Lelowianie patrzą na ohel

Wejście do ohelu. Fot. Tomasz Chwałek, Lelów 2015

Tomasz Chwałek

Lelowianie patrzą na ohel

Spacerując po Lelowie w letni dzień możemy odnieść wrażenie, że jesteśmy w zacisznej, o ile nie sielskiej miejscowości. Życie koncentruje się w rynku – tu przychodzi się na zakupy, które często kończą się przystanięciem i codzienną pogwarką ze znajomą lub znajomym; tu wieczorami młodzież pije piwo, słuchając muzyki z otwartych samochodów; tu starsi odpoczywają na ławce w cieniu drzewa lub na schodkach przed domem. Tu wreszcie gościnne podwoje rozpościera karczma „Lelowianka”, o której można powiedzieć, parafrazując klasyka: jeśli masz dość „Lelowianki”, to znaczy, że masz dość życia.

Położony w powiecie częstochowskim Lelów historyczne związany jest z nieodległym Krakowem. W miasteczku do dziś trwa pamięć złotego okresu, przypadającego na czasy panowania Jagiellonów, kiedy to istniał powiat lelowski (jak lubią podkreślać mieszkańcy Lelowa, należała do niego sama Częstochowa); miasto było ważnym ośrodkiem handlu i pełniło istotną funkcję obronną; nad kamiennymi murami górował zamek wzniesiony jeszcze przez Kazimierza Wielkiego. To właśnie króla wiąże się w powszechnej świadomości z osiedleniem się w Lelowie Żydów, jak bowiem głosi legenda, w tutejszym zamku miał on ulokować swoją kochankę, Żydówkę Esterkę (Zarubin 2006, s. 13).

W XIX wieku społeczność żydowska systematycznie się w Lelowie rozrastała. Rysowało się to w tamtym okresie następująco (Gawron 2006, s. 30):

Ludność żydowska w Lelowie

Rok Liczba mieszkańców narodowości żydowskiej Odsetek ludności miasteczka
1808 269 29,00%
1827 339 39,00%
1857 480 53,00%
1897 720 60,00%
1921 638 52,00%
1939 ok. 700[1]

 

Na przełomie XVIII i XIX wieku Lelów przeistoczył się w ważny chasydzki ośrodek religijny. Stało się tak za sprawą cadyka Dawida Bidermana. Żył on w latach 1746-1814 i początkowo był żarliwym kabalistą. Na ścieżkę doskonałości religijnej w chasydyzmie wstąpił pod wpływem cadyka Elimelecha z Leżajska (Gawron 2006, s. 34)[2].

Kres żydowskiemu życiu w Lelowie przyniósł rok 1942. Wówczas to Niemcy wysiedlili tych spośród lelowskich Żydów, którzy dotąd pozostali w miasteczku. Wozami drabiniastymi przewieziono ich do pobliskiego Koniecpola, a stamtąd – wagonami do obozu zagłady w Treblince. Wojnę i Zagładę przetrwało zaledwie kilkunastu z nich (Gawron 2006, s. 37-38).

Stary cmentarz żydowski istniał przynajmniej od XVI wieku i znajdował się opodal synagogi, przy dzisiejszej ulicy Ogrodowej. Spoczywa na nim m.in. Dawid Biderman. Cmentarz zniszczyli hitlerowcy, a dewastacji dopełniono w latach powojennych, budując na jego terenie pawilon Gminnej Spółdzielni (Walczyk 2006, s. 82). Budynek synagogi przemianowano na skład zboża, a w latach siedemdziesiątych XX wieku urządzono w nim Spółdzielnię Inwalidów ,,Galmet” (Walczyk 2006, s. 81).

W roku 1988, z inicjatywy rabina Szymona Anshina z Izraela, Fundacja Nissenbaumów rozpoczęła poszukiwanie grobu cadyka Bidermana. Pomocą służył Henryk Szaniawski (właśc. Chaim Środa), lelowski Żyd ocalały dzięki pomocy okolicznych Polaków. Wykopaliska prowadzone pod podłogą GS-u przyniosły odkrycie fragmentu macewy cadyka. Prócz nagrobka znaleziono czaszkę, piszczele i kości rąk. Dzięki badaniom DNA na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie potwierdzono, iż były to szczątki Dawida Bidermana.

Zasady judaizmu nie przewidują ekshumacji – raz złożone w ziemi ciało już zawsze oczekuje na przyjście Mesjasza. Dlatego też, by należycie zaznaczyć miejsce pochówku cadyka bez przenoszenia szczątków, w porozumieniu z gminą wydzielono z pawilonu odrębne pomieszczenie, w którym zaaranżowano grób cadyka (Walczyk 2006, s. 82). Teren dawnego cmentarza przeszedł na własność Fundacji Chasydów Leżajsk – Polska. Fundacja przystąpiła do renowacji ohelu. Po uregulowaniu sytuacji prawnej zburzono część pawilonu, teren ogrodzono estetycznym płotem, który zawiera motyw menory. Sam budynek rozbudowano – jest dziś duży i reprezentacyjny.

