Medialne rewolucje w kurpiowskich ogrodach

Karolina Lipińska, Piotr Cichocki

Medialne rewolucje w kurpiowskich ogrodach

Lokalne bary i restauracje to miejsca, w których kumulują się oddolne i odgórne zjawiska kulturowe (Fiske 2010), ścierające się w ramach charakterystycznych dla nowoczesności praktyk konsumpcyjnych. Punkty te służą lokalnym społecznościom za przestrzeń, w której tworzy się i podtrzymuje więzi, gromadzi się i świętuje. Dawniej miejscami ważnymi dla kultury ludowej były karczmy i gospody. Zanik tego rodzaju instytucji w ich przednowoczesnym kształcie był dla krytyków nowoczesności metaforą triumfu kultury masowej. Pisał o tym chociażby Adorno, twierdząc, że „kolorowy film rujnuje wesołą starą tawernę w większym stopniu niż mogłyby to uczynić bomby” (za: Strinati 1998, s. 59).

Z drugiej strony „wesołe tawerny” nie zniknęły, ale przekształciły się w bary i restauracje bazujące w dużej mierze na przekazywanych przez media recepturach i produktach wytwarzanych globalnie lub w innym kontekście kulturowym (na przykład bardzo popularne restauracje włoskie). Stały się ośrodkami konsumpcji globalnych produktów, pełniąc jednocześnie funkcję lokalizującą, jako kształtujące regionalne doświadczenie smaku, i wykorzeniającą. Poza tym wiele barów i restauracji kształtuje swoją ofertę z myślą o zaspokojeniu potrzeb przemysłu turystycznego, starając się sprzedawać charakterystyczne dla danego regionu potrawy, a tym samym uosabiać kulturę lokalną za pomocą produktów w zmaterializowany czy wręcz namacalny sposób.

Zajmiemy się restauracją, która jest przykładem dobrze ilustrującym poruszone wyżej kwestie. Jest jednocześnie przestrzenią spotkań, korzysta z ponadlokalnych produktów i mediów, ma reprezentować kuchnię lokalną, ale jest też nastawiona w dużej mierze na przyjezdnych, zainteresowanych kuchnią kurpiowską. Jak to możliwe? Z pewnością nie dzieje się to bez tarć i Wiszące Ogrody nad Narwią, bo o tej restauracji mowa, można uznać za przedsięwzięcie „targane kulturowymi sprzecznościami”, co czyni ją szczególnie interesującym miejscem dla badań etnografów, jak też innych badaczy kultury. Warto podkreślić, że badania te łączyły się dla nas ze szczególną przyjemnością – mogliśmy bowiem jednocześnie smacznie się pożywić, za co niniejszym wyrażamy wdzięczność właścicielom i obsłudze. Nasza analiza zacznie się od ukazania kontekstu społecznego, w jakim od wielu lat funkcjonuje – chociaż pod zmieniającymi się nazwami – owa restauracja.

Restauracja w przestrzeni lokalnej

Nowogród jest miastem liczącym niewiele ponad dwa tysiące mieszkańców. Można rzec, że wszyscy mieszkańcy znają się przynajmniej z widzenia. Stwarzało to podczas badań pewien problem, ponieważ byliśmy rozpoznawani jako osoby z zewnątrz i z tego powodu traktowano nas czasem z pewnym dystansem.

Osoba, która znalazłaby się w Nowogrodzie zauważyłaby pewnie, że większość mieszkańców to dzieci, młodzież oraz ludzie powyżej czterdziestki. Z rozmów wywnioskowaliśmy, że Nowogrodczanie w wieku ponadgimnazjalnym najczęściej wyjeżdżają do większych miast lub za granicę w celu odpowiednio zdobycia wykształcenia i pracy. Mieszkańcy często definiują te odległe strony jako „wielki świat”, a swoją miejscowość jako spokojne, swojskie zacisze. Duża grupa mieszkańców pracuje na co dzień w oddalonej o 15 kilometrów Łomży, natomiast stosunkowo niewielka liczba osób pracująca w Nowogrodzie to drobni rolnicy[1], pracownicy punktów usługowych i instytucji publicznych. W mieście czynne są cztery sklepy z produktami spożywczymi, dwa z używaną odzieżą ponadto jedna restauracja, bar oraz zajazd.

