Tam łąka rośnie, a po cmentarzu nie ma żydowskim ani śladu

O pamięci i zapomnieniu w Lelowie

Teren „nowego” cmentarza żydowskiego, fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Agnieszka Gwiazdowicz

„Tam łąka rośnie, a po cmentarzu nie ma żydowskim ani śladu”. O pamięci i zapomnieniu w Lelowie

W Lelowie są dwa cmentarze żydowskie. Pierwszy, nazywany „starym”, znajduje się blisko rynku. To tam w XIX wieku został pochowany cadyk Dawid Biderman, tam też dzisiaj pielgrzymują chasydzi z różnych stron świata.

Ohel cadyka Dawida Bidermana na terenie „starego” cmentarza żydowskiego. Fot. Karolina Gmyz, Lelów 2014

Ohel cadyka Dawida Bidermana na terenie „starego” cmentarza żydowskiego. Fot. Karolina Gmyz, Lelów 2014

Gdy oddalimy się od rynku, miejska zabudowa będzie coraz rzadsza, aż w pewnym momencie zupełnie zniknie. Po obu stronach zobaczymy olbrzymie pola, w tej chwili już nieuprawiane. Po lewej stronie w oddali dostrzeżemy most i drogowskaz „Biała Wielka” (wieś granicząca z Lelowem) – to już prawie koniec miejscowości. Tuż przed mostem, na wzgórzu rozciąga się łąka z kilkoma drzewami i wydeptanymi ścieżkami „na skróty”. Jej teren niczym się nie wyróżnia. To właśnie tu znajduje się drugi, „nowy” żydowski cmentarz lelowski. Od wielu lat teren ten jest prywatny – wcześniej zagospodarowany był pod uprawy, dziś jest to nieużytek. Na łące nie ma żadnych materialnych znaków sugerujących jej inną niż rolnicza przeszłość.

Mimo tego to właśnie ten teren wskazywali moi rozmówcy, gdy pytałam ich o cmentarz żydowski. Dla mieszkańców Lelowa urodzonych nie później niż w latach 70. jest to miejsce znane, które bez trudu lokalizują. Nazywają je „kierków”, „kierek”, „kirkut”.

– Znaczy obok tam? [pytam o teren wokół ohelu, gdzie znajdował się stary cmentarz żydowski – A.G.].
– Cmentarz żydowski jak się wyjeżdża z Lelowa, jedzie się na Białą Wielką, to był po lewej stronie, w tej chwili tam łąka rośnie, a po cmentarzu nie ma żydowskim ani śladu, ani tutaj też.

Zapytany o cmentarz żydowski, rozmówca bez zastanowienia wskazuje ten znajdujący się przy wyjeździe z miasteczka. Nie reaguje na moje pytanie sugerujące, że obok ohelu również znajdował się cmentarz; jedyny „cmentarz żydowski” w Lelowie to dla niego miejsce na łące. Podczas rozmów wyrażałam czasem niedowierzanie, gdy tłumaczono mi, gdzie jest cmentarz żydowski i wskazywano nieużytek leżący na granicy miejscowości. Jeden z moich rozmówców jasno stwierdza, że cmentarz przetrwał mimo braku materialnych pozostałości, o czym świadczy nazwa do dziś używana w odniesieniu do tego miejsca.

– A jeszcze tu jakieś zabytki po nich [lelowskich Żydach] zostały?
– Żydowskie? No był cmentarz aż za [Lelowem – A.G.], nowy cmentarz, tam łąki, tam jest żydowski cmentarz.
– Ale to chyba teraz już go nie ma?
– Oj, on był i jest, ale nie jest ani ogrodzony, ani nic, ino jest łąka i tam tych Żydków to chowali, no, tam jest nazwa: żydowski cmentarz. No to jest jak jest ta rozlewnia za cmentarzem, tych wód, nie? No to przy tej rozlewni to jest tam ten żydowski cmentarz.
– Ale tam jest tylko łąka.
– No, bo to wszystko zarosło, no i gdzieniegdzie może jakieś kamień, no bo to ludziom naszym, Polakom, tak jak kamienie potrzebne, to se wykopali i co.