Przed wojną synagoga znajdowała się przy ulicy Ogrodowej naprzeciw miejsca, gdzie dziś stoi ohel. W latach powojennych wzniesiono tam piętrowy pawilon pełniący rozmaite funkcje gospodarcze. Budynek przeszedł na własność Fundacji Chasydów Leżajsk – Polska, urządzono w nim mykwę (tj. łaźnię rytualną), a przez lata stopniowo udoskonalano infrastrukturę, by mógł on w pełni służyć pielgrzymom przyjeżdżającym na grób cadyka. Dziś jest to pełnoprawny dom modlitwy.

Ulica Ogrodowa. Fot. Tomasz Chwałek, Lelów 2015

Ulica Ogrodowa. Fot. Tomasz Chwałek, Lelów 2015

Wejść? Tam się nie wchodzi

Ulica Ogrodowa, biegnąca nie dalej niż 50 metrów od rynku, niezależnie od pogody i pory roku, zdaje się zawsze tak samo cicha i spokojna. Nie parkują tu samochody i mało kto tędy spaceruje. Ożywia się tylko dwa razy do roku – podczas jorcajtu (rocznicy śmierci cadyka), a także w trakcie Święta Ciulimu-Czulentu, kiedy zamienia się w atrakcję turystyczną. To lelowska „dzielnica żydowska”: tu leżą naprzeciw siebie ohel i bożnica.

Ten zakątek ulicy Ogrodowej stosunkowo rzadko samoistnie pojawia się w opowieściach miejscowych o Lelowie. Mówią o nim dopiero sprowokowani pytaniem o cadyka, dawnych mieszkańców żydowskich lub współczesnych pielgrzymów chasydzkich.

– Trudno powiedzieć [rozmówczyni została zapytana o lelowskie zabytki – T.Ch.], no, kościół gotycki w Staromieściu, ale już tylko chyba w jednej części jest gotycki, reszta to wszystko dobudówki. Nasz to spłonął, tak jak mówię, bo Niemcy go spalili, i jest też odbudowany w stylu gotyckim, lelowski. W Podlesiu jest piękny drewniany kosciółek, kryty gontem – to jest dosyć poważny zabytek.
– Jeszcze są te właśnie, te po dziedzicach, nie, te zabytki – Bogumiłek…
– Pałace, tak. […] W tym, w Drochlinie w kościele jest barokowa ta, monstrancja – bardzo ładna. Odzyskali ją, bo chyba z pięć lat temu ktoś ją ukradł. Ale na szczęście po miesiącu została odzyskana. No to też jest dosyć taki… Tyle ze starych zabytków.

Rozmówczyni, kobieta z wyższym wykształceniem, zainteresowana historią, a także historią sztuki, podaje zabytki chrześcijańskiej proweniencji, a nawet pozostałości kultury ziemiańskiej. Nie wymienia obok nich ani bożnicy, ani grobu cadyka. Można oczywiście argumentować, że oba te miejsca przeszły gruntowne przemiany: grobowiec wzniesiono od podstaw, zabytkowe są w nim jedynie kości, a budynek synagogi przebudowano nie do poznania, usuwając zeń rozetę w kształcie gwiazdy Dawida i łuki w oknach, redukując tym samym jego walory poznawcze i edukacyjne (Bergman 2000). Być może z tego powodu oba budynki nie są postrzegane jako zabytki. Jednak żydowskie dziedzictwo jest ważnym elementem, w oparciu o który władze Lelowa budują lokalną markę, a dzięki pielgrzymkom – ściągającym kamery telewizji i reporterów robiących setkę o modlących się chasydach – miejscowość zdobyła rozgłos.

Chasydzi na obchodach Jorcajtu. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Chasydzi na obchodach Jorcajtu. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

– Jakie jeszcze są miejsca ciekawe? Zabytki tutaj w Lelowie i w okolicach?
– Nie ma zabytków w Lelowie. Jest tylko, to tylko tam, w tym… jakże się to nazywa? Tam są te skały… na Jurze Krakowskiej-Częstochowskiej.
[…]
– A propos tych Żydów, którzy tu mieszkali wcześniej, to jakie są, czy są jakieś pozostałości po nich?
– No jest, jest, jest, tu jest pochowany, tu był taki cmentarz żydowski i on jest, sadyk tu jest.
[…]
– A na tym grobie tego cadyka, to była pani? Oglądała go?
– Nie byłam tam. Tylko widzę, że tam jest taka budka, bo tam były pawilony [Gminnej Spółdzielni – T.Ch.], te pawilony rozebrali i jest taka budka tylko […]. Takie postawione jest, oni się tam otwierają i tam, no tam prywatny miał klucze, bo tam jak przyjeżdżali, no a teraz nie wiem właśnie, czy to jest dostępne, czy tylko… No klucze w każdym razie są w Lelowie, ktoś tu ma.

