(Od)grywanie żydowskości

Muzyka jako narzędzie konstruowania tożsamości

Pokaz układu choreograficznego inspirowanego tańcem i muzyką żydowską w wykonaniu młodzieży z Lelowa i okolic. Fot. Urszula Borkowska, Lelów 2015

Weronika Kwiatkowska

(Od)grywanie żydowskości. Muzyka jako narzędzie konstruowania tożsamości

„Music is indeed never insignificant” – stwierdza Laurent Aubert w pracy poświęconej wyzwaniom etnomuzykologii we współczesnym świecie (Aubert 2007, s. 1). Muzyka zawsze niesie za sobą jakieś znaczenia, określoną wizję świata, z którą się identyfikujemy lub którą odrzucamy. Dzieje się tak, ponieważ muzyka to coś więcej niż dźwięki ułożone w określonym porządku: to także znaczenia, które jej przypisujemy, czy funkcje (społeczne, religijne), którymi jest obarczona. Tak pojmowana muzyka staje się skutecznym narzędziem konstruowania tożsamości.

Przekonanie o tym, że „muzyka zawsze znaczy”, że odsyła do czegoś więcej niż ona sama, jest punktem wyjścia moich rozważań poświęconych sposobowi konstruowania „żydowskości” podczas Święta Ciulimu-Czulentu – Festiwalu Kultury Polskiej i Żydowskiej, organizowanego co roku w Lelowie – miejscowości położonej w północnej części województwa śląskiego. Muzyka jest, obok regionalnej kuchni, kluczowym elementem konstruującym program tego dwudniowego wydarzenia. Strukturę „dnia polskiego” i „dnia żydowskiego” tworzą przede wszystkim występy muzyczne, a wokół nich zbudowana jest festynowa otoczka Święta.

Gminny Ośrodek Kultury w Lelowie organizuje sierpniowy festiwal od 2003 roku, by – jak tłumaczą organizatorzy – przybliżyć lelowianom kulturę dawnych sąsiadów. Muzyka to jeden z głównych elementów Święta. Nawet oficjalna strona Gminnego Ośrodka Kultury w Lelowie w krótkiej charakterystyce festiwalu wymienia ją na pierwszym miejscu: „W ramach […] festiwalu prezentowana jest kultura polska i żydowska: muzyka, taniec, tradycje, potrawy, a także regionalna kultura polska przede wszystkim z terenów ziemi lelowskiej”. Organizatorzy przypisują tym dziedzinom życia kulturalnego i społecznego ambitne cele: mają „przypominać wspólną historię Polaków i Żydów”, pokazać „przenikanie się kultur”, uczyć „tolerancji i wzajemnego zrozumienia”[1].

Czy podkreślane przez organizatorów wspólne polsko-żydowskie dziedzictwo dotyczy innych dziedzin sztuki prezentowanych na festiwalu – przede wszystkim wszechobecnej muzyki? Wśród zdecydowanej większości moich rozmówców myślenie o tym, że muzyka mieszkających tu przez wieki Żydów mogła mieć wpływ na muzyczną twórczość lelowian po prostu nie jest obecne. Pytanie to nie jest dla nich naturalne, tak samo jak obecność Żydów pielgrzymujących do grobu cadyka Bidermana nie ma wpływu na aktualny repertuar muzyczny prezentowany przez zespoły z Lelowa. Dość wyraźnie zarysowuje się odwrotny mechanizm, polegający na potrzebie oddzielenia od siebie kultury polskiej i żydowskiej, również na gruncie muzyki.

