Lokalny internet

O tym, jak technologia zmienia hierarchie społeczne

dr Piotr Cichocki

Lokalny internet. O tym, jak technologia zmienia hierarchie społeczne

 

Błędem byłoby uważać, że komputeryzacja u swoich początków była apolityczna i „aspołeczna”. Konstruktorzy, sponsorzy, programiści, pierwsi użytkownicy poszczególnych technologii traktowali je jako realizacje projektów o charakterze ideologicznym i nastawionym na rozwój (Turkle 1982). Internet, czyli obecnie najbardziej rozpowszechniony protokół transmisji danych, powstał w konkretnym kontekście geo-politycznym, mianowicie w kręgu zachodnich państw demokratycznych w czasie zimnej wojny, co warunkuje jego mocne zakorzenienie w dominujących tam wartościach politycznych i epistemologii. Świadczy o tym chociażby fakt, że internet powstał we współpracy amerykańskich środowisk wojskowych, naukowych i biznesowych, co z kolei współcześnie ma odzwierciedlenie w praktykach związanych z szyfrowaniem i inwigilacją, wymianą i kumulacją wiedzy, wreszcie komercją i handlem (Mattelart 2001).

Tyle o początkach tej globalnej technologii, która kilkadziesiąt lat później stała się swoistym środowiskiem życia współczesnych ludzi. Mimo że internet jest strukturą, w której trudno wskazać centralny punkt czy „odgórności” decyzji oraz planowania, to jednak – jeśli spojrzymy z oddolnej perspektywy – informatyzacja okazuje się faktem dokonanym i koniecznością dla tysięcy wspólnot lokalnych i milionów jednostek. Rezygnując z niewątpliwie interesującej możliwości prześledzenia historii i dróg rozwoju globalnych technologii do momentu, aż znalazły one zastosowanie w polskich niewielkich miastach i wsiach, skupię się na omówieniu zlokalizowanego studium przypadku, przedstawiającego pewną stronę internetową, jej twórców i konsekwencje ich działania…

 

Tożsamości lokalne i ich cyfrowe negocjacje

Lokalizacja opisywanego przypadku, która – tak jak w każdym studium etnograficznym – odgrywa tutaj rolę kluczową, to Kolno, dziesięciotysięczna stolica powiatu w zachodniej części województwa podlaskiego. Uważny czytelnik zauważy, że to samo miejsce pojawia się również w innych studiach z tego zbioru. Karolina Żądełek opisała lokalne środowisko twórców hip-hopu, a Katarzyna Ciołek wspólnie ze mną przedstawiła etnograficzną analizę handlu odzieżą używaną[1]. Warto jednak przypomnieć lub wyrazić to, co w innych miejscach pojawiło się implicite[2]. Pod względem historycznym Kolno bywało rozpatrywane zarówno jako część Kurpiowszczyzny (Chętnik 1924), jak i wschodniego Mazowsza. Nie jest to banalna konstatacja, te dwa regiony bowiem cechuje zgoła inna tradycja społeczna i polityczna, a konsekwencje tego podziału „tektonicznego”, na którego linii przeprowadziliśmy badania, są widoczne i dzisiaj. Kurpie byli wolną i samorządną grupą, ale przy tym uważaną za ubogą i zacofaną, z wyższością traktowaną przez graniczących z nimi wschodnich Mazowszan. Ci ostatni z kolei pochodzili z drobnej szlachty, zajmującej się jednak pracą w niewielkich gospodarstwach rolnych. Współcześnie w lokalnej literaturze historycznej i w ramach codziennej wiedzy potocznej zdecydowanie dominuje przekonanie, że Kolno jest częścią Mazowsza, a granica Kurpi przebiega na rzece Pisie, 11 kilometrów na zachód od miasta.