Rozmówczyni, podobnie jak we wcześniej przytoczonej wypowiedzi, nie wymienia z własnej inicjatywy niczego związanego z żydowską kulturą materialną. Dopiero zapytana o konkretne miejsca związane z Żydami przyznaje: „No jest, jest, jest, tu jest pochowany”. Najbardziej jednak zdziwiłem się, słysząc, że respondentka nigdy nie była wewnątrz ohelu ani bożnicy. Był to bodaj pierwszy raz, kiedy od osoby mieszkającej w Lelowie usłyszałem, że nie widziała żadnego z tych obiektów od środka. Wtedy zrzuciłem to na karb osobistych predyspozycji rozmówczyni. Pamiętam swoje mocne przekonanie, żywione na początku badań terenowych, że większość lelowian w ohelu była przynajmniej raz, wiedziona choćby czystą ciekawością. Tymczasem kolejne zagadywane osoby udzielały podobnych odpowiedzi:

– A byli państwo w ohelu, w środku, zwiedzić?
– Nie, nie, nie.
– Ja w ogóle nie wiem, jak tam się można…
– …czy tam można, czy tam normalnie…

Niektórzy spośród moich rozmówców nie byli pewni co do tego, czy można w ogóle do grobowca wejść, czy może chasydzi sobie tego nie życzą. Inni kategorycznie stwierdzali:

– A tam można wejść, popatrzeć?
– Wejść, tam się nie wchodzi. Zamknięte.
– Zamknięte.
– Zamknięte, nie wolno. Tak, jak nieraz przyjadą, to tak, co się modlą, to se tak można z drogi popatrzeć.

Jak twierdzili rozmówcy, jedyne, co można zrobić, to popatrzeć z daleka. A i to nie zawsze:

– A jak przyjeżdżają i mają swoje obchody, to chodzą panie to oglądać na przykład?
– Nie, nie, nie, oni sami. Od razu zamykają. Oni sami tam są. Tam się modlą, tam różne te swoje odprawiają. Także raczej nie wpuszczają tam nikogo.

Chasydzi w lelowskiej bożnicy. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Chasydzi w lelowskiej bożnicy. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Możliwe, że w rozumieniu kobiety pytanie dotyczyło tego, czy wchodzi ona do bożnicy w trakcie obchodów rocznicy śmierci cadyka, stąd tak stanowcze zaprzeczenie, gdyż powszechnie w Lelowie wiadomo, że wtedy kobietom tam wchodzić nie wolno. Nie jest jednak tak, że „nie wpuszczają tam nikogo”, bo sam do bożnicy wszedłem podczas jorcajtu, pomiędzy modlących się chasydów – nikt mnie stamtąd nie wyprosił ani nie zwracał na mnie przesadnej uwagi. Poza tym obchody wylewają się na ulicę i nie trzeba nigdzie wchodzić, aby słyszeć muzykę i być wśród świętujących. Niezależnie od tego jednak, ze słów jej i innych moich rozmówców wyłania się obraz bożnicy i ohelu jako miejsc niedostępnych dla zwykłych lelowian (poza liminalną postacią miejscowego klucznika). Wydaje się, że są to miejsca w przestrzeni społecznej martwe, niezagospodarowane nawet jako punkty orientacyjne; można powiedzieć, że są na swój sposób eksterytorialne. Podkreśla się to, że są odgrodzone. Istnieje wyraźna granica między całością miejscowości a wyłączoną z użytku strefą, do której „się nie chodzi”:

– Oni [Żydzi – T.Ch.] to teraz wykupili i, tu w rynku…
– Ogrodzili, właśnie, postawili synagogę.
– Ogrodzili teraz, zrobili sobie, postawili tam, znaczy, nie synagoga, tylko taki mały budyneczek.

– A ta bożnica jest troszeczkę wyżej. W rynku tam jest. Tam jeszcze jest. I tam zagrodzili, bo tam pochowany jest wyższy uczony. I oni tu przyjeżdżają.
– Tak?
– Tu często przyjeżdżają, co rok.
– Widuje ich pan czasem? Jak przyjeżdżają?
– Tak, widziałem, jak przyjeżdżają, autobus staje, tego, i oni tam idą do tego budynku. Co oni tam robią, bo tam do środka nie wchodzę. Tam ludzie są tacy, co obserwują, nie? Oni tam mają, tam nie chodzę.

Dla wielu mieszkańców Lelowa – oczywiście nie dotyczy to osób zaangażowanych w lokalne życie kulturalne – ohel i bożnica są martwymi punktami na mapie. Dlatego też w powszechnej świadomości nie należą do tego, co można by określić jako lelowskie dziedzictwo. Jak pisze Ewa Klekot w pracy Polityczny wymiar dziedzictwa kultury: „Dziedzictwo, które często uważane bywa za część polityki pamięci, niepolityczne być nie może, ponieważ jego podstawową funkcją jest legitymizacja istniejących współcześnie społeczeństw i społeczności, których członków łączy poczucie wspólnoty. […] Każda z takich grup wytwarza własną tradycję wynalezioną i konstruuje własne dziedzictwo, do którego jej członkowie odwołują się zarówno przy afirmacji swej przynależności oraz włączaniu w obręb grupy nowych jej członków, jak i w procesie wykluczania jednostek z własnej grupy oraz w sytuacji konfrontacji z innymi tożsamościami” (Klekot 2014, s. 47). Lelowianie konstruują swe lokalne dziedzictwo w oparciu o miejsca i zabytki ważne dla Polaków. Z tego powodu wykluczonymi z obrębu wspólnoty są więc nie tylko chasydzcy pielgrzymi – Obcy co się zowie – lecz także dawni, żydowscy lelowianie.