Zdarzało się, że w swoich pytaniach celowo sugerowałam, że „nowego” cmentarza już nie ma. Wynikało to z tego, że nie chciałam projektować mojej wiedzy na temat statusu cmentarza w judaizmie na perspektywę rozmówców. Zależało mi na tym, by ustalić, jak status tego miejsca konstruują lelowianie. W efekcie rozmówcy czasem mnie poprawiali, mówiąc, że mimo braku widocznych śladów, to miejsce nadal posiada status cmentarza.

– Ale to znaczy, że na tym cmentarzu, odkąd pani pamięta, to już nie było cmentarza?
– To znaczy się nie, był, on był zrównany wszystko z ziemią.
– A kiedy tak się stało?
– Ja nie wiem, kiedy to było zrobione, prawdopodobnie to zrobili jeszcze za ostatnich Niemców chyba kazali to wszystko powyrywać.
– A to Niemcy?
– Nie wiem, nie wiem dziecko, nie powiem ci, bo nie wiem, nie chcę, bo wiem, że tam był kierków, bo tak zawsze mówili, no tutaj.
– A czemu to się tak nazywa?
– Cmentarz żydowski to kierków, to się tak nazywa.
– A to po żydowsku, a to Żydzi też to tak nazywają?
– Chyba tak, ja nie umiem [śmiech – A.G.].

Rozmówczyni tłumaczy przekonanie o istnieniu cmentarza przekazami ustnymi. Nie widzi powodu, dla którego miałaby je kwestionować. Poza tym nie jest to sprawa, która ją interesuje, nad którą się zastanawia.

Większość moich rozmówców kojarzyła zniszczenie „nowego” cmentarza żydowskiego z likwidacją jego nagrobnej infrastruktury. Nie zastanawiali się jednak, co stało się ze szczątkami pochowanych tam Żydów.

– No bo tam szczątki ludzkie, to tam się nikt nie dokopywał do tych szczątków?
– Nie wiem, chyba nie, czy to wykopane, czy niewykopane, nic nie wiem na ten temat, nic nie wiem, ale wiem, że się nie interesowali tym, nie chcieli tego po prostu, tak mówili, no, ja przy tym nie byłam.

Inna z moich rozmówczyń, zapytana o to, wyraziła przekonanie, że użytkowanie pola „na zwłokach” nie jest możliwe – jakoś musiało to zostać rozwiązane.

– A myśli pani, że jak są jeszcze szczątki na tym polu, to, to, to mogłoby być pole, czy…?
– No może i nie, dlatego, że no, ja, ktoś by użytkował i na zwłokach, to musiało być coś chyba zrobione z tym, może jakąś ekshumację przeprowadzili, pozbierali to, nie wiem.

Podczas wojny? Po wojnie? Co się stało z cmentarzami żydowskimi w Lelowie

„Nowy” cmentarz żydowski został zniszczony podczas II wojny światowej, jednak jego losy nie są dokładnie znane. Zazwyczaj hitlerowcy niszczyli tylko część cmentarza: zabierali niektóre nagrobki, jeśli były im potrzebne jako budulec, a pozostałe rozbijali. Do pracy przy dewastacji żydowskich cmentarzy najczęściej wykorzystywali miejscową ludność. Można domniemywać, że podobny los spotkał żydowski cmentarz w Lelowie. Co jednak stało się z nim po wojnie? W Żydowskim Instytucie Historycznym nie ma informacji ani zdjęć „nowego” cmentarza dokumentujących jego stan przed wojną i po jej zakończeniu. Na portalu kirkuty.xip.pl, którego twórcy zajmują się dokumentacją cmentarzy żydowskich w Polsce, znalazłam informację, że jeszcze w 2012 roku na polu można było znaleźć fragmenty macew.

Teren „nowego” cmentarza żydowskiego, w tle szkoła podstawowa i gimnazjum z Lelowie. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Teren „nowego” cmentarza żydowskiego, w tle szkoła podstawowa i gimnazjum z Lelowie. Fot. Jacek Wajszczak, Lelów 2015

Moi lelowscy rozmówcy nie byli pewni, co dokładnie stało się z „nowym” cmentarzem po wojnie. Wiedzieli, że zniknął, ale nie byli w stanie dokładnie określić ani czasu, ani sprawców jego likwidacji. Często wyrażali przypuszczenie, że „pewnie to było za Niemców”. Niektórzy byli tego pewni, ponieważ to właśnie Niemcy odpowiadają za Zagładę europejskich Żydów.