Wątek ten został podjęty przez redakcję portalu Kolno24 – tu pojawia się pozaludzki bohater tej opowiastki – zainteresowaną przedstawieniem kolneńskiej opinii publicznej wyników naszych wstępnych prac. Krótki materiał zawierał konstatację, że „mieszkańcy Zabiela nie czują się Kurpiami[3]” (te nieco prowokacyjne słowa miały na celu wywołać reakcję czytelników), i w kilkanaście minut po publikacji zaczęły pojawiać się pod nim komentarze. Czytelnicy rzecz jasna w przeważającej mierze pisali o konieczności węższego zakreślenia historycznych granic Kurpi i skrytykowali naszą ignorancję („haahhaahahah co im strzeliło do głowy, że Zabiele to kurpie. kurpie faktycznie zaczynaja sie za rzeką Pisą. informacji powinni szukać na prawdziwych kurpiach -Łyse, Turośl itp dobrze że po kolnie nie szukali kurpi haha.[4]”, „Kurpie to dawny lud zamieszkujący puszczę tak więc osady takie jak Zabiele to żadne Kurpie.Nazwa wywodzi się od obuwia jakie nosili czyli od kurpsi butów z lipowego łyka.To był lud pół dziki żyjący z myślistwa i łowiectwa.Nie uważali żadnych praw miejskich gdyż mieli własne których się trzymali.”), nie zabrakło jednak głosów popierających tezę, której de facto nie postawiliśmy („Drodzy młodzi mieszkańcy Zabiela chcecie czy nie to i tak jesteście kurpiami. Powinniście pielęgnować tradycję swoich przodków. Nie obrażajcie się na swoje kurpiowskie pochodzenie jest to raczej powód do dumy. To nie prawda, że Kurpie zaczynają się za rzeką Pisą traktujcie to jako bajkę i nieprawdę. A którzy to głoszą to niech trochę zagłębią się w historię swojej małej ojczyzny.”, „Od Zabiela aż za Myszyniec znajduje się kurpiowszczyzna nie za żadną rzeką Pisą”), czy rozważających możliwe granice omawianego regionu i regionalnej tożsamości („A Rudka Skroda to Kurpie czy nie? Od nich daleko do Niksowizny, a tę wieś uważa się za kurpiowską.”, „Kurpie nie uważali żadnej władzy.Byli wolni jak Indianie czy inne plemiona innych terenów.Gdy Szwedzi najechali Polskę dostali baty od Kurpiów bo im zwierzyne płoszyli w czasi przemarszu”). W dyskusji pojawiły się także aluzje do przezwisk doczepianych mieszkańcom miejscowości[5] („Kici Kici Zabielaki…”), wreszcie wątki off-topowe, wyzwiska i docinki, pomiędzy rozpoznającymi się – pomimo anonimowości wypowiedzi – uczestnikami.

Pod względem liczby komentarzy i temperatury dyskusji artykuł ten nie był wyjątkiem, chociaż symptomatycznie pokazywał żywą i oddolną debatę nad tożsamością lokalną, która nie mogłaby zapewne zaistnieć w realnej przestrzeni publicznej. Powodów tego ożywionego życia wirtualnego w Kolnie jest z pewnością kilka[6]. Jednym z nich jest na pewno działalność i zaangażowanie Roberta[7], czyli głównego redaktora portalu, a faktycznie jego motoru i duszy, autora większości tekstów tam zamieszczonych. Portal od 2010 roku[8] funkcjonuje jako przestrzeń, w której toczone są spory, dyskusje – jest tym, co można określić mianem swoistej agory, w nawiązaniu do starogreckiego słowa oznaczającego główny plac zgromadzeń. Traktowanie internetu jako publicznego miejsca jest prawie tak stare jak owa technologia. Zwolennikiem takiego ujęcia jest chociażby Howard Rheingold, który – opisując jedną z pierwszych sieciowych społeczności, zwaną WELL – postawił tezę, że zdaje się ona być laboratorium oddolnej demokracji (1993). Funkcja publiczna miała tworzyć się przede wszystkim w stałym dialogu, wymianie poglądów i informacji, nie narzucanych przez odgórne, scentralizowane instytucje. Co było treścią takiej wolnej wymiany w Kolnie?

Pamiętam taki artykuł, właściwie notkę prasową, która zawierała dwa zdania. Była to informacja o tym, że drużyna piłki ręcznej dziewcząt kolneńskich przegrała mecz z drużyną z Łomży. Spotkanie na poziomie gimnazjalnym. Przez noc pojawiło się ponad 200 komentarzy, a walka z boiska przeniosła się na portal. Tych komentarzy dzisiaj już nie ma widocznych dla czytelnika, ponieważ obaj trenerzy zgłosili się do mnie z prośbą, żeby je zdjąć z publikacji. Doszło bowiem do pojednania, a dziewczęta się przeprosiły. Zazwyczaj jednak dużo emocji wywołują jakieś kontrowersyjne decyzje władz. Może być to dymisja jakiejś osoby lub podwyżka wynagrodzenia wysokiego urzędnika.

