Praca – technologia – kultura

Praca i technologia jako determinanty świata kultury na przykładzie producentów mleka z gminy Nowogród

Maciej Eichelberger

Praca i technologia jako determinanty świata kultury na przykładzie producentów mleka z gminy Nowogród

 


Mówco, mówisz za późno. Jeszcze przed chwilą mógłbyś wierzyć swoim słowom, teraz już nie. Przed sekundą bowiem, podobnie jak ja, zobaczyłeś, że państwo nie jest już kierowane; palacze gromadzą jeszcze węgiel, ale przywódcy już tylko pozornie panują nad rozszalałymi maszynami. Teraz, kiedy mówisz, słyszysz jak ja, że dźwignia gospodarki zaczyna warczeć w dziwny sposób; majstrowie uśmiechają się wyniośle do ciebie, ale w ich sercach czai się śmierć. Mówią ci, że dopasowują aparat do stosunków, ale widzisz, że mogą już tylko dostosować siebie do aparatu, dopóki on na to pozwala.
Martin Buber, Ja i Ty. Wybór pism filozoficznych

 

Chcemy wierzyć, że te słowa uczonego z poprzedniej epoki dotyczą minionego już XX wieku, a nie dzisiejszej rzeczywistości. Żyjemy w nowym, odbudowanym świecie. Pojawiły się nowe maszyny, państwo, surowce, gospodarka, a także nowi „majstrowie”. Być może nawet „śmierć” czająca się w ich sercach nabrała nowego znaczenia. W Europie upadły systemy totalitarne, przeminął komunizm, przyszedł czas na demokrację i kapitalizm. Czy oznacza to jednak, że w nowym świecie nie ma już „aparatu” i człowieka, który dostosowuje go do nowych „stosunków”? Niniejszy tekst opisuje jeden z przypadków takiego wzajemnego dostosowania się dzięki zjawisku pracy. Dotyczy on producentów mleka[1] i tego, w jaki sposób ich praktyki kulturowe zmieniły się w ostatnich latach pod wpływem zmian technologicznych i organizacji pracy. Wypada przy tym zaznaczyć, że pojęcie „kultura” rozumiem szeroko jako całość praktyk związanych „z tworzeniem tożsamości indywidualnej, lokalnej, grupowej albo z konstruowaniem świata społecznego – tej scenografii, w której toczy się życie codzienne” (Cichocki, Dudek 2014). Niniejszy tekst opisuje sytuację, w której czynniki globalne i ogólnopaństwowe wpływają na różne sposoby na codzienną ludzką egzystencję i sprawczość.

Dziś do relacji człowieka i „aparatu” można odnieść chociażby pojęcie „sprawczości”. Można za jego pomocą opisać to, na ile zewnętrzne okoliczności czy struktury determinują nas, obligują do określonych działań, a na ile działamy aktywnie, swobodnie, indywidualnie (Miller, Woodward 2007). Dopiero jednak, kiedy osadzimy ją w konkretnym czasie i miejscu, możemy zastanawiać się nad faktyczną proporcją tych sił, kształtowaną przez kontekst polityczno-instytucjonalny, materialność i ludzkie zachowania.

 

Kultura konsumpcji

Współczesna kondycja człowieka bywa opisywana przez odniesienie do pojęcia „kultury konsumpcji” (Sassatelli 2007). W tym ujęciu konsumpcja jest nie tyle potrzebą biologiczną czy ekonomiczną, ale zjawiskiem kulturowym, ludzkim sposobem działania, myślenia, wyznaczania priorytetów, jak i budowania tożsamości (Aldridge 2006). Kultura konsumpcji jest związana ze światem towarów, nadawania znaczeń przedmiotom i doświadczeniom, z organizacją społeczną, w ramach której stajemy często jednocześnie w zależności od sytuacji w roli producentów lub konsumentów. Jest to kultura wąskiej specjalizacji i utowarowienia pracy ludzi, w ramach której jako wytwórcy jesteśmy przypisani do konkretnych zestawów działań, a jako konsumenci ciągle zaspokajamy nasze zróżnicowane potrzeby poprzez zakup towarów i usług. System wymiany dóbr zawsze istniał między ludźmi, ale na przestrzeni dziejów przybierał różnorodne formy. Jeśli spojrzymy na obecnie funkcjonujący mechanizm od strony drogi, którą przebywają towary, konsument i producent danego przedmiotu są od siebie oddzieleni pośrednikami, instytucjami i technologiami. Dlatego rzadko kiedy nawiązują się między nimi więzi, a produkt, który przebył długą drogę, zyskuje odmienne znaczenie dla obu stron. Na przykład jabłko zerwane w jednej części świata, kilka dni później ląduje w koszyku kupującego, mieszkającego po drugiej stronie kontynentu. Jednym ze sposobów na zorientowanie się w tym procesie jest prześledzenie drogi, którą owo jabłko przebywa, poznanie zarówno roli wszystkich aktorów zaangażowanych w tym procesie, na drodze pomiędzy drzewem a talerzem konsumenta, jak również relacji między tymi aktorami (Latour 2010). Innym – dokładne przebadanie kontekstu produkcji tego jabłka oraz wpływu czynników ludzkich i technologicznych, które w tym procesie biorą udział.