– Już nic nie było, czyli kiedy ten cmentarz, on został zlikwidowany?
– Po wojnie już, w czasie wojny właśnie Niemcy likwidowali wszystko, co było żydowskie, no przecież Żydzi to byli wyznaczeni, Hitler wyznaczył do, do wymordowania, używano często i Polaków, nie raz było tak, że zdarzyło się, że jakiś tam Polak nadgorliwy wyrwał się sam i coś zrobił, ale to nie było tak generalnie, to, Polacy pomagali Żydów, Polacy zżyli się nawet z Żydami.

Akt zniszczenia cmentarza spotykał się z wyraźnym potępieniem moich rozmówców, którzy nie potrafili znaleźć usprawiedliwienia dla dewastacji miejsca pochówku.

– To, zniszczyli tu, ja sama to mówię, po co zniszczyli żydowski, co im przeszkadzał cmentarz, tu moja babcia, bo moja mama żyje, ale gdyby mojego taty zniszczyli grób, co im grób, no podobno Niemcy nakazali i zniszczyli, bo to w drugiej wojnie zniszczyli te groby.
– Ale to Niemcy nakazali miejscowym zniszczyć te groby, czy sami?
– Nie, nie, nie, że Niemcy, Niemcy nakazali i zniszczyli, bo ja się tu interesowałam[1].

Rozmówczyni była osobą bardzo rozmowną, ale nie udało mi się uzyskać od niej jasnej odpowiedzi na pytanie, kto konkretnie zniszczył cmentarz. Nie wiem zatem, czy według niej dokonali tego sami Niemcy, czy wydali takie polecenie miejscowej ludności. Kilkoro z moich rozmówców zasugerowało, że „nowy” cmentarz zniszczony został przez Polaków, różnie jednak interpretowali przyczynę tych działań.

– Ale dlaczego? No bo że Niemcy, no to jakby, że chcieli zniszczyć wszystko, co żydowskie, ale czemu Polacy?
– No tak było, no to teraz trudno powiedzieć.
– Ale to z jakiejś zemsty?
– Nie, no chyba tak uważali, że jak już myśleli przecież, no kto się spodziewał, że Niemcy przegrają wojnę, wszyscy myśleli, że tak będzie i że nie, tego, że po prostu oni będą, tego, latali, będzie okupacja, nie? Polska była pod zaborami ile lat.

Rozmówca tłumaczy zniszczenie cmentarza żydowskiego przystosowywaniem się do zaistniałej sytuacji, to jest niemieckiej okupacji. Nie wyjaśnia jednak, czy dewastatorzy zrobili to, bo bali się Niemców, czy dlatego, że mieli w tym jakiś interes i czuli się bezkarni.

Inny rozmówca, o wyraźnych poglądach antysemickich, niechętnie odpowiadał na pytania dotyczące losów cmentarzy żydowskich w Lelowie. Jego wypowiedzi były ogólnikowe i starał się podkreślać, że cmentarz żydowski w Lelowie nie jest żadnym szczególnym przypadkiem, przecież „wszędzie się tak działo”. Jako sprawców dewastacji cmentarza żydowskiego wskazuje jedynie Polaków.

– A co się z nimi [cmentarzami – A.G.] stało?
– No, jak wszędzie, zostały rozebrane, przetrwały tylko te większe, a resztę pewno [ścisza głos – A.G.]…
– Ale zostały rozebrane przez kogo?
– Nie wiem, chyba przez ludność polską, bo przez kogo.
– Mhm, ale to było przed wojną? Po wojnie?
– Po wojnie.
– Czyli Niemcy w czasie wojny nic z tym cmentarzem nie zrobili?
– Nie wiem, z tego co wiem, w Niemcach jak byłem na przykład, co ciekawe, wszystkie cmentarze żydowskie nie zostały naruszone.

Rozmówca nie jest pewien, czy taka sama sytuacja miała miejsce w Polsce, ale jest przekonany, że skoro Niemcy nie zniszczyli cmentarzy żydowskich we własnym kraju, to nie robili tego też na terenach okupowanych.

Nie tylko ustalenie sprawców zniszczenia cmentarza nastręczało moim rozmówcom trudności. Zdania były podzielone również co do czasu jego likwidacji. Jedna z moich rozmówczyń wspomina, że jeszcze w latach 50. na terenie „nowego” cmentarza znajdowały się macewy.