Z perspektywy badawczej można więc przyjąć, że portal byłby doskonałym narzędziem do selekcjonowania i monitorowania ważnych publicznie tematów. I chociaż antropologowie internetu przestrzegają przed traktowaniem tego medium jako przezroczystej reprezentacji rzeczywistości, czyli zakładania, że za jego pośrednictwem mamy bezpośredni wgląd w życie danej społeczności (Boellstorf 2010, Cichocki, Jędrkiewicz, Zydel 2012, Kozinets 2012), to opisywany portal bywa faktycznie wykorzystywany przez lokalną prokuraturę i policję do wynajdywania informacji o nietrzeźwych kierowcach czy miejscach sprzedaży i konsumpcji narkotyków. Badający społeczności w celach naukowych lub animacyjnych powinni jednak zwrócić uwagę na inny aspekt medialnej wymiany informacji, związany z tym, że sposoby komunikacji strukturyzują relacje społeczne i charakter myślenia (Ong 2011, Winkin 2007), które to twierdzenia przybrały aforystyczną wręcz formę w słynnych słowach „przekaźnik jest przekazem” Marshalla McLuhana (2004).

Jeśliby odnieść te rozważania do omawianego portalu, należałoby zwrócić uwagę na to, że większe znaczenie niż same tematy dyskusji zdaje się mieć medium – nowego rodzaju przestrzeń, która redefiniuje relacje pomiędzy władzą i obywatelami, a także rolę pośredników kulturowych, a więc redakcji, jak również ogólnie wszystkich przedstawicieli mediów.

 

Serwis, jego twórcy i użytkownicy

Kolno24 przybrało realne kształty i rozwijało się dzięki wizji, którą tworzył Robert[9]. Bez wątpienia istotną rolę odegrał inwestor, czyli lokalny biznesmen z ambicjami politycznymi, godzącymi w obecne władze miasta, sprawujące rządy od 2006 roku[10]. Obydwaj założyciele kierowali się, jak sądzę, nieco innymi motywacjami. Wydawca być może zamierzał stworzyć głos krytyczny komentujący działania władz miasta i wykorzystać medium w kontekście startu w wyborach samorządowych, zdaje się jednak, że Robert widział w portalu nie tyle głos opozycji wobec konkretnych polityków, ile narzędzie, które pozwoli na transparentność władzy i aktywizację czytelników.

Wymyśliłem, że będziemy starać się opisywać wszystko, bez jakichś tam oporów, tematów tabu. Pomysł na te komentarze, na to forum był taki, żeby była dyskusja, że można mówić w mieście to, co się chce. Może ja faktycznie potraktowałem to ambicjonalnie, ponieważ nie mogłem patrzeć na to, że jest taka cisza medialna. (…) było tak, że miesięcznik ukazywał się dosyć rzadko i nie wszystkie informacje mogły na jego łamach zaistnieć. Kolega kiedyś policzył, że było tam szesnaście zdjęć burmistrza w jednym numerze (…) Ludzie nie mieli informacji, dostępu do informacji, podstawowego prawa w ustroju demokratycznym. Te prawo im odebrano w momencie, kiedy odszedłem z Miesięcznika Kolneńskiego [czasopismo, które mój rozmówca redagował do momentu, kiedy odczuł między innymi presję ze strony zwierzchników – przyp. aut.]. Ale tym bardziej będąc poza Kolnem czasami, w Nowym Jorku czasami, w Amsterdamie czy w Oslo, włączasz sobie, klikasz Kolno 24 i masz tę informację w miarę szybko. Miesięcznik ukazuje się raz na miesiąc, on jest w formie elektronicznej dostępny w internecie, ale (…) jego formuła się już praktycznie wyczerpała, ponieważ zawiera informację, która dociera do czytelnika z opóźnieniem.