Spalony kościół

Materialne ślady żydowskiej przeszłości miasteczka nie nasuwają się moim rozmówcom na myśl jako ważne świadectwo jego historii, choć to właśnie one wykorzystywane są w narracji lokalnych władz o Lelowie i jego zasobach. Tym, co przez większość mieszkańców przedstawiane jest jako najważniejszy spośród zabytków, jest kościół pod wezwaniem świętego Marcina, znany też jako Sanktuarium Matki Bożej Pocieszycielki Lelowskiej. To najwyższa po maszcie radiowym struktura w gminie. Gdy wszystkie inne zabudowania nikną za drzewami, jego wieża wciąż stanowi wyraźny punkt orientacyjny. Na to, że dla wielu lelowian jest to miejsce istotne, wskazuje zagęszczenie nośników pamięci nagromadzonych na stosunkowo małej przestrzeni wokół kościoła. Mamy więc tablicę honorującą „ofiary barbarzyństwa hitlerowskiego, które pierwsze na ołtarzu ojczyzny złożyły życie w Lelowie 3 i 4 września 1939 r.”; kolejną, która przypomina, że znajdował się w tamtym miejscu klasztor franciszkański, rozebrany w XIX wieku; na północnej ścianie kościoła wisi tablica z inskrypcją głoszącą: „W hołdzie tym braciom, którzy tu zostali rozstrzelani przez Niemców 4.09.1939 r.”; pod nią widać trzy żłobienia w tynku przypominające ślady po kulach. W samej świątyni znajdujemy kopię obrazu Matki Bożej Pocieszenia, który spłonął podczas wojny, jak i tablicę poświęconą działającym na tych terenach ugrupowaniom Armii Krajowej. Ponadto na terenie kościoła znajduje się ozdobny grób okolony niewysokim ogrodzeniem, poświęcony czterem Polakom zabitym przez Niemców 4 września 1939 roku (z wyrytym na nim, sugestywnym przedstawieniem płonącego kościoła), w tym Ignacemu Trendzie, będącemu symbolem oporu wobec hitlerowskiego najeźdźcy.

Kościół pw. św. Marcina w Lelowie. Fot. Tomasz Chwałek, Lelów 2015

Kościół pw. św. Marcina w Lelowie. Fot. Tomasz Chwałek, Lelów 2015

Jak głosi miejscowa legenda, po splądrowaniu kościoła Niemcy rozkazali Trendzie wypełnić go słomą, a następnie podłożyć pod nią ogień. On jednak odmówił, za co poniósł śmierć. W uznaniu dla tego czynu w Watykanie rozpoczęto proces beatyfikacyjny, dzięki czemu można o Trendzie mówić „sługa Boży”. Wielu z tych, którzy przytaczają tę historię, dodaje, że nie jest wiadome, czy Trenda sprzeciwił się Niemcom z bohaterstwa i żarliwej wiary, czy też przez to, że był osobą niesłyszącą i nie zrozumiał rozkazu. Jak mówi znawca historii lokalnej:

Ktoś komuś powiedział, ten potem przekazywał, myślę, że fakty są bezsprzeczne. Byli Niemcy, spalony kościół, zabity – między innymi, bo to nie jedyny, ale on jakby tutaj urósł do tego symbolu męczeństwa – Ignacy Trenda i dodatkowo cudownie ocalały krzyż. Bo jeszcze w tej całej historii z Ignacym Trendą, myślę, że warto wspomnieć o tym, że spłonęło wnętrze kościoła, ale krzyż drewniany Chrystusa nie spłonął. To jakby, to już był taki pewien początek, że to gdzieś jednak w kategoriach cudu, ingerencji Boskiej można rozpatrywać. Ja, ja mówię, po prostu ja bym tutaj nie chciał zmniejszać męczeństwa i bohaterstwa tej osoby, […] to są męczennicy lelowscy, no ale akurat Trenda został najbardziej tutaj wywyższony. (…) Czy te słynne słowa padły: „Panie Jezusicku, ja Cię nie spalę”? Ja tego nie rozstrzygnę. Znaczy ja wierzę, że one mogły paść i bardziej się skłaniam ku temu, że… Czy tak powiedział, czy tak pomyślał, na pewno przez to, że nie podpalił, stracił życie.

Krzyż, który ocalał z pożogi, to barokowy krucyfiks Jezusa Ukrzyżowanego. Teren kościoła skupia więc cztery tablice, grób męczennika, a także krzyż-artefakt, namacalny dowód legendy o cudownym ocaleniu, które przed laty miało rozegrać się w tym miejscu. To dość duży ładunek symboliczny. Można powiedzieć, że kościół wziął na siebie obowiązek dania świadectwa okropnościom czasu wojny w imieniu całego miasteczka, w którym nie ma innych upamiętniających te wydarzenia tablic czy pomników[3].

Kościół jest na tyle istotnym punktem odniesienia, że pojawia się w większości opowieści mieszkańców o Lelowie, a zwłaszcza w tych dotyczących czasów wojny.

No pamiętam tylko tyle [rozmówczyni została zapytana o Żydów lelowskich – T.Ch.], że powywozili tych Żydów, łapali i już nie wracali. Do Oświęcim[i]a, gdzie tylko, bo to przecież palili tam, nie? Do tych komór gazowych, już Niemcy, jak zajęli te, te, już opanowali ten… No przecież kościół się spalił u nas tak samo.