Pierwsze Święto Ciulimu-Czulentu miało formę kameralnego spotkania przedstawicieli lokalnych władz i niewielkiej grupy lelowian z reprezentantami chasydów, którym przewodził rabin Simcha Krakowski, „główny organizator przyjazdu chasydów do Lelowa na grób cadyka Bidermana”[2]. W kolejnych latach impreza ewoluowała, stając się imprezą masową, w której obecnie uczestniczy około 5 tysięcy osób, głównie mieszkańców Lelowa i okolicznych miejscowości. Program festiwalu wypełniają różnego typu koncerty, konkursy i warsztaty. Święto Ciulimu-Czulentu w swej aktualnej formule dobrze wpisuje się w koncepcję „wielozmysłowej kultury iwentu”, o której pisze Tomasz Szlendak. Uważa on, że „różne formy sztuki i przekazy kulturowe coraz częściej mieszają się dzisiaj w obrębie jednego »wydarzenia«, które staje się dla człowieka socjalizowanego w środowisku konsumpcyjnych »miejsc wielozmysłowych« […] głównym sposobem uczestnictwa w kulturze” (Szlendak 2010, s. 81). Podczas lelowskiego festiwalu dostępnych jest szereg bardzo różnych atrakcji: słuchaniu i oglądaniu występów artystycznych towarzyszy między innymi jedzenie, picie, liczne stoiska z ozdobami, sukniami ślubnymi, nagrobkami i wieloma innymi towarami. Całości dopełnia działające w pobliżu miejsca organizacji imprezy wesołe miasteczko. Niegdyś kameralna impreza, aktualnie swą formułą przypomina duży festyn. Co ciekawe, w ostatnich kilku latach reprezentacja Żydów pojawia się na imprezie jako mała delegacja, która w niedzielę, festiwalowy „dzień żydowski”, zapala menorę, ale nie uczestniczy w dalszej zabawie.

Żydzi są podczas obchodów Święta coraz rzadziej obecni, nie znika natomiast „żydowskość”, wokół której organizowane są aktywności drugiego dnia festiwalowego. Ten paradoks możliwy jest za sprawą esencjalizacji tożsamości żydowskiej: przypisanie jej określonych cech czy atrybutów, które mają ją charakteryzować i uosabiać jej istotę. Proces ten widać na festiwalu na wielu płaszczyznach: od sprzedawanych na prywatnych straganach wizerunków Żydów z pejsami i pieniążkiem, przez asortyment stoisk gastronomicznych, aż po atrakcje muzyczne programu. Podczas festiwalu „żydowskość” reprezentują przede wszystkim:
•    Czulent – tradycyjna szabasowa potrawa żydowska, składająca się z kaszy, fasoli i wołowiny, zapiekana w jednym garnku w piecu chlebowym. Od niej, według lelowskich źródeł, wywodzi się lokalny ciulim: w taki sam sposób zapiekana potrawa na bazie ziemniaków i żeberek wieprzowych, serwowana podczas świąt i ważnych rodzinnych uroczystości. Należy podkreślić, iż festiwalowy czulent przyrządzany jest przez lelowskie gospodynie, które biorą udział w dorocznym konkursie na najlepszy ciulim i czulent;
•    Warsztaty wycinanek i tańców żydowskich;
•    Muzyka klezmerska – wykonywana przez zaproszone zespoły klezmerskie oraz dziecięce grupy muzyczne działające przy Gminnym Ośrodku Kultury w Lelowie.

Kategorią, która dodatkowo pozwala zrozumieć proces, jakiemu podlegał festiwal, a wraz z nim „polskość” i „żydowskość”, jest tradycja wynaleziona. Pojęcie to do dyskursu naukowego wprowadził  Eric Hobsbawm, definiując je jako „zespół działań o charakterze rytualnym lub symbolicznym, rządzonych zazwyczaj przez jawnie bądź milcząco przyjęte reguły; działania te mają wpajać ludziom pewne wartości i normy zachowania przez ciągłe repetycje” (Hobsbawm 2008, s. 10). Hobsbawm wyróżniał trzy typy tradycji wynalezionej, pisał o: „a) tradycjach „służących wzmacnianiu poczucia przynależności oraz symbolizowaniu jedności wewnętrznej grup i rzeczywistych lub sztucznych wspólnot”; b) tradycjach „służących umacnianiu i legitymizowaniu instytucji, pozycji bądź relacji władzy”; c) tradycjach „służących głównie upowszechnianiu i wpajaniu wierzeń, systemów wartości i konwencjonalnych sposobów zachowania” (Hobsbawm 2008, s. 17).