Takie podejście do badań uwzględnia również materialność, jako element uczestniczący w relacjach, współtworzący to, co Latour nazwał „kolektywem” lub „zbiorowością” (2010), a więc wspólny świat ludzi i rzeczy. Podczas swoich badań obserwowałem zarówno ludzi, jak i maszyny, produkty, konsumpcyjne dobra determinujące ich pracę oraz codzienne zachowania. Na podstawie rozmów z rolnikami z okolic Nowogrodu staram się opisać i zrozumieć to, w jaki sposób uczestniczą oni w „kulturze konsumpcji”, w ramach której sprawczość człowieka realizuje się na wąskim polu wyznaczonych możliwości nabywczych i produkcyjnych. Kontrapunktem dla ukazania ludzkich relacji i motywacji będzie opis otaczającej ich materialność. Wychodząc od pomysłu Roberty Sassatelli, że „przedmioty nigdy nie są jedynie przedmiotami, lecz wraz z nimi przenosi się wiedza” (Sassatelli 2007), rozważam też to, jaką rolę odgrywają w tym układzie technologie rolnicze.

Prowadzenie badań

Rozmawiałem z rolnikami zajmującymi się produkcją mleka w najbliższych okolicach Nowogrodu, zrzeszonych w spółdzielni produkcyjnej Piątnica. Na pytanie inicjujące pierwszą rozmowę, dotyczącego tego, czym się zajmują, odpowiadali: „produkcją mleka”, lub skrótowo: „mlekiem”, „krowami mlecznymi”. Początkowo rozmawiałem z rolnikami, „małymi” „średnimi” i „dużymi”[2]. W połowie badań, kiedy zająłem się wpływem technologii na ich pracę i życie codzienne, skoncentrowałem się na „dużych” i „największych gospodarstwach, w których wyspecjalizowana technologia jest integralną częścią życia i produkcji. Z pewnością nie zwróciłbym uwagi na rolę, jaką odgrywa technologia w tych największych, gdybym nie miał porównania z innymi gospodarstwami, w których więcej zależy od siły i wytrzymałości ciał ludzkich.

Dysproporcje ekonomiczne i społeczne są doskonale uwidocznione w krajobrazie tych okolic[3]. Ich obecność ujawnia się również w kontekście oddawania mleka do punktów skupu. Moi rozmówcy „oddają mleko do Piątnicy”, czyli do mleczarni, która według nich „płaci najwięcej”, a jednocześnie mieści się najbliżej. By dostrzec specyfikę „średnich” i „dużych” rolników, musiałem poznać również tych, którzy „nie oddają [mleka] do Piątnicy” i od momentu likwidacji istniejącej wcześniej alternatywnej sieci skupu mleka, wożą mleko w bańkach samochodami do miejscowości oddalonej o kilkanaście kilometrów od ich domostw. Są to właściciele nielicznych w tym regionie gospodarstw, w których mleko nie stanowi podstawowego źródła dochodu. Czasy, kiedy rolnicy łączyli kilka dziedzin gospodarowania, odchodzą w niepamięć wraz ze wspomnieniami najstarszych mieszkańców:

(…) źle ten rząd rządzi. (…)  taki gospodarz ma pięć krów, czy dziesięć, powinien być punkt tak, jak był. Ten chłop te mleko zaniósł i miał co miesiąc grosz. A teraz te małe nie mają żadnego lądu. Bo gdzie to mleko by sprzedawał, jak by te krowy chował. Zje, wypije? A tak, jak u nas się chowa, to cielaki przyjął. Ni ma krowy, to nie będzie cielaka. Cielaka kupić – to też trzeba za niego zapłacić. To jest taka robota.