Władze oraz mieszkańcy starają się położyć nacisk na rozwój turystyki w mieście i jego najbliższej okolicy. Sprzyja temu z jednej strony przepiękne usytuowanie miasta na skarpie doliny Narwi u zbiegu z Pisą, a z drugiej imponujący Skansen Kurpiowski ufundowany w międzywojniu przez jego późniejszego wieloletniego dyrektora Adama Chętnika, etnografa i piewcę kultury kurpiowskiej. Nowogród historycznie uważany był za miasto, za którym rozpoczyna się kurpiowszczyzna, zaś etnograficzne granice regionu zostały przesunięte niejako przez samego Chętnika. Obecnie regionalne programy kształcenia określają Kurpie jako małą ojczyznę[2], okoliczni artyści ludowi przypisywani są przez Cepelię do tego regionu[3]. Dla nas ważne zaś było to, że stosunkowo licznie pojawiają się tutaj turyści, chcący obejrzeć i doświadczyć lokalne – zatem kurpiowskie – dziedzictwo kulturowe. Sprawę natomiast komplikuje to, że miejscowi w niewielkim stopniu utożsamiają się z tym etnonimem, do czego jeszcze wrócimy.

Wiszące Ogrody nad Narwią są największym lokalem gastronomicznym w Nowogrodzie. Jest to miejsce powstałe dzięki przekazywanej z pokolenia na pokolenie pasji gotowania i „biesiadowania”, jak głoszą reklamy umieszczone z dwóch stron Nowogrodu na trasie Łomża – Myszyniec.

Restauracja, choć nieco schowana, sytuuje się przy głównym rynku miejskim. Widać z niego jej kolorowy baner reklamowy, jednak by dotrzeć do obiektu, trzeba wejść w głąb bramy, pomiędzy niezbyt estetyczne zabudowania (w tym klocek niedokończonego ratusza, będący świadectwem obecnego kryzysu lub zbyt ambitnych planów poprzedniej ekipy rządzącej).

Potencjalny klient lub przechodzień, wchodząc w głąb podwórka, zauważy pomalowany na pastelowe kolory dość obszerny pawilon, któremu ciepły koloryt mają nadać drewniana elewacje, a w okresie letnim – pnąca roślinność. We wnętrzu dominuje tonacja beżowa, co ma potęgować wrażenie przytulności. W wyposażeniu dominują jasnozielono-różowe elementy dekoracyjne z Ikei. Przestrzeń dla gości składa się z kilku różnej wielkości sal: w bankietowej zawieszono obrazy autorstwa uczniów z liceum plastycznego w Łomży, w kominkowej znaleźć można różnego rodzaju obiekty pamiątkowe, takie jak stare zdjęcia i sprzęty domowe, natomiast sala tarasowa z przeszkloną panoramą jest najbardziej jasna i skłania jedzących do kontemplacji widoku na Narew. Restauracja – czego nie widać od strony rynku – jest usytuowana nad skarpą prowadzącą do rzeki; od tej strony ogrodzenie stanowi wypielęgnowana roślinność. Zauważywszy zielone tarasy przybysz pojmie zapewne sens egzotyzującej nazwy, nawiązującej do wiszących ogrodów Semiramidy. Skąd jednak wzięła się Semiramida w Nowogrodzie?

Unowocześniająca ideologia mediów

Restauracja jest przedsięwzięciem rodzinnym, tak jak większość firm, sklepów czy gospodarstw rolnych w okolicy. Syn głównej właścicielki w 2011 roku przeforsował w rodzinie pomysł zgłoszenia restauracji, wtedy jeszcze znanej pod nazwą Panorama, do udziału w programie Kuchenne rewolucje Magdy Gessler. Głównym argumentem było przypuszczenie, że emisja zapewni rozgłos i rozreklamuje restaurację daleko od miejsc, do których sięgają marketingowe możliwości właścicieli.