Do opisu Święta Ciulimu-Ciulentu najbardziej użyteczny wydaje się trzeci z zaproponowanych przez badacza rodzajów tradycji. Pragnąc uczyć tolerancji i zrozumienia, organizatorzy festiwalu upowszechniają wśród jego uczestników określone systemy wartości i zachowań. Ideałem jest Lelów tolerancyjny i otwarty na swoją historię, z zainteresowaniem i szacunkiem podejmujący przyjeżdżających współcześnie do wsi pielgrzymów chasydzkich. Co ciekawe, sami organizatorzy Święta wprost mówią o tworzeniu się nowej tradycji, choć nie przypisują sobie zasług w tym zakresie. Na stronie Gminnego Ośrodka Kultury w Lelowie czytamy: „Każda tradycja miała kiedyś swój początek. Tradycja organizowania kolejnych obchodów Święta Ciulimu-Czulentu rodzi się teraz na naszych oczach. Z pewnością należy ją podtrzymywać”[3].

Ich muzyka, nasza muzyka

Nim przejdę do analizowania sposobów, w jaki prezentowana na festiwalu muzyka przyczynia się do konstruowania „żydowskości”, pragnę zwrócić uwagę na kwestię stosunku pochodzących z Lelowa uczestników Święta do „dnia żydowskiego”. Wszyscy mają świadomość jego istnienia, wszyscy wspominają o nim w swoich wypowiedziach i jest on dla większości konstytutywną częścią wydarzenia. Co ciekawe, nie wszyscy chcą lub mogą w nim uczestniczyć. Moi rozmówcy często dzielili się ze mną powodami, dla których nie biorą udziału w niedzielnej odsłonie festiwalu:

Na sobotę przychodzę. […] W niedzielę zależy od tego po prostu…, do której będę siedziała wcześniej w sobotę, bo też z tym różnie bywa. […] w sobotę mi się podoba, w niedzielę już jakoś tak jest dziwnie trochę jak dla mnie… […] takie odniosłam wrażenie, że jest tak dziwnie…, bo to już jest ta część żydowska taka typowo, no… Nie wiem, też jest fajnie, ale tak jednak inaczej… […] taki zmieniony nastrój, kurczę, jak weszłam, nie wiem, w sobotę, […] grali takie nasze, przyszłam w niedzielę, kurczę, grają na tych, na klarnetach takie typowo… żydowskie melodyjki, […] no tak inaczej trochę… […] Znaczy… fajnie grają, podoba mi się, ale… w sensie, tak się dziwnie poczułam po prostu w pewnym momencie, także…, no tak inaczej, no bo taki przełom nagle, no…, w sobotę jest tak… po naszemu, a zaraz w niedzielę tak całkiem inaczej wszystko…

– [Moje przyjście – W.K.] zależy, czy będę w stanie [śmiech – W.K.]. […] Może przyjadę, ale […] u nas Święto wygląda tak, że spotykamy się po prostu tutaj ze znajomymi […].
– Bo jutro jest… bardziej żydowski dzień, tak?
– Tak. Można tak powiedzieć, dlatego też… nie przyjeżdżam. No, przynajmniej… nie mam zamiaru tam wpaść, no.
– Aha, czyli nie masz zamiaru jednak wpaść?
– Znaczy, no… to zależy…, ja przyjadę najwyżej tutaj [do domu swojego kolegi – W.K.], tam nie pójdę, na pewno, jak jest żydowskie Święto, to….

Cytowani rozmówcy wyraźnie wprowadzają podział, który narzuca im struktura festiwalu: „nasz” polski dzień, to sobota, „ich”, żydowski, to niedziela. Podczas „ich” dnia prezentowana jest „ich” muzyka, która jest inna od „naszej” polskiej, która do „nas”, Polaków nie trafia. Intrygująca jest w powyższej wypowiedzi również kategoria „dziwności”, przywołana przez pierwszą rozmówczynię. Pokazuje ona jej bezradność wobec prób opisania uczucia, które towarzyszyło jej przy słuchaniu muzyki odgrywanej na scenie. Odczuwała ją jako „dziwną”, niepokojącą, obcą. Utożsamiła ją z „żydowskością”, którą od razu przeciwstawiła dobrze znanej i oswojonej „polskości”. Warto przyjrzeć się bliżej artystycznemu programowi dnia żydowskiego, by zrozumieć, jak muzyka przyczynia się do konstruowania owej „żydowskości”[4].

„Typowo żydowskie piosenki”

Formacje muzyczne, które występują w niedzielę ogólnie można podzielić na dwie grupy: zespoły dziecięce z Gminnego Ośrodka Kultury w Lelowie, czyli osoby miejscowe, oraz zaproszone zespoły, najczęściej klezmerskie, z kraju i, rzadziej, z zagranicy.