W dyskursie ekonomicznym opisującym współczesną gospodarkę czy w języku programów unijnych pojęcie „wsie” zostało zastąpione przez termin „obszary rolnicze” a „rolnicy” czy „gospodarze” przez terminy „producenci” i „wytwórcy”. Specjalizacja, czyli w tym przypadku nastawienie na intensywną produkcję mleka, łączy jednostkę z aparatem biurokratycznym, mechanizmem kredytowym i relacją wymiany opartą na umowie z danym przedsiębiorstwem, czyli mleczarnią. Funkcjonowanie takich stabilnych układów sprawia, że gospodarze mają namiastkę posiadania „stałej pracy”, która daje im poczucie bezpieczeństwa. Z jednej strony rozmówcy rozumieją to pojęcie w odniesieniu do poprzedniego „wiejskiego” porządku, związanego ze stałym wysiłkiem przebiegającym w rytmie cyklów biologicznych. Pojawia się tutaj jednak kolejna warstwa znaczeniowa, ponieważ „producent” zobowiązuje się do produkcji jednego surowca, kosztem działania na rzecz względnej samowystarczalności, wiążącej się z wytwarzaniem różnorodnych dóbr na własny użytek. Stała praca wiąże się więc z wyspecjalizowanym zatrudnieniem zorientowanym na udział w rynku, a nie z doglądaniem dobytku.

Nie wiem, czy zauważyliście to, ale jak ktoś coś tam ma i chowa, to czy te krowy – bo świnie, to może tak niekoniecznie, co? – głównie te krowy, to on jest zadłużony po uszy, bo to jest taka sytuacja, że gdyby na przykład w tej chwili obcięli nam to mleko, nie, o trzydzieści groszy wystarczy, nie, na litrze – no to, to już po wszystkich rolnikach. I teraz tak wszędzie.

Dobytek nie jest już związany z zabezpieczeniem i zapewnianiem egzystencji, a z zespolonym w zbiorowości sposobem podjęcia rywalizacji i uczestnictwa w społeczeństwie opartym na konsumpcji i produkcji.

W tym kontekście lokalny skup mleka i prosta technologia dowożenia bańki z mlekiem są przykładem na jedne z ostatnich przejawów elastyczności pracy gospodarza, a zamknięcie punktu skupu oznacza zawężenie pola możliwości działania. Wraz ze specjalizacją pojawia się szeroka oferta nowych możliwości, ale zgodna już z systemem „kultury konsumpcji”.

To, co bezsprzecznie łączy „dużych” wytwórców mleka z okolic Nowogrodu, to konieczność oddawania mleka do Piątnicy i obowiązek codziennego dojenia krów rano i wieczorem[4], dbania o to, by produkcja mleka nie spadała poniżej ustalonego minimum oraz by jednocześnie nie przekraczała maksimum określonego w umowie. Ponadto muszą oni przestrzegać wszystkich przepisów dotyczących produkcji zgodnie z wytycznymi unijnymi. Krowy największych gospodarzy całe życie spędzają w zautomatyzowanych oborach, wzniesionych i wyposażonych za gigantyczne pieniądze. Dla porównania „średni” gospodarze wciąż, chociaż coraz rzadziej, praktykują wypas. Dojenie wykonywane jest wspólnie przez członków gospodarstwa, zazwyczaj męża i żonę. Prawie wszyscy spłacają kredyty zaciągnięte na sprzęt rolniczy lub oborę.

W związku z koniecznością obsługi większej liczby zwierząt w wypadku „największych” gospodarstw odgrywa technologia proporcjonalnie większą rolę. Niemalże wszyscy rolnicy, z którymi rozmawiałem, posiadali duże umiejętności manualne i techniczne, ale również, potocznie mówiąc, pasjonowali się mechaniką i technologią. Ze swadą opowiadali o różnicach pomiędzy poszczególnymi modelami traktorów, samochodów czy innych wyspecjalizowanych maszyn rolniczych. Poza tym w chwilach wyrywanych z rutyny codziennej pracy bardzo często zajmowali się obsługą nowych lub zabytkowych maszyn. Jeden z rolników „ożywił” na przykład kilkudziesięcioletni traktor, używany w gospodarstwie na tyle rzadko, że nie można tego działania uzasadnić pragmatyczną organizacją pracy.

 

Środowisko pracy i egzystencji

Wyobraźmy sobie, że wchodzimy do nowoczesnej obory w podnowogrodzkiej wsi. Na olbrzymiej powierzchni mieści się około sto pięćdziesiąt zwierząt. Mniej więcej połowę stanowią krowy dojne, reszta to cielaki i jałówki. Gdybyśmy należeli do ludzi dobrze poinformowanych, wiedzielibyśmy, że krowy dojne całe swoje mniej więcej czteroletnie życie spędzają w oborze. Dobiega ono końca z chwilą, gdy ich zdolność „produkcji” mleka zaczyna spadać: sprzedaje się je wówczas do rzeźni.