Rozmówczyni, mówiąc o Zagładzie, niepostrzeżenie przechodzi do innego opisu, luźno powiązanego. Łączącym elementem jest tu cierpienie, które nabiera uniwersalnego charakteru. Kobieta nie neguje tragedii, które spadły na Żydów, ale podkreśla, że i „nam” było źle. Anna Wylegała w pracy Przesiedlenia a pamięć (2014) za Haraldem Welzerem nazywa to „zamianą ram” (Wylegała 2014, s. 276-277). W tym przypadku wojenne losy kościoła stają się synekdochą cierpień Polaków.

Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Rywalizacja religii

Kościół i „kwartał żydowski” leżą po przeciwległych stronach rynku. Jak zwraca uwagę tutejszy działacz na rzecz kultury żydowskiej, jest to nieprzypadkowe. By oddać sprawiedliwość jego spostrzeżeniu, sformułowanemu w charakterystycznym, potoczystym stylu rozmówcy, przytoczę dłuższy fragment jego wypowiedzi:

Jeśli chodzi o synagogę i kościół, to mniej więcej sytuacja jest taka, że jak patrzy się na kościół, to należy szukać gdzieś po przeciwnej stronie rynku trochę oddalonej synagogi. Bo to z reguły próbowano tak to ustawiać. Żeby była przestrzeń chrześcijańska, choć niby cała przestrzeń była też chrześcijańska, żeby też była przestrzeń, taki kwartał, przestrzeń żydowska, tak. I tam, w tej przestrzeni, była synagoga i całe to zaplecze synagogalne. Więc jak patrzymy na lelowski kościół, odwracamy się i właściwie po przekątnej odnajdujemy synagogę, koszerhaus, mykwę, odnajdujemy także i stary cmentarz żydowski. […] To jest, to była rywalizacja religii. Żydzi nie mogli budować wyższych budynków niż kościół katolicki. […] To był jeden z problemów, tak, żeby przypadkiem synagoga nie była wyższa od kościoła. […] Tam jest oczywiście taka sytuacja, którą zawsze opowiadam, ona jest trochę anegdotyczna, ale gdzieś tam w tym prawdy [trochę – T.Ch.] jest: Żydzi to rozwiązywali w ten sposób, że oczywiście, jak się wchodzi do synagogi, z reguły to się schodzi w dół. No też oczywiście to jest związane z tym: „z głębokości wołam do ciebie, Panie”, prawda, z psalmem, z religią, z kulturą, a to jest w ten sposób, że oczywiście, jak się wchodzi do synagogi, z reguły to się schodzi w dół. Ale to jest oczywiście także pogłębienie, czyli robi się większa przestrzeń, prawda. Ta rywalizacja, oczywiście, ona była, i religijnie były to odrębne światy.

Takie usytuowanie świątyń pozostało niezmienione od czasów średniowiecza. Jak pisze Michel Foucault (2006) przestrzeń w średniowieczu to „całkowita hierarchia. Opozycje i krzyżowanie się miejsc konstytuowały to, co dość ogólnie nazwać można przestrzenią średniowieczną: przestrzenią lokalizacji (localisation)” (Foucault 2006, s. 7). Umiejscowienie obu obiektów kultu wyraża ich opozycyjność względem siebie, wskazuje na dwubiegunowy charakter miasteczka, w którym główna linia podziału biegła na płaszczyźnie religijnej. Podczas gdy bóżnica mieściła się w niewielkim budynku, wieża kościoła pięła się w niebo na ponad dwadzieścia metrów. W kontekście średniowiecznych kościołów Yi-Fu Tuan pisze: „Architektura nadal [w odniesieniu do przeszłości – T.Ch.] oddziałuje bezpośrednio na zmysły i uczucia. Ciało reaguje teraz podobnie jak reagowało dawniej na takie zasadnicze cechy budowli, jak zamknięcie czy otwarcie, pion czy poziom, masę, objętość, wnętrze, przestrzenność i światło” (Yi-Fu Tuan 1987, s. 150). Architektura świątyń wyrażała stosunek władzy; przestrzeń wertykalna oznaczała dominację chrześcijan, przestrzeń horyzontalna – podporządkowanie Żydów, by posłużyć się podziałem zaproponowanym przez Henri Lefebvre w The Production of Space[4] (Lefebvre 1991, s. 236). Dziś wiemy, że stosunki dominacji i podporządkowania były znacznie bardziej złożone (Gawron 2006). Architektura sakralna wskazuje jednak na nadrzędną rolę religii chrześcijańskiej.

Mimo tego, że Żydzi nie są w Lelowie na co dzień obecni, ów religijny podział trwa do dziś. Może nie wydać się oczywistym, jeśli się jedynie otaksowało budowle wzrokiem, lecz ujawnia się w stosunku mieszkańców do ohelu; nierzadko żywią przeświadczenie, że jest on dla nich zamknięty i niedostępny. Zauważalne jest rozgraniczenie na przestrzeń polską i przestrzeń żydowską, nawet jeśli ta druga funkcjonuje dziś na innych niż przed wojną zasadach. Tożsamość lelowska, tak jak i dawniej ogniskuje się wokół kościoła, który jest synekdochą polskich trudnych doświadczeń czasów drugiej wojny światowej, z którym wiąże się postać męczennika za wiarę Ignacego Trendy i którego teren jest silnie nasycony nośnikami pamięci. Z ohelem i bożnicą dla większości moich rozmówców nie wiążą się podobne znaczenia.