Ciekawe jest, że tylko grupy dziecięce z Lelowa występują na obu dniach festiwalu. Ich prowadząca, zapytana o repertuar, który proponuje do wykonania dzieciom, odpowiada:

Repertuar, który… i ja, i dzieci staramy się wyuczyć. Bo to nie jest to, co oni, z czym oni mają styczność, co oni odczuwają, uczymy się ich odczuwać to zagrać, bo dużo gramy instrumentalnych żydowskich utworów. (…) Szalom, te wszystkie to oni (…) już to wszystko grali faktycznie, grali instrumentalne różne utwory żydowskie, bardzo ciekawe, (…) to jest bardzo fajna instrumentalna taka ładna muzyka. (…) lubią to i to jest dla nich nowe, bo… szczerze powiem tutaj większość (…) to… Polacy, oni normalno [normalnie – W.K.] znają folklor polski, a to to muszą, uczymy ich. I właśnie instrumentalne utwory.

Cecha odmiennego odczuwania muzyki żydowskiej pojawiała się często w moich rozmowach jako jedna z trudności wykonywania tego typu repertuaru. Pani kapelmistrz orkiestry dętej w Lelowie tak charakteryzuje repertuar wykonywany przez dzieci z Gminnego Ośrodka Kultury podczas „dnia żydowskiego”:

Bardzo dużo (…) utworów, które się pojawiają [w repertuarze wykonywanym przez dzieci – W.K.] to są właśnie jego [Leopolda Kozłowskiego – W.K.] kompozycje… i tutaj w tym roku też młodzież będzie wykonywać te utwory, ja się trochę odcięłam, bo już tego nie mogę słuchać, bo wszyscy to śpiewają i grają! A ja nie lubię… powtarzać. (…) mało jest utworów, (…) Kozłowski pisze (…) po polsku te piosenki, znaczy da [tak – W.K.], można je śpiewać po polsku (…) i w języku jidysz […]. Jeśli Leopold Kozłowski już tyle lat żyje w Polsce, (…) to ta jego żydowska muzyka też już nie jest do końca żydowska. Bo on też przesiąka tymi polskimi (…) melodiami i je gdzieś wplata… Także, dlatego może jest też łatwa i wpada w ucho.

Jedna z mieszkanek Lelowa, w odpowiedzi na moje pytanie o repertuar zespołów dziecięcych, występujących podczas „dnia żydowskiego”, powiedziała:

– Dzieci śpiewają na przykład typowo żydowskie (…) piosenki i w języku jidysz…
– Ale to tylko na (…) Święto, czy tak w ciągu roku też?
– A po co w ciągu roku? (…) No po prostu taki kurtuazyjny gest, prawda?

W powyższym cytacie bardzo zainteresowała mnie odpowiedź rozmówczyni na moje pytanie, czy tego typu żydowski repertuar jest wykonywany przez dzieci z Gminnego Ośrodka Kultury także w ciągu roku. Usłyszałam pełną zdziwienia reakcję, czemu miałoby to służyć i brak dostrzegania potrzeby takiego działania. Wypowiedź ta uwidacznia, że zainteresowanie kulturą żydowską w Lelowie przejawia się w momencie potrzeby przygotowania programu na Święto Ciulimu-Czulentu.

Zespoły klezmerskie

Zespoły klezmerskie biorące udział w dniu żydowskim są zapraszane z zewnątrz, głównie z Polski, często z Krakowa, jako stosunkowo bliskiego miejsca skupiającego wiele grup muzycznych wykonujących tego rodzaju muzykę. W ostatnich pięciu latach na „dniu żydowskim” występowały zróżnicowane zespoły, reprezentujące ogólnie rozumianą kulturę żydowską. Polskimi formacjami, które zaprezentowały się na festiwalowej scenie podczas „dnia żydowskiego”, były: zespół klezmerski „Klezzmates”, „Acoustic Acrobats”, zespół klezmerski „NeoKlez” z Lublina, czy zespół klezmerski „Tempero” z Krakowa. Dwukrotnie wystąpiła również Magda Brudzińska z zespołem, obecnie już jako „Magda Brudzińska Klezmer Trio”. W ciągu ostatnich pięciu lat koncert dała tylko jedna zagraniczna grupa – kapela klezmerska „Simcha”, pochodząca z Czech. W 2012 roku wystąpił też Leopold Kozłowski i Przyjaciele. Wymienione powyżej zespoły charakteryzuje przede wszystkim profesjonalizm ich wykonawców, którzy często są wykształconymi muzykami, oraz wzorowanie się na klasycznej muzyce klezmerskiej i jej twórcze interpretowanie. Warto to zestawić z grupami muzycznymi występującymi podczas dnia polskiego, które w większości reprezentowane są przez zespoły folklorystyczne, często amatorskie, oraz popularne zespoły, których piosenki figurują na listach przebojów.