Telewizyjna emisja programu, którego „głównym bohaterem” był interesujący nas lokal, miała miejsce kilkanaście miesięcy przed naszym przyjazdem. Wszyscy, którzy widzieli program Kuchenne rewolucje lub mają o nim jakiekolwiek pojęcie, kojarzą z pewnością postać Magdy Gessler i jej prawdziwą czy odgrywaną osobowość medialną. Restauratorka wciela się w rolę doradczyni, tyranki i arbitry, która jest w stanie szybko zdiagnozować problemy lokali i zaproponować rozwiązanie. Rozprawia się z niechlujnymi kucharzami i zgniłymi warzywami, śmierdzącym mięsem, niegustownymi obrusami i zakurzoną dekoracją. Nie przebierając w słowach, krytykuje leniwych kelnerów i mdłe receptury. Jak wytrawny psycholog rozpoznaje problemy w relacjach pomiędzy pracownikami i właścicielami. Jak bezwzględny negocjator, czasem posługując się szantażem („możecie zrobić po swojemu, ale wtedy kończymy realizację”), forsuje swoją wizję. Rozstrzyga konflikty w zarządzaniu lokalami, co ciekawe, prawie zawsze stając po stronie młodych osób, na przykład dzieci właścicieli, jak w tym przypadku. Higiena, młodość, energia, racjonalna kalkulacja, dynamizm – ci, którzy zapoznali się z antropologicznymi analizami współczesnego społeczeństwa bez wątpienia uznają, że Magda Gessler, a w rzeczywistości sztab realizujący program, to neofickie i radykalne uosobienie reformatorskiego ducha nowoczesności. Ich wizyta w Nowogrodzie przebiegła oczywiście według scenariusza typowego dla tego programu.

Interesujący nas odcinek rozpoczyna się od komentarza Magdy Gessler dotyczącego miasta, do którego ledwie zdążyła przybyć. Zawyrokowała, że Nowogród wygląda na miasteczko opustoszałe, które trudno nazwać malowniczym, format i charakter restauracji wykraczają zaś poza lokalną skalę. Kolejne ujęcia ukazują rozmowę „rewolucjonistki” z załogą restauracji. Jedna z pracownic przyznała, że Panorama była nastawiona (wówczas jeszcze) na ekskluzywnych gości. Gessler zaproponowała zaś, by właściciele wyszli z ofertą do okolicznych mieszkańców, nie zamykając się też na turystów. Podkreśliła także konieczność zmiany w zarządzaniu, sugerując, by wprowadzić „świeżą krew”, czyli oddać ster w ręce dwóch braci, mających przejąć sukcesję po matce. Mimo że pozornie wyrażono na to zgodę, restaurację faktycznie nadal prowadzi pani Anna. Wprowadzono zmiany w jadłospisie i wyglądzie lokalu, choć z pewnością nie fundamentalne. Najbardziej znaczącą zmianą było zastąpienie dotychczasowej nazwy nową: Wiszące Ogrody nad Narwią.

Istotną częścią unowocześniającej „rewolucji” było nawiązanie wyglądem do standardów lokali z dużych miast przy jednoczesnej próbie zachowania regionalnego kolorytu. Do głównej sali wpuszczono więcej światła, ciężkie wyposażenie i zdobienia zastąpiono zaś drobniejszymi produktami z IKEI mającymi kolorystycznie nawiązywać do ludowości.

Zmiany, które zaszły po programie, dotyczyły również personelu. Kelnerki, niektóre pracujące nawet od początku istnienia Panoramy, zrezygnowały po emisji programu z posady. Powodem tego miały być negatywne komentarze pojawiające się na stronie programu oraz na forach gastronomicznych, a odnoszące się do rzekomo nieprofesjonalnego zachowania zespołu. Mogło to się również wiązać z oczywistym boomem zainteresowania i tłumami testującymi restauracyjną ofertę wkrótce po emisji programu, a więc znacznie zwiększonym tempem pracy i zakresem obowiązków. My także mogliśmy zaobserwować kolejną wymianę personelu – przy okazji którejś z kolejnych wizyt w Nowogrodzie zastaliśmy całkiem nową obsługę sal.