Przez kilka ulotnych dni lata ohel jest otwarty dla zwiedzających. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Przez kilka ulotnych dni lata ohel jest otwarty dla zwiedzających. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Musimy to zwiedzić

Jak wynika z moich badań, są momenty, w których udaje się tę umowną dychotomię przełamać. Okazją ku temu jest przede wszystkim Święto Ciulimu-Czulentu. W festiwalowy weekend (od piątku do niedzieli) ohel i synagoga otwierają się dla zwiedzających, postanowiłem przeto skorzystać ze sposobności i wziąć udział w oprowadzaniu. Nie spotkałem tam żadnego z mieszkańców Lelowa, poza kobietą pełniącą funkcję kluczniczki. Wszyscy zwiedzający byli spoza miejscowości i przyjechali specjalnie na Święto. Z pytań zadawanych przewodniczce wynikało, że najbardziej interesuje ich kto finansuje funkcjonowanie ohelu i kiedy przyjeżdżają chasydzi. Niewątpliwym zainteresowaniem cieszy się też postać cadyka.

– Czy takie karteczki, to każdy może, czy tylko Żydzi?
– Nie, każdy może. Jeśli wierzy w jakąkolwiek moc.
– I skuteczne są?
– Nie powiem panu… [speszona – T.Ch.]
– Zależy o co się prosi, nie?
– Ale myślę, że to działa tak samo jak kwestia świętych w katolicyzmie.
– Ja chcę prosić, żeby moja małżonka była mniej uparta. Nie wiem, czy Bóg mi pomoże, a co dopiero cadyk?
– Może akurat tym razem się uda? Ha ha!
– Trzeba sprawdzić. A kamieniem trzeba przyłożyć?

Mężczyzna pyta o kwitlechy, czyli skrawki papieru, na których chasydzi wypisują prośby o wstawiennictwo u Boga. Są one następnie składane na grobach cadyków. Podobne pytania padały w ohelu często. Turystów intryguje cudowna moc cadyka; wielu rozważa skuteczność kwitlechów.

Tak, oni [chasydzi – T.Ch.] jakoś tak grupowo, zimową porą [tu przyjeżdżają – T.Ch.]. Dokładnie nie wiem, ale jakoś tak styczeń, luty. Właśnie przyjeżdżają. Kilka dni są tutaj w Lelowie. Świętują. I odwiedzają ten grób. Hm, tam chodzą, tam można zostawiać na tym grobie takie karteczki i tam wypisują takie swoje tam życzenia, marzenia i podobno one się spełniają. Nie wiem, czy to jest prawda, czy nieprawda…

Mimo wszystko, żadna z obserwowanych przeze mnie osób nie zdecydowała się na złożenie kwitlechu. We wcześniej przytoczonej rozmowie między zwiedzającym a oprowadzającą można natomiast dostrzec pewien mechanizm. Postać cadyka przez niektórych przyjezdnych traktowana jest z pewną dozą żartobliwości. Być może wynika to z potrzeby oswojenia obcości – śmiech jest narzędziem, który pozwala ten cel skutecznie zrealizować (Benedyktowicz 2000, s. 181).

Widać, że wejście do przestrzeni Obcego rodzi mechanizmy oswajania, wzbudza ciekawość, rozwiewa chmurę przedsądów, pod warunkiem, że animowane jest przez postać ekspercką, zdolną objaśnić to, co zdumiewa, wskazać na to, co w tej przestrzeni istotne i kompetentnie odpowiedzieć na pytania. Opisane powyżej oprowadzanie po ohelu odbyło się z udziałem ludzi spoza miejscowości, dostatecznie zmotywowanych, by wsiąść w samochód i przyjechać na lelowskie „święto dwóch kultur”; można więc uznać, że było to trochę „przekonywanie przekonanych”. Mieli już oni tę iskrę ciekawości, motywującą do tego, by część wolnego dnia spędzić, dowiadując się czegoś nowego. Co jednak z tymi, którzy mijają ohel na co dzień, często nie mając jednak pojęcia, co znajduje się w środku (poza grobem cadyka – ale jak on jest pochowany)?

Interesujące są słowa starszej kobiety zamieszkałej w Lelowie, która odwiedziła ohel podczas oprowadzania zorganizowanego przez członka Lelowskiego Towarzystwa Historyczno-Kulturalnego im. Walentego Zwierkowskiego.