Laurent Aubert, pisząc o kryteriach, jakimi kierują się organizatorzy wydarzeń nastawionych na muzykę reprezentującą daną kulturę, wymienia trzy podstawowe cechy, które wymagane są od artystów. Pierwszą z nich jest „autentyczność”, która uprawomocnia artystów do reprezentowania danej kultury. Drugą wymaganą cechą jest „jakość”: artyści powinni być dobrze wykwalifikowani i uważani za najlepszych z możliwych w tym, co robią. Ostatnim wymogiem, o którym pisze Aubert, jest „eksportowalność”, która polega na tym, że występy danych artystów po wyjęciu z kontekstu zachowują swoje znaczenie (Aubert 2007, s. 6). Wszystkie wymienione przez badacza cechy sprawiają, że muzyka może być postrzegana jako narzędzie do kreowania określonej tożsamości kulturowej. Danej grupie etnicznej, religijnej czy innej na podstawie jej muzyki przypisuje się pewne cechy szczególne, które tylko przedstawiciele tej grupy mogą w pełni pojąć. Szczególnie ważny, a jednocześnie najtrudniejszy do uchwycenia wydaje się postulat „autentyczności”. W przypadku zespołów klezmerskich, prezentujących się na lelowskiej scenie festiwalowej jest to kwestia skomplikowana. W doborze wykonawców widać troskę organizatorów o to, by artyści byli jak najbardziej wiarygodni, czyli, mówiąc kategoriami Auberta, autentyczni.  Trudno ustalić, jaką część muzyków występujących na Święcie stanowią Żydzi, jednak większość lelowian odbiera ich jako prawomocnych reprezentantów żydowskiej kultury, ponieważ wykonują muzykę „inną”, „nie naszą”, „obcą naszej polskiej uczuciowości”. Cechą trudną do zakwestionowania jest niewątpliwie profesjonalizm zapraszanych na festiwal muzyków. Są to w przeważającej mierze zawodowe zespoły klezmerskie składające się z wykształconych muzyków. Dodatkowo większość z nich przyjeżdża z Krakowa, który, w związku z rozwijającą się kulturą na Kazimierzu, jest postrzegany za miejsce skupiające „fachowe” zespoły klezmerskie.

Niewielu z moich rozmówców wyrażało opinie dotyczące konkretnych zespołów klezmerskich występujących w niedzielę. Raczej korzystali oni z ogólnego pojęcia muzyki żydowskiej, która stanowiła dla nich całość. Podkreślali jej profesjonalizm i wysoką jakość, a co za tym idzie, pewną nieprzystępność dla festiwalowych odbiorców:

Bo są te takie jakby kanony, które są znane, przynajmniej mnie, jakieś z dziesięć tytułów takich naprawdę znanych. […] Te zespoły klezmerskie, jak tutaj, to wykonują, naprawdę dobrze grające […] to ta muzyka to mi tak… nie bardzo pa…, leży… Chociaż ona jest może bardziej ambitna niż te takie popularne żydowskie piosenki te z tytułów, które znam. A tu były takie śpiewane, gdzie w ogóle nawet tytułu nie wiem, były to piosenki dość długie […] tych zwrotek chyba dużo, no ale jak języka się nie zna to…

Podobne treści można znaleźć w wypowiedzi kierowniczki zespołu folklorystycznego:

Posłuchać takiej klezmerskiej muzyki… dla takiego przeciętnego tutaj, mieszkańca… to jest tak jakby zrozumiał, nie wiem, szedł na koncert […] Turnaua, w Krakowie […] albo, nie wiem, Soykę, czy jakiegoś takiego artystę, który ma, no trochę inną muzykę, to jest taki, tak mi się wydaje, […] bo oni tej muzyki nie znają. Natomiast…, gdyby tu była, może bardziej środowisko… większe, miejskie…, to wiadomo, że, że ta muzyka jest […] inna, przyswajalna, dlatego, a tu, dla tej miejscowości, mnie się tak wydaje, że chyba nie.