Oglądając oborę, prędko zauważymy, że nie ma tu śladu siana czy świeżej trawy: wszystko podporządkowane jest „technologii żywienia”. Z kiszonki z kukurydzy i pasz treściwych paszowóz mieli i przygotowuje odpowiednio zbilansowany pokarm dla krów.

Rolnik z okolic Nowogrodu we wnętrzu jednego z narzędzi służącego do rozdrabniania paszy. Ze względu na wymagający stałej i regularnej pracy tryb życia tzw. rolników mlecznych, są oni grupą, która mimo niekiedy wysokich zarobków, pozbawioną możliwości w klasycznie pojętym uczestnictwie w kulturze. Realizują jednak kulturowe poczucie sprawczości i uczestnictwa w społeczeństwie poprzez oparty na rodzinie podział pracy w gospodarstwie, zainteresowanie nowymi technologiami (i jeśli pozwala na to stan finansowo-kredytowy – nabywaniu ich) oraz udział w spółdzielniach mleczarskich.

Rolnik z okolic Nowogrodu we wnętrzu jednego z narzędzi służącego do rozdrabniania paszy. Ze względu na wymagający stałej i regularnej pracy tryb życia tzw. rolników mlecznych, są oni grupą, która mimo niekiedy wysokich zarobków, pozbawioną możliwości w klasycznie pojętym uczestnictwie w kulturze. Realizują jednak kulturowe poczucie sprawczości i uczestnictwa w społeczeństwie poprzez oparty na rodzinie podział pracy w gospodarstwie, zainteresowanie nowymi technologiami (i jeśli pozwala na to stan finansowo-kredytowy – nabywaniu ich) oraz udział w spółdzielniach mleczarskich.

Jeśli jest to odpowiednio wyposażona obora, możemy zaobserwować krowy chodzące swobodnie, jednak tylko w ściśle wyznaczonych rewirach. W celu zmniejszenia zwyrodnień stawów i możliwości obtarć, na betonie rozesłane są specjalne gumowe maty.

Krowy nieustannie jedzą i wydalają, a stały kontakt z wilgotnym podłożem bardzo źle wpływa na ich racice, dlatego niezbędne jest ciągłe sprzątanie. W najbogatszych gospodarstwach problem ten rozwiązany jest przez wdrożenie systemu wykorzystującego sprzątające roboty lub automatyczne ściągacze ekskrementów wbudowanych w podłogę w połączeniu z legowiskami ściółkowymi. W dużych gospodarstwach istnieją też maszyny, uruchamiane przez same krowy, czochradła, które wyglądają jak szczotki z myjni samochodowej. Zawieszone są na wysokości grzbietu zwierzęcia i zaczynają się obracać w momencie, gdy krowa pod nie podejdzie i zacznie je szturchać. Technologie są więc zaangażowane na ogromną skalę i bez nich nie może się obejść.

Więcej typowo etnograficznego wysiłku wymaga rozpoznanie organizacji pracy w gospodarskich rodzinach. Podczas badań mogłem zaobserwować rodzinę, w której w pracę w oborze, na polu i we wspólnym domu zaangażowani są żona, rodzice i bracia gospodarza. W innym gospodarstwie pracowały również osoby z zewnątrz, ponieważ żona i dziadkowie zajmowali się domem i dziećmi. Gospodarzowi pomagali w oborze dwaj pracownicy z sąsiedniej wsi zatrudnieni na stałe. Praca na różne sposoby przenika się więc ze sferą domową, często silnie wiąże codzienne życie kilku rodzin.

Czego wymaga od „dużych” gospodarzy taki rodzaj pracy? Jak zauważyłem wcześniej, jest ona czasowo i energetycznie bardzo angażująca. Konieczna jest na przykład codzienna obserwacja zmian funkcjonowania zwierząt, maszyn i roślin. Praca czysto fizyczna z reguły wykonywana jest za pomocą maszyn. Gospodarz doi za pomocą dojarki, w sypaniu paszy pomaga mu paszowóz, w uprzątaniu węże i karczery, a w pracy w polu – ciągniki, kombajny, belarki i wiele innych urządzeń. Wszystko musi działać jak w zegarku, by właściciel mógł sprostać oczekiwaniom spółdzielni mleczarskiej i spłacać raty kredytu w określonych terminach. Rolnik w tym stosunkowo nowym układzie jest w coraz większym stopniu strategiem i wykonawcą zamierzeń zaplanowanych przez specjalistów. Jeśli chce pozostać wiernym priorytetowi wydajności i opłacalności, a nie chce korzystać z wiedzy płatnych specjalistów (na przykład doradców żywieniowych), musi samodzielnie posiąść wiedzę fachową. Jego uwaga i zaangażowanie wciąż są niezbędne, jednak im większe gospodarstwo tym paradoksalnie mniej wkłada się w nie wysiłku fizycznego, natomiast coraz więcej czasu zabierają zadania biurowe i obsługa maszyn. Nie zmienia to faktu, że życie codzienne jest skoncentrowane przede wszystkim na pracy i jeśli interesuje nas konsumpcja kulturowa, musimy dostrzec ją wewnątrz gospodarstwa, a nie poza nim.