– Mamy tutaj takiego, notabene mój uczeń, w Szczekocinach uczy, mamy koło emerytów takie tutaj […] i właśnie zaprowadził nas do tego domu, do tej bóżnicy tam. Opowiedział nam historię całą. Zaprowadził nas do tego grobu cadyka, bo tam jest też grób cadyka, można zwiedzać. Tam właśnie taka pani się opiekuje i mówi, że nieraz Żydzi przyjeżdżają autokarem w nocy, mówi. I tam im otwiera i, mówi, modlą się tam i w ogóle. Pierwszy raz po tylu latach – mówię: w Lelowie mieszkam i nie byłam tam.
– W ogóle?
– Nie, dopiero teraz.
– A.
– Dopiero teraz, jak nas zaprowadził ten mój uczeń właśnie. On mówi: „[…] musimy to zwiedzić”, ja mówię: „No, oczywiście”. Nawet Torę przywiózł ze Szczekocin, żebyśmy zobaczyli, jak wygląda, bo ona miała ponad chyba, ja wiem, jakieś około 100 lat. Na takiej skórze jakiejś tam napisane.
– I jak wrażenia?
– No rzeczywiście, że ciekawe jest. Ja nawet nie wiedziałam, że tak ciekawie wygląda, na przykład ten grób cadyka i tam jak Żydzi przyjeżdżają, to kartki rzucają tam, więc tych kartek jest multum tam wkoło, prawda. Różne życzenia czy podziękowania, czy jakieś tam, tego – to nam tłumaczył właśnie. Także dla mnie to był w pierwszej chwili szok. Ja myślałam: no grób jest cadyka i koniec, prawda? Ale żeby tam wejść i zobaczyć, jak to wygląda, to dopiero żeśmy teraz to sobie zobaczyli.

Zwiedzanie ohelu. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Zwiedzanie ohelu. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Wypowiedź ta jak w soczewce skupia problemy, które dotyczą statusu ohelu jako miejsca pamięci na mapie symbolicznej Lelowa. Mieszkańcy na co dzień nie dostrzegają jego znaczenia i niewiele o nim wiedzą. Zakładają, że jest bardziej niedostępny, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Potrzebna jest inicjatywa lokalnych ekspertów, by obojętność zastąpić chęcią poznania, a niewiedzę – podstawową znajomością wiary i zwyczajów chasydów.

– Wędrówka po miejscach. I to teraz ostatnio robiłem, robiłem to wielokrotnie z uczniami z gimnazjum w Lelowie. Natomiast ostatnio robiłem z emerytami. Jest takie koło, grupa emerytów, działająca przy bibliotece. I właśnie zabrałem ją w taką, na taki spacer po żydowskim Lelowie.
– A w jakie miejsca?
– To znaczy, oczywiście, tak, był rynek, zatrzymaliśmy się na rynku i trochę rozmawialiśmy o rynku, o układzie przestrzennym takich małych sztetli, jak to wyglądało, gdzie kościół, gdzie synagoga, a dlaczego tak, prawda, jakie to miało znaczenie, czym był rynek, jakie miał znaczenie, jakie miały znaczenie właśnie świątynie. I udaliśmy się do synagogi i do ohelu i tam poświęciłem dość dużo miejsca rozmowie o tym, czym w ogóle cmentarz jest żydowski, tak, jakie ma znaczenie ohel, czym jest synagoga. O tej synagodze rozmawialiśmy, rozmawialiśmy też o Dawidzie Bidermanie, i tak dalej, też wskazywałem takie miejsca, jak mówiłem o tym, że ta ulica, która się nazywa teraz Handlowa, kiedyś nazywała się ulicą Żydowską, mówiłem. Gdzie był koszerhaus – dom koszerny, gdzie była mykwa stara. Jakby próbowałem tak jakby trochę opowiedzieć, że tych miejsc nie ma, ale też są.

Celem rozmówcy, działającego na rzecz pamięci lokalnej, jak sam zaznacza, jest między innymi przywrócenie mieszkańcom Lelowa pamięci o żydowskiej społeczności. Oprowadzając ludzi po niewielkiej miejscowości, mężczyzna wytwarza sieć znaczeń. Jak pisze Marian Golka w pracy Pamięć i jej implanty (2009), przestrzeń jest niczym memuar, ponieważ znajduje się w niej niezliczona liczba nośników pamięci. „Takich przestrzennych nośników pamięci jest wiele. Oprócz architektury i układów urbanistycznych są to pomniki i tablice pamiątkowe, cmentarze z grobowcami i nagrobkami […], mała architektura. Niosą one wiele znaczeń, choć niektóre z nich podlegały przekształceniom (nieraz wielokrotnym) na skutek rewizji treści pamięci społecznej” (Golka 2009, s. 76). Proponuję traktować działalność aktywisty z Lelowa jako nadawanie nowych sensów owym nośnikom pamięci; nowych, ponieważ część z nich z pewnością była już przesiąknięta innymi znaczeniami, skonstruowanymi na przykład przez oficjalną politykę pamięci[5]. Rozmówca zaznaczył, że historyczne spacery po Lelowie organizuje zarówno z gimnazjalistami, jak i emerytami. Praca z pamięcią jest więc ważna niezależnie od wieku.