Utworzono więc względnie autonomiczną platformę niezależnej dyskusji przede wszystkim dzięki zaangażowaniu wielu czytelników w umieszczanie komentarzy[11], a nie instytucjonalnemu kontekstowi, w którym powstała. Powrócę przy tym na moment do wcześniej wspomnianej koncepcji agory, czy raczej do współczesnego pojęcia z niej się wywodzącego – „sfery publicznej”, definiowanej przez Jürgena Habermasa jako przestrzeń wymiany poglądów i myśli niezależna od kontroli władz (2007). Sfera ta we współczesnym społeczeństwie może być zmediatyzowana i utożsamiana na przykład z prasą. Nie byłbym zdziwiony, gdyby się okazało, że Robert czytał pracę Habermasa i się nią inspirował. Zdaje się, że takie pojęcia jak „dziennikarstwo”, „informacja” i „wolność”, często pojawiające się w jego wypowiedziach, motywowały go do utworzenia serwisu, przy czym pracę nad portalem traktuje jako realizację tych właśnie typów idealnych[12]. Swoją pracę definiuje także jako tworzenie faktycznego obrazu Kolna, niesfałszowanego przez wszelkie działania propagandowe i cenzorskie, czegoś, co może w przyszłości stać się w najbardziej obiektywny sposób napisaną współczesną historią miasta w XXI wieku. Tym, co przede wszystkim nadaje przedsięwzięciu wartość, jest jednak oddźwięk społeczny.

Nagle się okazało, że ten cel to strzał w dziesiątkę, że faktycznie to wydawało się ludziom potrzebne, ta nieocenzurowana informacja – po prostu czekali na to. Podejrzewam, że właściwie tego nigdy nie było, że nawet miesięcznik, który kiedyś prowadziłem, jednak miał wady, nie był interaktywny przede wszystkim. Nagle się okazało na jesieni, że my mamy po 4 tysiące odwiedzin dziennie.

Ogromne znaczenie miał tutaj jeden techniczny szczegół, forsowany przez Roberta od momentu projektowania serwisu przez informatyka Huberta, zrealizowany dopiero w momencie odejścia tego drugiego z zespołu redakcyjnego, mianowicie anonimowość komentarzy. Wcześniej konieczna była rejestracja, aczkolwiek pod anonimowymi nickami.

 

Lokalna wolność wypowiedzi

Anonimowość w kontekście bezpieczeństwa publicznego i informacji jest wartością kontrowersyjną (Cichocki 2012). W sposób oczywisty może ona sprzyjać zachowaniom agresywnym i nielegalnym, jednakże według pomysłu Roberta miała się ona przyczynić do poszerzenia sfery wolnej wypowiedzi. Należy pamiętać, że Kolno jest przy tym niewielkim miastem, do którego doskonale pasuje powiedzenie „wszyscy wszystkich znają”, co wzmacnia subiektywne odczucia kontroli społecznej. Kontrola ta zaplątana jest więc w relacje z władzą, która bez problemu może śledzić krytyczne głosy i reagować na nie w sposób niekoniecznie w przychylny dla osób je wyrażających.

Bezkarność w tej sytuacji może mieć więc zarówno pozytywny, jak i negatywny wymiar, w momencie, kiedy kary i konsekwencje mogą być wymierzane w nieobiektywny sposób. Co więcej, według redakcji portalu, to właśnie komentarze przyczyniają się do powstania politycznej i etycznej obiektywności, czy może raczej tego, co antropologowie nazywają intersubiektywnością.

B: (…) ja nie wierzę w coś takiego jak obiektywizm, może istnieć na papierze, może istnieć jako formuła, kategoria filozoficzna, ale w rzeczywistości tego nie ma.

A: A jaka jest twoja taktyka zachowania równowagi między obiektywizmem a subiektywizmem?

B: Nie za bardzo się tym przejmuję, ponieważ są te komentarze, i jeżeli ja przegnę w jakąś stronę, to ktoś mnie naprostuje, pisząc np. „redaktorku, kurna, się nie nadajesz”.

Jest to znakomity przykład na swoisty splot technologii i społeczeństwa. Mówimy bowiem o szczególe technicznym, który okazuje się mieć ogromne konsekwencje dla relacji władzy. Rozwiązania technologiczne stworzyły bowiem możliwość dyskusji i krytyki – niekoniecznie wysublimowanej, za to godzącej w wiele elementów lokalnej rzeczywistości, w tym we władze lokalne. Jest to przykład na rozsadzające działanie nowych zdecentralizowanych technologii informacyjnych, dzięki którym powstaje przestrzeń społeczna, będąca poza kontrolą krytykowanych instytucji, czemu szczególnie sprzyja anonimowość (Cichocki 2012). Tego rodzaju splot, w którym technologiczne rozwiązania warunkują rzeczywistość społeczną, podtrzymując ją lub zmieniając, można opisać za pomocą teorii aktora-sieci, która zauważa i opisuje sposoby, w jakie różnego rodzaju obiekty kształtują hierarchie i relacje międzyludzkie (Latour 2010).