Z pewnością ogromnie ważnym czynnikiem była promocja miejsca, która zaowocowała lokalną sławą i wręcz ponadlokalną rozpoznawalnością. Część wyemitowanych ujęć przedstawiała pracownice zapraszające przechodniów na rynku w pobliskiej Łomży na nowe otwarcie lokalu. Inaczej jednak proces zmiany został zinterpretowany przez Nowogrodczan, dla których nowy wizerunek w mniejszym stopniu wpasował się w historycznie kształtowaną wizję tego miejsca. Można powiedzieć, że komunikat odczytano nie do końca w zgodzie z intencją nadawcy (Barański 2007, s. 201). Jak z perspektywy czasu udział w programie ocenili restauratorzy? Właścicielka wspominała:

To była decyzja niesamowita, no bo moje koleżanki z zagranicy dzwoniły: „Anka byłaś w telewizji” i „Anka, co za program” i „Anka, ty się poddałaś tej Gesslerowej, ona taka wrzeszcząca”, ja mówię: “No, poddałam się, ale dzięki temu dzisiaj mamy sporo klientów, a przez to zatrudnia się więcej ludzi, (jest) więcej śmieci, więcej idzie na wodę, na ogrzewanie, więcej idzie surowego do gotowania”. Tak jakby nakręcało to wszystko więcej, więcej, bo jak goście do mnie przyjdą, to ja im wydam więcej jedzenia.

W tej wypowiedzi uwidacznia się rozterka. Jest mowa o poddaniu się „presji Gesslerowej”, o nie do końca zaakceptowanej rewolucji i modernizacji, która wymogła na właścicielach intensyfikację jakby wbrew leniwemu tempu życia w Nowogrodzie, dodatkowo rozpływającemu się przez migracje zarobkowe wyludniające miasto.

Czy można powiedzieć, że Kuchenne rewolucje były skutecznym remedium na bolączki restauratorów? Sądząc po tym, że przy każdej kolejnej wizycie stwierdzaliśmy malejącą ilość gości, wypada odpowiedzieć: nie. O powodach wspomnieliśmy nieco wcześniej, gdy zastanawialiśmy się, czy możliwe jest wykreowanie społecznego poruszenia za pomocą czysto komercyjnych i medialnych metod w miejscu, którego dynamika społeczna słabnie w związku ze stopniowym wyludnianiem. Odpowiedź wiąże się z najnowszą historią zarówno Nowogrodu, jak i całej Polski. Rozwiniemy ją szerzej, odwołując się do przeszłości restauracji.

Lokalne zakorzenienie

W pracy poświęconej zmianie wizerunku pubu irlandzkiego Urszula Lewandowska napisała, że unowocześnienie lokalnie ważnych miejsc przy jednoczesnym nastawieniu na turystykę spowodować może, utratę znaczenia tych miejsc dla społeczności, która wcześniej traktowała je jako swoje (2006). Jakie więc było wcześniejsze podejście do lokalu gastronomicznego nad Narwią?

W 2000 roku restauracja o lokalnie brzmiącej nazwie Kurpianka została wykupiona przez obecną właścicielkę i jej dwóch synów. Nowi właściciele nadali jej wtedy nazwę Panorama, oczywiście w nawiązaniu do zachwycającego widoku na dolinę Narwi.

Jak wyglądała Kurpianka i jakiego rodzaju lokalem była? Architektura zdaje się nawiązywać do popularnych w Polsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych założeń funkcjonalnych. Na początku swojego istnienia, czyli czterdzieści lat temu, Kurpianka była głównym obok kościoła i targu miejscem spotkań dorosłych mieszkańców Nowogrodu. Z relacji jednej z rozmówczyń dowiedzieliśmy się, że rozplanowanie przestrzeni różniło się zdecydowanie od dzisiejszej aranżacji. Wnętrze pierwotnie podzielono na dwie części. Jedna z nich wiązała się z konsumpcją alkoholu i przeznaczona była przede wszystkim dla mężczyzn, w drugiej serwowano posiłki dla bardziej zróżnicowanej klienteli. Jedna z rozmówczyń wspominała, że jak się zachodziło do Kurpianki to ci panowie, co piwo pili, to siedzieli na takich wysokich hokerach przy stołach i to było tylko picie piwa, a jak ktoś tam chciał zjeść, to wchodził dalej. W Kurpiance, co można było zjeść, śledzia?