W powszechnym odczuciu mieszkańców Lelowa ohel, a także bożnica stanowią wyodrębnioną, eksterytorialną przestrzeń, która nie funkcjonuje jako ogólnodostępna. Miejsca te wyłącza się ze zbioru lokalnych przedmiotów dziedzictwa, tym samym wykluczając udział narracji o Żydach z szerszej opowieści o historii Lelowa. Stoi to w opozycji do oficjalnej polityki władz miejscowości, które na wizji współistnienia dwóch kultur budują lokalną markę. Nie oznacza to, że taka strategia promocji miejscowości jest skazana na niepowodzenie wśród samych lelowian. Działania lokalnych aktywistów pracujących na rzecz przywracania pamięci mogą zmienić obojętność w zainteresowanie, a niewiedzę w choćby częściowe zrozumienie. Dlatego tak ważne jest przełamanie przekonania o niedostępności żydowskich miejsc kultu dla Polaków – wejście do takiego miejsca, nierzadko w towarzystwie przewodnika, może stanowić sposób oswajania obcości, pozwalający zniwelować dystans i umożliwiający częściowe choćby wypełnienie „białej plamy” na symbolicznej mapie miasteczka.

 

Bibliografia

Benedyktowicz Zbigniew, Portrety Obcego. Od stereotypu do symbolu, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000.
Bergman Eleonora, Wybrane problemy zarządzania dziedzictwem kultury żydowskiej w Polsce, w: Problemy zarządzania dziedzictwem kulturowym, red. Krystyna Gutowska, Res Publica Multiethnica, Warszawa 2000, s. 228-235.
Foucault Michel, O innych przestrzeniach. Heterotopie, tłum. Maciek Żakowski, „Kultura popularna“, nr 16, 2006, s. 7-13.
Gawron Edyta, Lelowscy Żydzi w XIX i XX wieku, w: Żydzi lelowscy. Obecność i ślady, red. Michał Galas i Mirosław Skrzypczyk, Austeria, Kraków 2006, s. 27-45.
Golka Marian, Pamięć społeczna i jej implanty, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2009.
Klekot Ewa, Polityczny wymiar dziedzictwa kultury, w: Kultura w stosunkach międzynarodowych. Tom 2, red. Grażyna Michałowska, Justyna Nakonieczna i Hanna Schreiber, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2014, s. 46-62.
Lefebvre Henri, The Production of Space, przeł. Donald Nicholson-Smith, MA: Blackwell Publishing, Maiden 2007.
Tuan Yi-Fu, Przestrzeń i miejsce, przeł. Agnieszka Morawińska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987.
Walczyk Anna, Pamięć i upamiętnienie Żydów w Lelowie, w: Żydzi lelowscy. Obecność i ślady, red. Michał Galas i Mirosław Skrzypczyk, Austeria, Kraków 2006, s. 75-103.
Wylegała Anna, Przesiedlenia a pamięć, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2014.
Zarubin Przemysław, Żydzi lelowscy w dobie staropolskiej, w: Żydzi lelowscy. Obecność i ślady, red. Michał Galas i Mirosław Skrzypczyk, Austeria, Kraków 2006, s. 11-25.


[1] Brak jednoznacznych danych na temat całkowitej ludności Lelowa w 1939 roku.
[2] Następcą Dawida został jego syn Mosze Biderman. Na życzenie ojca odbył on pielgrzymkę do Jerozolimy, gdzie jednak stan jego zdrowia pogorszył się na tyle, że po zaledwie kilkudziesięciu dniach pobytu zmarł. Pochowano go na Górze Oliwnej. Spowodowało to rozprzestrzenienie się dynastii Lelow poza granice miasteczka i rozwój trzech jej głównych ośrodków, gdzie do dziś żyją potomkowie i zwolennicy cadyka Bidermana. Są to Bnei Brak, Jerozolima i Nowy Jork – to stamtąd w większości pochodzą pielgrzymi odwiedzający współcześnie Lelów (Gawron 2006, s. 35).
[3] Drewniana figura Kazimierza Wielkiego, stojąca na rynku, czuwa nad tablicą z najważniejszymi datami z historii Lelowa: „1193 – pierwsza wzmianka, 1246 – budowa zamku, 1326 – budowa kościoła farnego, 1341 – nadanie praw miejskich, 1392-1792 – powiat lelowski, 1869 – utrata praw miejskich”. Tablica pochodzi z 1993 roku. Dwie tablice znajdują się przy ulicy Ogrodowej. Tę na ohelu ufundowały Fundacja Chasydów Leżajsk – Polska i Fundacja Nissenbaumów, tę na bożnicy – gmina. Napis na tablicy ufundowanej przez gminę brzmi: „Oto kamień/odmawia kadisz… Pamięci cadyka Dawida Bidermana (1746-1814) oraz Żydów lelowskich mieszkających na tej ziemi do zagłady w 1942 roku/społeczeństwo Lelowa/Lelów 2014 r.”.
[4] „Wysokość i pionowość są często obarczone wyjątkowym znaczeniem, czasem takim o charakterze absolutnym (jak wiedza, władza czy powinność), lecz te znaczenia różnią się między kulturami i społeczeństwami. Zasadniczo jednak przestrzeń horyzontalna symbolizuje podporządkowanie, wertykalna – władzę, a przestrzeń podziemna – śmierć…” (Lefebvre 1991, s. 236, tłum. T. Ch.).
[5] Jak na przykład rynek, noszący oficjalną nazwę Plac Partyzantów.

Autor:

Redakcja naukowa:

Redakcja językowa i korekta

Magdalena Czupryńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 + three =