– Czyli jeszcze w latach 50., no właśnie ja byłam przekonana, że jeszcze w czasie wojny jakoś zniszczono, bo to chyba Niemcy?
– Nie, nie, nie, to właśnie nie Niemcy, tylko to ludność stąd, chyba że, no tak przypuszczam, że tak musiało być, po prostu na potrzeby gminy oni to brali.

Wątek wykorzystania macew przez Polaków na cele budowlane wraca w wypowiedzi innego rozmówcy – on jednak sugeruje, że rozbiórka cmentarza przez miejscową ludność odbyła się już w czasie wojny.

– Ale to Niemcy zniszczyli ten cmentarz?
– No Polacy.
– Bo tam już nic nie ma.
– Polacy zniszczyli, ale to taka rzecz, tablice zabrali.
– Kiedy?
– Ludzie i tyle, porobili gdzieś tam sobie chodniki z tego, no napisali do tych, na tego, także, że to zniszczyli.
– Ale to po wojnie?
– W czasie wojny, no, po, przed, po wojnie już nie było śladu z tego.

Trudno wskazać jedną dominującą narrację dotyczącą historii zniszczenia „nowego” cmentarza żydowskiego. Większość rozmówców zdaje sobie sprawę (niezależnie od tego, kto ich zdaniem zainicjował dewastację tego miejsca) z zaangażowania Polaków w rozbiórkę cmentarza, jednak usprawiedliwia je względami praktycznymi: po ciężkich latach okupacji mieszkańcom trudno się żyło, a żydowskie kamienne nagrobki z opuszczonego cmentarza miały być dobrym materiałem budowlanym.

Jak pamiętać? Ślady i upamiętnienie

Ważnym celem moich badań było zrekonstruowanie postrzegania przez mieszkańców Lelowa społecznego znaczenia „nowego” cmentarza żydowskiego, zarówno teraz, jak i w przyszłości. Znany w Lelowie aktywista Mirosław Skrzypczyk uważa, że jest to ważny element w kształtowaniu stosunków z chasydami.

– Właśnie, co się dzieje teraz, w tym momencie, na tym cmentarzu, który był, jest polem uprawnym?
– Nic. Dalej jest polem uprawnym. Jeszcze sprawa nie została ciągle załatwiona. To jest następne działanie, które musi się kiedyś, w najbliższym czasie przydarzyć.
– A w czym jest problem? Z własnością?
– Tak. Trzeba to odkupić. Ktoś musiałby to pole od tego człowieka kupić, bo on je nabył od gminy, nie wiem od kogo, od gminy najprawdopodobniej. On kupił je za jakieś pieniądze i pewnie by je dzisiaj mógł odsprzedać. Nikt jeszcze nie był gotowy na odkupienie tej ziemi, mam nadzieję, że kiedyś to się stanie… Jest taki pomysł, żeby tam blisko powstał taki pomnik. Nie wiem, czy pan wójt mówił coś panu o tym, taka brama dialogu, którą zaproponował nam taki artysta, artysta plastyk, żebyśmy wybudowali. To jest właśnie taka koncepcja, że ta brama powstanie przy tym cmentarzu i cmentarz ten zostanie ogrodzony i stanie się na powrót takim miejscem cmentarnym. To jest jedna z rzeczy, które nie zostały jeszcze zrobione. Zostało zrobionych bardzo dużo rzeczy, dlatego, że są małe i większe pomniki. Są takie „pomniki” jak książka o Żydach lelowskich, trochę o chasydach, jest tablica, były warsztaty, projekty, one pozwoliły na to, żeby wybrzmiał głos: tu żyli, tu byli, tu mieszkali i należy im się cześć, należy im się upamiętnienie, nie zapomnieliśmy. Mówimy o przestrzeni publicznej, bo kiedy się ukazuje książka, to ona należy do przestrzeni publicznej, a kiedy ktoś opowiada to w domu, to to należy do prywatnej przestrzeni. Jeżeli ktoś o tym pamięta, ale tylko pamięta, albo śni w nocy, to jest jego prywatne. Chodziło o to, żeby to wydobyć na zewnątrz.