W tamtych czasach Kurpianka, jak wiele podobnych restauracji w zbliżonych wielkością miejscowościach, oferowała dość popularną, domową (nie pasuje do niej określenie regionalna lub lokalna, tym bardziej, że nazwy te w małym stopniu funkcjonowały w oficjalnych i potocznych dyskursach) kuchnię po przystępnych cenach. W jadłospisie nie było ani dań z kuchni świata, ani związanych z mikroregionem kurpiowskim, obecnie przygotowywanych w ramach oferty turystycznej. Można przypuszczać, że lokal wpasowywał się w ideologię socjalistycznej organizacji pracy, zapewniając tanie posiłki osobom zatrudnionym w zakładach i urzędach Nowogrodu. Miał też dowodzić rosnącego prestiżu miejscowości i realizować założone potrzeby mieszkańców, wreszcie bardziej oddolnie służył jako zdominowana przez mężczyzn przestrzeń życia towarzyskiego. Ta ostatnia cecha z pewnością wyrastała z tradycyjnego podziału ról, zgodnie z którym zarówno alkohol, jak i przestrzeń publiczna są domeną mężczyzn, mniej dostępną kobietom, wiązanym – w ramach tego podziału – ze sferą domową. Socjalistyczna ideologia wszakże niezbyt zdecydowanie kwestionowała ten podział i Kurpianka w pewnym sensie materializowała faktyczny podział ról[4].

Ponadto lokal był – co zdaje się szczególnie istotne – miejscem, w którym odbywały się uroczystości o charakterze rodzinnym: stypy pogrzebowe, wesela, urodziny, przyjęcia przy okazji chrzcin czy pierwszej komunii. Od lat siedemdziesiątych obrzędowość rodzinna przenosiła się stopniowo z domowych przestrzeni do takich miejsc jak Kurpianka.

Upadek socjalizmu skazał restaurację w ówczesnej postaci na konieczność transformacji. W Nowogrodzie zamknięto i tak nieliczne zakłady pracy, a restauracje w całej Polsce zaczęły funkcjonować jako niezależne jednostki, kierujące się logiką ekonomicznego zysku oraz podlegać rynkowej rywalizacji. W wyniku tego procesu Kurpianka, straciła instytucjonalne i ekonomiczne możliwości funkcjonowania, ponieważ dostosowana infrastrukturalnie i cenowo do realiów poprzedniej epoki, a te się zmieniły po transformacji. Od 2000 roku nowi właściciele zdecydowali się na zmianę nazwy, profilu oraz jadłospisu. Zastanawiające jest to, że poza zapewnieniem reklamy skierowanej do szerokiego kręgu odbiorców i wprowadzeniem rewolucyjnego zapału, program Magdy Gessler wzmocnił jedynie i w nieco inny sposób opakował te cechy, do których odwoływali się nowi właściciele od czasu nabycia restauracji. Wszyscy oni starali się pogodzić oczekiwania turystów i Nowogrodczan, przy czym, jak się wydaje, to ta pierwsza wyobrażona grupa konsumentów stała się głównym punktem odniesienia.

medialne_rewolucje

Kurpiowskie smaki dla podróżnych

Ciągle obecna w internecie strona nieistniejącej już Panoramy informuje, że restauracja „słynie z przysmaków kurpiowskich”; wymienia ich niedługą listę, zawierającą różnorodne potrawy z ziemniaków (charakterystyczne dla całego województwa podlaskiego), pampuchy czy piwo (psiwo) jałowcowe. Dania te dominują w karcie do dzisiaj, uzupełnia je od czasów Panoramy „tradycyjna kuchnia polska, w skład której wchodzą wyselekcjonowane polskie potrawy”[5]. Bez wątpienia nacisk jest jednak położony na „jadło kurpiowskie”.