W kontekście wcześniej przytaczanej koncepcji Auberta, w powyższych cytatach widać przede wszystkim postrzeganie zespołów klezmerskich jako profesjonalnych grup wykonujących mniej przystępny repertuar. Repertuar wykonywany przez zespoły klezmerskie jawi się jako niezrozumiały dla przeciętnych odbiorców polskich, postrzega się go jako obcego ich uczuciowości, uwiarygodnia się jako prawdziwie żydowski (obcy). Polacy mogą znać i wykonywać, co najwyżej, nieliczne popularne piosenki żydowskie, natomiast „prawdziwie żydowska muzyka” jest dla nich niedostępna.

Co mieszkańcy Lelowa mówią o muzyce żydowskiej

Święto Ciulimu-Ciulentu to dla mieszkańców Lelowa najlepsza okazja, by zetknąć się z „muzyką żydowską”. Druga nadarza się w styczniu, podczas jorcajtu – rocznicy śmierci  cadyka Dawida Bidermana, kiedy wielu chasydów przyjeżdża do Lelowa. Spotykają się oni wówczas przy ohelu i świętują, czemu towarzyszy głośna muzyka i taniec. Jednak główne uroczystości odbywają się w specjalnie rozstawionym dużym namiocie, do którego, prócz kilku wyjątków, nie są wpuszczane osoby spoza środowiska chasydzkiego. Zakaz wstępu na teren modlitw chasydów mają przede wszystkim kobiety. Co ciekawe, wielu moich rozmówców nie wyrażało zainteresowania jorcajtem, tłumacząc to na przykład szacunkiem dla uczuć religijnych chasydów:

My tam ogólnie wstępu nie mamy do środka. […] Nie wiem właściwie jak tam jest, bo w sumie tam nigdy nie podchodziłam, bo zawsze tam było bardzo dużo ludzi, oni też tam sami byli, no i… myślę, że też nie chcą, żeby tak się tam… błąkać wtedy, to… przeszkadza im się.

Nikłe zainteresowanie muzyką chasydzką prezentowaną na jorcajcie powoduje, że wyobrażenia mieszkańców Lelowa na temat żydowskiej kultury kształtowane są przede wszystkim  w oparciu o repertuar sierpniowego festiwalu.

Podczas moich rozmów z uczestnikami festiwalu nie zdarzyło się, żeby ktoś wprost wyartykułował niechęć do tego rodzaju muzyki, choć pozytywne opinie często ograniczały się do zdawkowego „podoba mi się”. Większość osób była jednak w stanie wskazać na ich zdaniem konstytutywne cechy muzyki żydowskiej. Jako jedną z cech charakterystycznych muzyki żydowskiej moi rozmówcy często wskazywali jej ambiwalentność. Opisywali, że jest zarazem wesoła i smutna, czy też żywiołowa i spokojna. Rozpoznaniu temu często towarzyszyło zdziwienie „jak to jest, że ona taka jest”. Opinia ta pojawiała się w moich rozmowach z osobami w bardzo różnym wieku.

To jest taka muzyka, no… dość skoczna, taka… skoczna, ale spokojna, tak to określę tak… dziwnie, ale… […] tak bym to określiła…

Ich muzyka, taka bardzo […] rytmiczna, prawda? A jest bardzo spokojna, bardzo wolna, że płakać się chce i ja mówię, no różna muzyka.

W ogóle tak, bo […] muzyka […] chasydzka jest… jak wesoła to do obłędu, jak smutna to się i łzy leją…, no niestety, takie kontrastowe rzeczy, nic po środku…

Innym elementem, który powtarzał się w wypowiedziach moich rozmówców jako nieodzowny dla muzyki żydowskiej, jest klarnet.