Strategia promocji i rozwoju Lelowa w dużej mierze opiera się na działaniach związanych z kreowaniem wizerunku miejscowości jako przestrzeni spotkania dwóch kultur: polskiej i żydowskiej. Odzyskanie terenu „nowego” cmentarza i uczynienie z niego kolejnego miejsca pamięci jest jednym z ważnych elementów realizacji tego planu. Wspomniany przez rozmówcę pomnik jest wpisany w plan rozwojowy Gminy Lelów na lata 2014-2020 (Cel operacyjny 3.3., Kultura żydowska jako część życia Lelowa)[2].

O planach wzniesienia pomnika wiedzą osoby zaangażowane w życie gminy.

– A jeszcze chciałam wrócić do pomników, bo przypomniało mi się jeszcze coś związanego z jakimiś planami postawienia pomnika na dawnym cmentarzu żydowskim. Czy ty słyszałeś o tym coś?
[…]
– Znaczy generalnie to ma powstać pomnik taki, nie wiem, czy to wszystko będzie wyglądało tak, jak było w planach, ale ma powstać taki bardzo wielki pomnik.
– Wielki, to znaczy jaki?
– No taki duży, rzędu, wysokości kościoła. No duży.
– Wysokości kościoła? […].
– W tej chwili nie pamiętam już tych wymiarów, ale no duży. Ogólnie to ma z tego, co pamiętam, to duże to miało być. Czy to powstanie, czy nie powstanie, nie wiem, bo jest to teraz, że tak powiem, no po prostu nie wiem.
– A myślisz, że jest potrzebny taki pomnik?
– Znaczy myślę, że by się przydał, tylko ja nie wiem, czy aż taki wielki, no też myślę, ze taki duży, wiesz, taki duży pomnik na pewno by ściągał turystów, bo ludzie jeżdżą do Świebodzina zrobić zdjęcie z Jezusem, albo jak kibice Falubazu mu zakładają szalik na ten, to wiesz. To też pewnie by ściągnęło trochę ludzi, pewnie by. Tylko z drugiej strony, wiesz, ludzie miejscowi też, tak słyszałem, o takich opiniach, że wiesz, że „jak to większy od kościoła, to kurna, żydowski kościół większy od naszego, żydowski pomnik większy od naszego kościoła? Nie może tak być!” Tak ludzie też do tego podchodzą, nie? A no wiesz, no dla mnie, ten pomnik, on nie miał upamiętniać konkretnie, przynajmniej wcześniej tak słyszałem, nie upamiętniać konkretnie tylko Żydów lelowskich, tylko ogólnie Żydów, którzy zginęli w Holokauście.

Plany postawienia pomnika upamiętniającego Żydów budzą emocje wśród mieszkańców Lelowa. Wywołuje je nie tematyka i miejsce jego wzniesienia, ale… zapowiadany rozmiar.

– A słyszała pani o jakichś planach właśnie stawiania pomników, bo jest jakiś ten plan, żeby postawić, tu chyba niedaleko państwa zresztą, na tym starym cmentarzu żydowskim jakiś, coś takiego?
– Słyszałam, słyszałam, ale nie wiem, czy to będzie…
– Nie wiadomo, tak?
– Nie wiadomo. Poprzedni wójt coś takiego mówił, no i tak, że to miało być tak widoczne, dosyć duże to miałoby być i widoczne.
– Ja słyszałam, że większe niż kościół.
– No, właśnie tak, żeby to było, żeby przyciągało do Lelowa, coś takiego miało być.
– Ale przyciągało do Lelowa, to miało być też dla Żydów czy…
– No tak, bo to miało być tam, w tym miejscu właśnie, gdzie ten ostatni kirkut był.

Wydaje się, że w interpretacji mieszkańców miejscowości głównym celem postawienia pomnika ma być zwiększenie ruchu turystycznego. Kwestie związane z upamiętnieniem pomordowanych Żydów lelowskich schodzą na dalszy plan.

Jednak spora część osób, z którymi rozmawiałam, powątpiewała, czy odzyskanie terenu „nowego” cmentarza i uczynienia zeń miejsca pamięci w ogóle jest możliwe. Jedna z rozmówczyń twierdzi, że najprawdopodobniej gmina zajmuje się tym terenem „w miarę możliwości”. Traktuje jednak te kwestie w materialny sposób, mówiąc, że Żydom odzyskiwanie macew i stawianie ich z powrotem na cmentarzu „by się nie opłacało”.