Stosunek miejscowych do owego zregionalizowanego menu jest ambiwalentny, tak jak do samej „kurpiowskości”. Jak wspomnieliśmy wcześniej Nowogród, siedziba znanego Skansenu Kurpiowskiego, jest przez mieszkańców postrzegany jako część regionu raczej w kontekście kreowania wartości turystycznej. Większość rozmówców, mówiąc o Kurpiach, czy to w kontekście wydarzeń historycznych, czy też podkreślając ich pozytywne cechy charakteru, nie identyfikowała się z „nimi” i mówiła o nich w trzeciej osobie. W tej sytuacji, można sądzić, kurpiowskie potrawy nie są dla mieszkańców miasta w pełni swojskim produktem. Z drugiej strony inni rozmówcy manifestowali przywiązanie do pierwszej nazwy lokalu, odnoszącej się bezpośrednio do regionalizmu.

I ja uważam, że dalej ta restauracja powinna mieć nazwę „Kurpianka”. Jest skansen kurpiowski w Nowogrodzie, jesteśmy na Kurpiach, to kurczę po co „Wiszące Ogrody”? Po co tę nazwę zmienić, kurpiowskie jadło prawda, to po co „Wiszące Ogrody”? (…) A poza tym, po co się przyjeżdża do Nowogrodu, jak jest wiosna, to wycieczki przyjeżdżają do skansenu, a tak w zimę, to po co tu przyjeżdżać, po co, co tu jest, co tu za atrakcje są, nic nie ma.

Zwróćmy uwagę na to, że rozmówczyni patrzy na użyteczność nazwy i funkcjonowanie restauracji z perspektywy przyjezdnych. Punktem odniesienia są dla niej wycieczki, a nie lokalni klienci. W tym kontekście Wiszące ogrody nad Narwią definiują się jako wizytówka i symbol Kurpiowszczyzny dla przyjezdnych, których nigdy nie ma wystarczająco wielu.

Mieszkańcy Nowogrodu mogą wspierać ideę restauracji jako miejsca mającego przyciągać turystów, ale niekoniecznie uznają ją za przestrzeń dla siebie, ze względu na jadłospis i ceny: jedne dania są dla nich zegzotyzowanym regionalizmem, inne zaś zbyt przypominają potrawy domowe, by stać się atrakcją. Spotkaliśmy się z opinią, że na obiad w „Ogrodach” mogą pozwolić sobie ci, którzy „robią interesy”, lecz nawet oni bywają tam najwyżej raz w miesiącu. „Zwykłych ludzi” na takie wyjście nie stać, poza tym lokal jawi im się jako obcy i luksusowy. W ich pamięci pozostał obraz dawnej Kurpianki, daleki od onieśmielającego przepychu, ale dający możliwość poczucia się swobodnie. Dodać do tego można prosty rachunek ekonomiczny, który pokazuje, że w małym mieście większość osób ma blisko do domu, gdzie może zjeść obiad, przygotowywany przez niepracujące lub pracujące na dwa etaty żony i matki. Można więc powiedzieć, że z różnych powodów restaurację można określić jednocześnie jako zakorzenioną w regionalizmie i wykorzenioną z lokalności.

Wiszące Ogrody nad Narwią utrzymują się obecnie przede wszystkim z organizowanych tam wesel. Co ciekawe, cały teren, w którym prowadziliśmy badania, można określić jako zagłębie sal weselnych. Przy organizacji takich imprez sezonowo znajdują zatrudnienie całe rodziny. Większość par młodych pochodzi z pobliskiej Łomży. Z tego miasta także przyjeżdżają weekendowi goście spragnieni nieco bardziej egzotycznego jedzenia i by cieszyć oczy widokiem z tarasu. Ponadto zaobserwowaliśmy, że restauracja bywa przy różnych okazjach miejscem spotkań lokalnej elity życia społecznego, a więc zamożniejszej części nowogrodzkiej społeczności.

Jak powiedział nam jeden rozmówca: tam jest fajnie, ale są ceny strasznie duże i dlatego nikt nie przychodzi. W weekendy to tam jest spoko, ktoś tam przyjeżdża z Łomży, posiedzieć tam fajnie na powietrzu i na ten widok popatrzeć, ale tak w tygodniu no to jest masakra.