Wpływ wypowiedzi, uwolnionych od wszelkiej cenzury, na lokalne władze okazał się niemal natychmiastowy. Od samego początku istnienia serwisu, a szczególnie od momentu anonimizacji komentarzy, w centrum debaty znalazły się takie kwestie jak domniemane nadużycia, niespełnione obietnice czy odczuwana przez rządzonych arogancja władzy, manifestująca się w różnych działaniach urzędników i polityków. Z jednej strony pisali o tych sprawach autorzy tekstów przyjmujący role dziennikarzy, z drugiej ze zdwojoną mocą dyskutowali je nieznani z nazwisk czytelnicy. Robert bardzo regularnie uczęszcza na wszystkie wystąpienia publiczne rządzących, sesje rady miejskiej i inne oficjalne wydarzenia, osobie burmistrza poświęca zaś cotygodniowy felieton. W rozmowach spotkałem się z opiniami, że od czasu funkcjonowania portalu urzędy wykazują się większą skrupulatnością w dokumentowaniu wydatków z funduszy publicznych, realizowaniu obietnic wyborczych, także większą powściągliwością podczas publicznych spotkań.

Możliwe, że urzędnicy wiedzą, że ktoś zawsze może ich opisać albo po prostu donieść do tej gnidy <nazwisko redaktora>, i on to opisze. Tak mnie nazywają na szczytach władzy: gnida. Ja o tym oczywiście wiem. Wcześniej czy później większość informacji, nawet najbardziej skrywanych sekretów, do mnie dociera.

Kolno24 ujawnia, rzecz jasna, również negatywne konsekwencje anonimowości. Redaktor przyznał podczas rozmowy, że często zdarzają się obraźliwe komentarze lub wręcz groźby pod adresem urzędników, dyskutantów i dziennikarzy.

B: Ostatnio się pojawiła się jakaś groźba pod moim adresem na portalu, użytkownik zagroził mi, że będę wisiał. Nie będę ukrywał, że się zdenerwowałem i nawet rozmawiałem w tej sprawie z prokuratorem, ale postanowiłem zostawić to bez konsekwencji.

A: I co zrobiłeś z tymi komentarzami, usunąłeś?

B: Tego komentarza, nie usunąłem, on wisi dalej i jest, można wejść i sobie przeczytać, niech ludzie widzą, że ktoś mi grozi. Każdy kij ma dwa końce, to też powoduje, że dziennikarz staje się w pewnym sensie ofiarą nagonki… Rozsądni ludzie biorą wtedy nasza stronę. niekoniecznie trzeba się tym przejmować. To są tchórzliwe zagrywki

Wydaje się więc, że prasa, jej rola, relacje z czytelnikami i władzą, wreszcie emocje i refleksje, które wzbudza, pojawiają się w różnych miejscach i skalach w naszym pojmowanym jako całość nowoczesnym świecie…

 

Oddolne czy odgórne?

Daniel Miller i Sarah Woodward twierdzą, że rolą antropologii jest rozpoznawanie globalnych napięć i złożonych problemów o charakterze ontologicznym i filozoficznym w codziennych, pozornie banalnych sytuacjach oraz w lokalnych kontekstach (2007). Przyjmując, że mają oni słuszność, można przypuszczać, że w opisywanej sytuacji chodzi więc o coś więcej niż o bycie dziennikarzem, które jawi się jedynie jako jedna z możliwych ról w skomplikowanym układzie relacji. Z pewnością mamy do czynienia z dwoma modelami sprawowania władzy i tworzenia wiedzy, z których pierwszy, bardziej scentralizowany, oparty na lokalnych narzędziach, reprezentowany przez polityków i działaczy, kwestionowany jest przez ogół społeczności, inspirowanej przez innowatorów i globalne zarządzanie treścią, w których można upatrywać fundację drugiego modelu[13]. Taką konfrontacyjną dynamikę wyznaczają ludzkie działania, motywacje i narracje, które – jak się zdaje – przyczyniają się ostatecznie do stopniowych zmian w sposobach sprawowania władzy i zachowania wobec niej. Trudno natomiast jednoznacznie określić, które z tych tendencji możemy określić jako oddolne, które zaś – jako odgórne. Jak, stosując te pojęcia, opisać inicjatywy powstałe dzięki wykorzystaniu globalnie dystrybuowanych narzędzi internetowych? Czy idea wolności, a w szczególności wolności prasy przynależy do porządku odgórnego i oddolnego? Czy lokalne władze można nazwać lokalnymi nawet wtedy, gdy są do wyborców odwrócone plecami? Zdaje się, że odpowiedzi na te pytania odgrywają jednak rolę drugorzędną, jeśli postaramy się spojrzeć na te dwa pojęcia raczej z perspektywy dialektyki niż dychotomii i – co ważne – dostrzeżemy rolę technologii internetowej, jako mediatora pomiędzy dwiema sferami i aktywnego katalizatora procesu zmiany, zmierzającego – jednak – do realizacji celów wyznaczonych przez fundatorów technologii kilkadziesiąt lat wcześniej.