– A tym cmentarzem żydowskim dało by się, no nie wiem, myśli pani, że warto by było odzyskać te ich nagrobki, te płyty i z powrotem przywrócić?
– Nawet Żydom się to chyba nie opłaca, bo, bo, no co teraz szkołę rozbiorą, a oni może i szkołę budowali z tego, nie wiem…
– Ale jakieś upamiętnienie chociaż tego miejsca?
– Też chyba tu nic nie ma, tylko ten, tylko ten cadyk i nic więcej.
– Czyli gmina też jakby się tym nie zajmuje, tymi rzeczami żydowskimi?
– No w miarę może ich możliwości, może się tam zajmują na pewno.

Przekonanie, że „powinno się coś zrobić” w sprawie „nowego” cmentarza żydowskiego artykułowała duża grupa moich rozmówców. Wynikało ono przede wszystkim z przekonania, że każde miejsce pochówku, niezależnie od religii, zasługuje na szacunek. Obowiązkiem podjęcia działań rozmówcy obarczają przede wszystkim władze gminy.

Znicz na terenie „nowego” cmentarza żydowskiego. Fot. Agnieszka Gwiazdowicz, Lelów 2015

Znicz na terenie „nowego” cmentarza żydowskiego. Fot. Agnieszka Gwiazdowicz, Lelów 2015

– A Żydzi jakoś nie chcieli, jakoś tego terenu, żeby zadbać o niego, jakoś, żeby upamiętnić to miejsce?
– No widocznie, no widocznie wszyscy zginęli, bo jakby tam kto ocalał to, trudno mi o tym mówić, bo po prostu się nie wie, nie?
– A uważa pan, że gmina też powinna coś w tej gestii zrobić?
– No moim zdaniem powinna zadbać o takie rzeczy choćby to nawet była, czy hitlerowski cmentarz, czy niehitlerowski, ale jakby nie było to człowiek był przecież.
– Mhm, czyli o każdy grób się powinno dbać?
– No nie wiem jak pani uważa, ja tak uważam.

W wypowiedziach niektórych moich rozmówców pojawiły się sugestie, jakoby przyczyną braku upamiętnienia „nowego” cmentarza była niechęć wobec Żydów.

– A myśli pan, że tam powinno być jakieś upamiętnienie, jakaś tablica, czy?
– Powinna być tablica tam, no bo przecież jak to, powinna być tablica, no ale do tych lat nikt o to nie dbał, to i tablicy nie ma, no i może i tam wbili jaki kołek, jaką tablicą, a tu mogli powyrywać, mogło zgnić, ale tablica była, nie powiem tam, ale ona była.
– Ale taka tablica informująca, że tu był kiedyś cmentarz, tak?
– No chyba tak, tam chyba pisało, żydowski chyba cmentarz, chyba tak było, no.
– A kto tą tablicę zrobił?
– A Żydzi, no, to Żydzi robili, przecie Polak, Polak nie zrobi Żydowi tablicy.
– A czemu?
– A ja wiem, nie lubią, Żydów Polaki.

Z rozmów o przyszłości „nowego” cmentarza żydowskiego i jego ewentualnego upamiętnienia wyróżniłam trzy grupy postaw. Pierwszą z nich prezentują lelowianie, którzy uważają, że cmentarz nie potrzebuje upamiętnienia, ponieważ nigdy nie został zapomniany – przetrwał przede wszystkim w pamięci Żydów. Ta grupa rozmówców nie widzi potrzeby żadnej zmiany. Do drugiej grupy zaliczam osoby utrzymujące, że dbałość o „nowy” cmentarz żydowski powinna leżeć w gestii chasydów lub – ogólniej – Żydów. Dedukują, że skoro chasydzi pamiętają o grobie cadyka, to „nowym” cmentarzem także się zajmą. Jeśli jednak pielgrzymi nie interesują się tym miejscem, to tym bardziej nie widzą potrzeby, aby oni mieli o nim pamiętać. Ostatnią grupę charakteryzuje przekonanie, że niezależnie od postawy chasydów cmentarz jest miejscem, któremu należy się upamiętnienie. Niektórzy z jej przedstawicieli uważają, że to właśnie Polacy powinni się tym zająć (są to zwłaszcza miejscowi aktywiści i osoby zajmujące się przywracaniem pamięci o Żydach w Lelowie i okolicznych miejscowościach). W działaniu na rzecz upamiętnienia miejsca pochówku dawnych mieszkańców Lelowa widzą niezbędny element poprawy stosunków polsko-żydowskich oraz dbania o wspólną historię. U podstaw takiej postawy leży przekonanie, że każdej osobie należy się szacunek i pamięć po śmierci. W wypowiedziach części osób prezentujących taką postawę wybrzmiewa również motywacja pragmatyczna – przekonanie, że upamiętnianie żydowskiej historii zwiększa potencjał turystyczny miejscowości.