Wypływa z tego wniosek, iż medialny wizerunek, który wzmocniła wizyta ekipy telewizyjnej, wytworzył wśród miejscowych przeświadczenie, że serwuje się tu regionalne dania w ekskluzywnym wydaniu dla zamożnych ludzi, szczególnie tych z większych miast. Zobrazować można to pewną obserwacją. Któregoś letniego dnia w godzinach południowych w okolicach pobliskiego sklepu jak zazwyczaj przesiadywało kliku ubogich alkoholików. Przy wejściu do Ogrodów napotkaliśmy miejscowego człowieka interesu będącego w podobnej formie jak siedzący pod sklepem. Próbując uratować dzień od bólu głowy, szybko pokrzepił się chłodnym piwem w cenie trzykrotnie wyższej niż w sklepie. Zastanowiło nas wówczas to, czy dwadzieścia lat wcześniej ci wszyscy ludzie spotykaliby się w Kurpiance.

Antropologom zdarza się czynić rozróżnienia na lokalne, często utożsamiane ze zmysłowymi doświadczeniami i materialnością, oraz globalne, ujawniające się chociażby jako intelektualne i ideologiczne projekty (Hannerz 2006). Przykład Kurpianki, Panoramy, Wiszących Ogrodów nad Narwią pokazuje jak splątane i skomplikowane są relacje pomiędzy tymi sferami. Daje też do myślenia o tym, jak pewne projekty, w tym przypadku związana z mediami idea unowocześnienia, czy inspirowane przez państwowe i unijne polityki regionalizmy, szybko ucieleśniają się w lokalnych przestrzeniach. Ich natychmiastowość nie oznacza jednak dostosowania do rytmu życia kontekstów społecznych, w których się owe zmiany pojawiły, niekiedy zresztą spowalnianego ekonomiczną degradacją niewielkich miejscowości. Opisywana przez nas restauracja w interesujący, chociaż zarazem niełatwy sposób okazuje się być jednocześnie lokalna, regionalna, medialna w sposób, który niekiedy jawi się jako wewnętrznie sprzeczny. Naszą intencją nie była ocena kulinarna lokalu (w pełni kibicujemy jego właścicielom i zdolnym kucharzom), ani też próba ekonomicznego podsumowywania interwencji programu Magdy Gessler (chociaż mamy uzasadnione wątpliwości etyczne dotyczące bezrefleksyjnej formuły i kierunku zmian, jakie są przezeń promowane). Chodziło nam raczej o przedstawienie sytuacji i dynamiki działań niepublicznej, komercyjnej instytucji, która siłą rzeczy pełni również pewne funkcje kulturotwórcze i symboliczne, i potencjalnie integrujące.

 

Bibliografia
Barański, Janusz
2007  Świat rzeczy, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Fiske, John
2010  Zrozumieć kulturę popularną, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Hannerz, Ulf
2006 Połączenia transnarodowe, Kraków: Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Lewandowska, Urszula
2006  Irlandzki Pub – tradycja i współczesność: badania w Naas (Irlandia) w 2006, praca magisterska, Warszawa: Uniwersytet Warszawski.

Miller, Daniel
2002  Coca-cola: a black sweet drink from Triniad, [w:] The material culture reader, red. V. Buchli, New York: Berg.

Sassatelli, Roberta
2007  Consumer Culture. History, Theory and Politics, Londyn, Thousand Oaks, New Delhi, Singapur: Sage Publishing.

Strinati, Dominic
1998  Wprowadzenie do kultury popularnej, Warszawa: Zysk i S-ka.

[1] W innym tekście tego tomu Maciej Eichelberger opisuje kulturowe konsekwencje intensywnej produkcji mleka w tym regionie.

[2] Pisze o tym Olga Rembielińska http://kulturaoddolna.pl/nauka-obyczajow-kurpiowskich/.

[3] Temat ten w ramach „Kultury oddolnej” porusza Marcin Damek.

[4] Należy dodać, że w obecnie ów podział ma się w Nowogrodzie bardzo dobrze, o czym świadczą dość jasno ustalone męskie i kobiece profesje, sfery w przestrzeni, wreszcie sposoby i miejsca konsumpcji alkoholu, zdecydowanie zdominowane przez mężczyzn.

[5] http://fgotti.nazwa.pl/panoram/index-2.html dostęp 11 stycznia 2015.

Autorzy:

Redakcja naukowa:

dr Piotr Cichocki

Redakcja językowa:

Karolina Dudek, Sławomir Sikora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × 1 =