Muzyka żydowska mi się zawsze tak jakoś z klarnetami kojarzy, chyba w sumie słusznie, bo w każdym filmie w sumie zawsze jakiś klarnet wyskoczy…

– Co uważasz o muzyce żydowskiej?
– Jest… dużo klarnetu na pewno.
– To dobrze czy źle?
– Dobrze. Ale klarnet jest piskliwy, co kto lubi, no… Ja na przykład za klarnetem nie przepadam, aczkolwiek lubię posłuchać.

Większość moich rozmówców postrzega muzykę żydowską jako „trudną”. Dotyczy to bardzo wielu jej aspektów – od różnic harmonicznych, stwarzających problemy wykonawcze, odmiennego języka, po inną, obcą Polakom „mentalność” i „uczuciowość”. Zazwyczaj wątek ten pojawiał się w kontekście uzasadnienia niewykonywania przez mieszkańców Lelowa muzyki żydowskiej. Jak tłumaczą osoby przewodzące dziecięcym i młodzieżowym grupom muzycznym w Lelowie:

Muzyka żydowska ma całkiem inną skalę, opiera się w ogóle na…, ciężko się ją śpiewa, tak? No jest bardzo charakterystyczna, i Polakom…, jakby to powiedzieć, żeby teraz jakoś nie… [pauza – W.K.] Jest na tyle odrębna, że osobom, które po prostu nie zajmują się tak typowo muzyką, nie są w stanie tego dobrze wykonać, o. […] Na dzień żydowskim niestety nie przygotowuję zespołu [orkiestry – W.K.], bo… granie muzyki żydowskiej to jest wyższa półka. […] większość takiej klasycznej muzyki żydowskiej jest jednak… trudniejsza.

Powiem tak, żydowskie trudno im wymawiać, żydowskie mało kto się odważy śpiewać, żeby śpiewać. Ale, kiedy uczę ich instrumentalnie to chętnie grają. To jest trudno, bo technicznie tam…, wie Pani, żydowska muzyka tak, tutaj podwyższona nutka, tam od razu obniżony bemol [śmiech – W.K.], i tutaj trzeba i, i palce też poustawiać, także to jest taka (…) piękna i niezwykła muzyka, naprawdę.

Główne trudności, o których wspominają moje rozmówczynie, to nieznajomość języka żydowskiego oraz problemy techniczne związane z inną harmonią muzyki żydowskiej. Argumenty, w tych wypowiedziach, zasadzają się więc przede wszystkim na względach natury praktycznej. Może to wynikać z faktu, iż moje rozmówczynie są aktywnymi muzykami oraz często stają też przed wyzwaniem technicznego i muzycznego przygotowania innych (dzieci i młodzieży) do grania tego rodzaju muzyki, ich podejście wiąże się więc z ich doświadczeniami. Określenia „inna” i „trudna” pojawiły się także w wypowiedzi kierowniczki zespołu folklorystycznego:

[Muzyka żydowska – W.K.] nie robi takiego wrażenia, no bo to jest muzyka inna, trudna, nieznana, na pewno. Mnie osobiście się podoba i mogę ją słuchać, nawet żeśmy się przymierzali, czy gdzieś nie zrobić (…) jakiegoś bloku jednego, ale to… raczej… zostawimy to innym, młodzieży, czy komuś, bo tak indywidualnie to, to myślę, że… nie podołamy, ze względu na to, że to są też panie w zespole starsze i, i myślę, że do, do tej muzyki by się nie przekonały.

W wypowiedzi tej pojawia się jeden z niewielu śladów wskazujących na to, iż osoby kreujące muzyczny kontekst Święta myślały o przekroczeniu dychotomicznego podziału na „dzień polski” i „dzień żydowski”. Plany nie zostały zrealizowane ze względu na zasygnalizowane, choć niewypowiedziane wprost, przekonanie mojej rozmówczyni o niechęci starszego pokolenia muzyków lelowskich do poszerzenia repertuaru zespołu folklorystycznego.

