńskiej (link do wywiadu).

Karolina J. Dudek
dr Karolina J. Dudek
Asystent Koordynatora projektu, badacz, webmaster
Absolwentka Szkoły Nauk Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, zarządzania i stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej, etnologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych Instytutu Polonistyki Stosowanej UW. Publikowała m.in. w “Kulturze i Społeczeństwie“, “Kulturze i Edukacji”, “Kulturze – Historii – Globalizacji“ i kilku tomach zbiorowych. Realizowała projekty badawcze w IEiAK UW, IFiS PAN (grant NCN, Preludium) oraz IS UW. Zastępca redaktora naczelnego czasopisma „Stan Rzeczy”.
mgr Magdalena Zatorska
mgr Magdalena Zatorska
Koordynator Modułu V, badacz
magister, absolwentka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, doktorantka na Wydziale Historycznym UW oraz studentka Instytutu Filozofii. Przygotowywany temat pracy doktorskiej: Pielgrzymki chasydów w oczach mieszkańców odwiedzanych miejscowości. Relacje międzyetniczne i międzyreligijne w perspektywie porównawczej (Ukraina – Polska). Opiekun naukowy: prof. dr hab. Magdalena Zowczak. Główny wykonawca projektu Kultura religijna wobec zmian społecznych. Studium porównawcze społeczności lokalnych (Polska – Ukraina). Kierownik projektu NCN: Magdalena Zowczak. Realizacja: Badania terenowe na Ukrainie (Murafa, Szarogród) – 10 dni, lipiec 2012 r.
Opublikowane w:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 + ten =