W Lelowie są dwa cmentarze żydowskie, mimo tego tylko jeden z nich jest za taki uważany przez mieszkańców miejscowości. „Stary” cmentarz to w ich świadomości tylko ohel – kojarzą go jedynie z modlitwą, z celem przyjazdów chasydów. Nie łączy się on w ich pojęciu z cmentarzem rozumianym jako miejsce pochówku dostępne dla każdego członka społeczności.

„Nowy” cmentarz żydowski, zniszczony w czasie II wojny światowej lub w latach powojennych, jest przez większość moich rozmówców wciąż identyfikowany jako cmentarz. Jednak ze względu na brak widocznych śladów w przestrzeni rzadko postrzegają go jako realne miejsce pochówku – miejsce, w którym spoczywają szczątki dawnych żydowskich mieszkańców Lelowa.

Tematyka cmentarzy żydowskich nie była żywą kwestią podczas większości moich rozmów w Lelowie. Mieszkańcy nie przywiązują do niej na co dzień wagi; do refleksji prowokowały ich dopiero moje pytania, odnoszące się konkretnie do tych przestrzeni. Nie oznacza to, że lelowianie starali się zapomnieć o Żydach, celowo wypierając ze świadomości istnienie miejsc pamięci, jakimi są cmentarze. Nastąpiło to pod wpływem długoletniego milczenia wynikającego głównie z politycznej sytuacji powojennej Polski. Ponadto moi rozmówcy nie mieli potrzeby pamiętania, co wynikało z poczucia, że społeczność żydowska jest kulturowo odmienna. Kaja Kaźmierska tłumaczy, że podstawowym zadaniem pamięci kulturowej jest budowanie i umacnianie tożsamość zbiorowej (Kaźmierska 2012, s. 47). Opowieści o Żydach, dawnych mieszkańcach Lelowa, choć przez wiele lat żywe i przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie służyły Polakom do budowania własnej narracji tożsamościowej. Tym samym pamięć komunikacyjna nie mogła zamienić się w pamięć kulturową.

Należy jednak podkreślić, że nikt w Lelowie nie kwestionuje zasadności działań upamiętniających pomordowanych członków żydowskiej społeczności miasteczka. Lelowianie szanują działalność miejscowych aktywistów, których Małgorzata Melchior nazywa „strażnikami pamięci” (Melchior 2012, s. 227). Socjolożka widzi w nich przedstawicieli drugiego pokolenia Sprawiedliwych, ratujących polską pamięć o Żydach. Spełniają oni rolę ekspertów, którzy sprzeciwiają się niepamięci i szukają sposobów na przywrócenie Żydom miejsca w lokalnym dyskursie historycznym i społecznym.

 

Bibliografia

Connerton Paul, Seven types of forgetting, „Memory Studies”, 2008, 1, s. 59-71.
Kaźmierska Kaja, Współczesna pamięć komunikacyjna i kulturowa. Refleksja inspirowana koncepcją Jana Assmanna, w: Kultura jako pamięć, red. Elżbieta Hałas, NOMOS, Kraków 2012, s. 43-62.
Melchior Małgorzata, Śladami lokalnej przeszłości – pamięć jako przedmiot animacji kultury, w: Kultura jako pamięć, red. Elżbieta Hałas, NOMOS, Kraków 2012, s. 227-234.

Netografia

www.kirkuty.xip.pl
www.biplelow.pl


[1] Rozmówczyni interesowała się tą sprawą, ponieważ znalazła fragment macewy. To zdarzenie ją poruszyło, zdecydowała się jak najszybciej zwrócić fragment nagrobka przedstawicielom chasydów.
[2] http://www.biplelow.pl/dokumenty/uchwala_nr_iv_22_2015_z_30_01_2015.pdf, dostęp 10.02.2016.

Autorka:

Redakcja naukowa:

Redakcja językowa i korekta

Magdalena Czupryńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 + thirteen =