W odróżnieniu do żydowskości, która jest konstruktem mającym jasno zdefiniowane cechy i granice, polskość w muzyce podczas festiwalu ma bardziej otwarty charakter. Ciężko jest jednoznacznie określić jak jest konstruowana. Podczas dnia polskiego Święta Ciulimu-Czulentu w zakres repertuaru polskiego wchodzą zarówno utwory ludowe, jak i współczesne. „Ludowość” realizowana jest przez często zapraszane folklorystyczne zespoły pieśni i tańca oraz współczesne, popularne formacje inspirujące się folklorem, przede wszystkim góralszczyzną. Grupami muzycznymi, które cieszyły się dużym uznaniem wśród moich rozmówców, był na przykład Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”, Baciary czy Golec uOrkiestra, przez których pryzmat dokonuje się estetyzacji „polskości”. Głównymi zespołami muzycznymi reprezentującymi Lelów podczas tego festiwalu są zespoły dziecięce działające przy Gminnym Ośrodku Kultury, Dziecięca i Młodzieżowa Orkiestra Dęta w Lelowie oraz zespół folklorystyczny „Ziemia Lelowska”. Wydaje mi się, że repertuar prezentowany na dniu polskim pod emblematem „muzyki polskiej”, w jej całym szerokim znaczeniu, ograniczony jest jedynie tym, by została zachowana dychotomia polskie – żydowskie, która wyraźnie widoczna jest w warstwie muzycznej tego wydarzenia. Co za tym idzie, utwory podczas dnia polskiego muszą być przede wszystkim, na zasadzie antytezy, nie-żydowskie.

Święto jest traktowane przede wszystkim jako forma rozrywki oraz okazja do spotkania się ze znajomymi i spędzenia wspólnie miło czasu na zabawie. Festiwal nabiera przez to charakteru integrującego lokalną społeczność. Takiemu postrzeganiu tego wydarzenia sprzyja też między innymi to, że Święto Ciulimu-Czulentu odbywa się w wakacje, kiedy lokalna młodzież wraca do domu. Obecnie Święto swoją formą ma stanowić przede wszystkim rozrywkę dla społeczności lokalnej i gości z okolicznych miejscowości. Wykonywana na nim muzyka i oferowane atrakcje mają się im podobać i spełniać ich oczekiwania. W związku z tym „polskość” na festiwalu nie jest związana wyłącznie z prezentowanym repertuarem muzycznym, ale konstruowana jest również w oparciu o cel jakim jest zabawa we własnym gronie. Prezentacja polsko-żydowskiego dziedzictwa Lelowa, będąca początkowym impulsem do  organizacji wydarzenia, teraz wydaje się być pretekstem do jego kontynuowania.

 

Bibliografia

Aubert Laurent, The Elsewhere of Music Paradoxes of a Multicultural Society, w: The Music of the Other: New Challenges for Ethnomusicology in a Global Age, tegoż, tłum. Carla Ribeiro, Ashgate, Aldershot – Burlington 2007, s. 1-7.
Hobsbawm Eric, Wprowadzenie. Wynajdywanie tradycji, w: Tradycja wynaleziona, red. Eric Hobsbawm i Terence Ranger, tłum. Mieczysław Godyń i Filip Godyń, Kraków 2008, s. 9-23.
Szlendak Tomasz, Wielozmysłowa kultura iwentu. Skąd się wzięła, czym się objawia i jak w jej ramach oceniać dobra kultury?, „Kultura współczesna” 2010, nr 4, s. 80-97.

Netografia

Bieńkowski Andrzej i Monika Mencina, Muzyka żydowska w pamięci wsi, 2010, film dokumentalny, wersja online, http://ninateka.pl/film/muzyka-odnaleziona-odc-7-muzyka-zydowska-w-pamieci-wsi, dostęp: 11.02.2016.


[1] http://www.goklelow.pl/historia/swietociulimuczulentu, dostęp: 16.12.2015.
[2] http://goklelow.pl/historia/swietociulimuczulentu, dostęp: 16.12.2015.
[3] http://goklelow.pl/historia/swietociulimuczulentu, dostęp: 16.12.2015.
[4] Należy zwrócić też uwagę na bardzo popularne wśród mieszkańców Lelowa skracanie nazwy festiwalu i używanie sformułowania Święto Ciulimu. Może to wskazywać na zaznaczenie polskiego charakteru festiwalu, dla wielu osób istotniejszego. Niektórzy rozmówcy jednak nie używają rozróżnienia w nazewnictwie tych dwóch potraw, z czego może wynikać tego typu skracanie nazwy wydarzenia.

Autorka:

Redakcja naukowa:

Redakcja językowa i korekta

Magdalena Czupryńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eight + 6 =