 

 

Bibliografia:

 

Boellstroff, Tom

2010 Coming of Age in Second Life: An Anthropologist Explores the Virtually Human, Princeton: Princeton University Press.

Cichocki, Piotr

2012 Sieć przyjaciół. Serwis społecznościowy oczami etnografa, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Cichocki Piotr, Jędrkiewicz Tomasz, Zydel Robert

2012 Etnografia wirtualna, w: Badania Jakościowe t. 2, red.: Dariusz Jemielniak, Warszawa: PWN.

Chętnik, Adam

1924 Kurpie, Kraków: Księgarnia Geograficzna „Orbis”.

Habermas, Jürgen

2007 Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Kozinets, Robert V.2012  Netnografia. Badania etnograficzne online, Warszawa: PWN.

Latour, Bruno

2010 Splatając na nowo to, co społeczne, Kraków: Wydawnictwo Universitas.

Mattelart, Andre

2001 Społeczeństwo informacji, Kraków: Wydawnictwo Universitas.

McLuhan, Marshall

2004 Zrozumieć media. Przedłużenie człowieka, Warszawa: Wydawnictwa Naukowo-Techniczne.

Miller, Daniel, Woodward, Sarah

2007 Manifesto for a study of denim, w: Social Anthropology/Anthropologie Sociale, nr 15.

Ong, Walter J.

2011 Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii, Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.

O’Reilly,Tim.

2005  What is Web 2.0: Design Patterns and Business Models for the Next Generation of Software, dostępne pod adresem: http://oreilly.com/web2/archive/what-is-web-20.html

Ratto, Matt

2005 Don’t Fear the Penguins: Negotiating the Translocal Space of Linux Development, w: Current Anthropology, nr 26, t. 5, s. 827-834.

Rheingold, Howard

1993 The Virtual Community: Homesteading on the Electronic Frontier, Cambridge; dostępne pod adresem: http://www.rheingold.com/vc/book/ .

Winkin, Yves

2007 Antropologia komunikacji: od teorii do badań empirycznych, tłum. M. Cierpisz, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Turkle, Sherry1982 The Subjective Computer: A Study in the Psychology of Personal Computation, w: „Social Studies of Science”, t. 12, nr 2, str. 173-205.

[1] Należy wymienić tu również teksty Margarit Harutyunyan i Karola Górskiego, które dotyczą wsi Zabiele oddalonej od Kolna cztery kilometry.

[2] Piszę dalej tylko o jednym z aspektów kształtujących historię i współczesność Zabiela, niemniej jednak dla zrozumienia kontekstu zarówno tego artykułu, jak i pozostałych warto wspomnieć o wielu innych kwestiach, takich jak wysokie bezrobocie poprzedzające dzisiejszą zarobkową migrację, rolniczy charakter okolic, ale jednocześnie wiele działań podtrzymujących miejsko pojmowaną kulturę, by wspomnieć tylko o działaniu szkoły muzycznej, wielości koncertów, oczytaniu mieszkańców i ich zainteresowaniu problematyką społeczno-historyczną.

[3] http://www.kolno24.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3272:mieszkacy-zabiela-nie-czuj-si-kurpiami-&catid=43:gminypowiat&Itemid=70 (dostęp: styczeń 2015).

[4] Zachowuję pisownię oryginalną komentarzy.

[5] Praktyka „przezywania” wsi i miast jest lokalną żyjącą tradycją, nie rozpoznaną przez oficjalne instytucje, ale istniejącą lub co najmniej uświadamianą, a przez przezwanych uznawaną za obraźliwa tudzież prowokująca.

[6] Redaktor naczelny opowiedział mi, że największe dyskusje prowokują teksty poświęcone sportowi, a konkretnie piłkarskiej drużynie Orzeł Kolno, lokalnej polityce i oczywiście nagłym wydarzeniom, takim jak wypadki samochodowe

[7] Tekst jest oparty w dużej mierze na rozmowach z głównym redaktorem portalu oraz jego współpracownikami. Ponadto obserwowałem działanie wybranych instytucji administracyjnych i kulturalnych miasta, jego przestrzenie publiczne, a także rozmawiałem z jego mieszkańcami na temat ich aktywności politycznej i kulturalnej.

[8] Rozmowy na temat portalu prowadziłem w latach 2012-2014, rozpoczynając je jeszcze przed działaniami grupy badawczej w ramach “kultury oddolnej”.

[9] Obecnie Robert prowadzi kolejny założony przez siebie portal miejski Kolniak24.pl.

[10] Redakcyjna podstrona na portalu zawiera skromnie zatytułowaną notkę (“To na razie tyle”) o początkach przedsięwzięcia: Pomysł powstania naszego portalu zrodził się mimochodem. Otóż Sławomir Gromadzki, wydawca z którym od kilku lat współpracuję jako naczelny przy tworzeniu pism o profilu rolniczym – namawiał mnie ciągle na stworzenie gazety dla mieszkańców Kolna. I tak to się ciągnęło od jakiegoś czasu. Zawsze znalazł się powód, żeby mu odmówić. To jednak uparty człowiek i w pewnym momencie wykorzystał chwilę mojej słabości. Po analizie lokalnego rynku wydawniczego, biorąc pod uwagę również koszty – uznałem, że trzeba uderzyć w inne medium, niż papierowe.

[11] Ambicją Roberta było stworzenie takiego serwisu, w ramach którego autorami artykułów będą czytelnicy, a on sam przyjmie rolę mało widocznego moderatora. Kolno24 miało więc działać na zasadzie serwisu społecznościowego. Tak daleko idące zaangażowanie nie zostało osiągnięte, ale mój rozmówca nie tracił optymizmu: cały czas w głowie było to, że nie gazeta, tylko ma być portal, (…) co pewnie kiedyś zrealizuje, nie?

[12] Pozostaje pewien interesujący nie tylko antropologów problem, czy można traktować działania Roberta jako kierowane jednostkową wizją reformatora, czy też wskazać kontekst społeczny, z którego działania owe wynikają. Salomonowym sposobem chciałbym podkreślić zarówno jednostkową sprawczość mojego głównego rozmówcy, jak i specyficzną kulturę polityczną badanego regionu, gdzie nawet w życiu codziennym widoczne były postawy podkreślające jednostkowy punkt widzenia i bezkompromisowość. Zauważałem to w tak banalnych sytuacjach, jak głośne i wyraźne pozdrowienia, postawę ciał w sytuacji rozmowy, jak również w opowiadanych mi z entuzjazmem historiach o lokalnych indywidualnościach, wręcz dążących do konfliktu z władzami.

[13] Serwisy społecznościowe określane są jako Web 2.0, co oznacza sposób organizacji treści oparty na działaniach użytkowników (O’Reilly 2005). Kolno24 zostało zaprojektowane przy użyciu systemu joomla!, który również powstaje w ramach globalnego projektu wolnego oprogramowania (Ratto 2005).

Autor:

Koordynator Modułu I, badacz

Redakcja językowa, korekta:

Karolina Dudek, Sławomir Sikora

Redakcja techniczna:

Karolina Dudek

Opublikowane przez

dr Piotr Cichocki

mm

antropolog kultury, adiunkt i zastępca dyrektora ds. studenckich Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, członek Rady Instytutu i Rady Wydziału Historycznego. Koordynator i prowadzący projekty badawcze: w 2009-2011 Wspólnota lokalna i światłowód oraz od 2011 Kreowanie i kupowanie kultury. W 2011 udział w badaniach Nierozpoznane wymiary rozwoju kulturowego (powiat szydłowiecki) w charakterze głównego badacza (badania realizowane przy współpracy z Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki oraz Narodowym Centrum Kultury). Kierownik grantu Narodowego Centrum Nauki Lokalne konteksty korzystania z serwisów społecznościowych. Studium porównawcze, którego efektem była praca doktorska pt. Etnografia wybranych internetowych serwisów społecznościowych. Relacje wirtualności i realności obroniona w 2011 r. W grudniu 2012 roku ukazała się w formie książki Sieć przyjaciół wydanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − 2 =