 

Kredyty i bycie na swoim

Przykładu na to, że możliwe jest częściowe złamanie zasad żelaznej logiki opłacalności, dostarczył rolnik w wieku przedemerytalnym prowadzący „średnie” gospodarstwo. Jako pasjonat maszyn rolniczych postanowił zaciągnąć olbrzymi kredyt na ciągnik najwyższej klasy, nie mając przy tym planów powiększenia gospodarstwa. Można więc przypuszczać, że oprócz racjonalnej kalkulacji na decyzję kredytu miały wpływ takie czynniki jak chęć spełnienia marzeń, związanych przede wszystkim z dążeniem do „bycia na swoim” czy zdobycia uznania w oczach sąsiadów.

No wszystko jest na hipotece, dom, pole, wszystko jest. To, co mam, wszystko jest na hipotece. (…) No trza odważyć się, odważyć, trza ryzykować w życiu. Dopóki człowiek ma te dwadzieścia lat trza ryzykować, jak będzie miał sto lat, to już nie zaryzykuje. (…) Tak to dzisiaj jest, nic nie poradzimy na to. Bez dopłat, bez tego wszystkiego, to nikt by nic nie zrobił dzisiej. Dzisiej każdy na tym jedzie, każdy rolnik, który ryzykuje, to cuś osiągo, cuś robi i musi robić. Kto nie bydzie ryzykowoł, to zostanie przy koniku, przy trzydziestce i…

Motorem napędzającym człowieka kultury konsumpcji jest ciągłe kupowanie. Wiąże się to z poczuciem ciągłego niedoboru. Ważny jest przy tym system kredytów, który warunkuje działania zarówno rolników jako producentów, jak i nabywców.

Teraz jest tak, no kręci się, fajnie, jeszcze jak tam ktoś nie jest aż tak superzadłużony, ale nie znam nikogo w naszej okolicy, kto na przykład chowa krowy i nie ma, nie jest tak o, to już nawet nie wiem, czy to jego dzieci jeszcze nie będą spłacać tych kredytów.

Większość rozmówców spłaca kredyt lub właśnie próbuje zaciągnąć. To, że mało kto jest na swoim, powtarzano w wielu wywiadach, ale są i tacy, co tyle tego ponabierali, że nie ma szans…. Wspominano o przypadkach samobójstw w związku z niemożnością spłaty kredytu i bankructwem. Drugim, po utrzymywaniu stanu niedoboru, motorem konsumpcji jest pozorowanie obfitości. Ten mechanizm gwarantuje ilość i dostępność produktów, co niekoniecznie wiąże się z jednoczesnym zapewnieniem ich wysokiej jakości. Cechuje ona jedynie te technologie, które są najważniejsze dla utrzymania obecnego stanu rzeczy lub produkty napędzające konkurencję. Zaawansowana technologia pełni na polu rolnictwa różne funkcje. Ci, którzy zdecydowali się na zaciągnięcie kredytu i zainwestowanie w nią, mówią, że trza odważyć się (…) ryzykować w życiu. Zafascynowani chwalą się możliwościami i wydajnością swoich maszyn taką jak w najlepszym samochodzie. Z kolei ci, którzy nie wykonali tego kroku, łapią się za głowy i mówią, że nie widzą na razie tego u siebie, bo kosmiczne kasy trzeba wydać. A skąd to wziąć? Teraz żeby to ten, a noga się poślizgnie i co? Choć moi rozmówcy prezentowali różne postawy wobec zaawansowanych technologii rolniczych, to zarazem wydają się one odzwierciedlać zmieniające się tożsamości i sposoby pracy.

Specjalizacja kreuje zupełnie nowy świat doświadczeń i relacji międzyludzkich. W kulturze konsumpcji, o której pisała Sassatelli (2007), człowiek żyje w przeświadczeniu ciągłego deficytu i konieczności dorównywania do nowych standardów. Musi zarabiać na ofertę, co zwykle oznacza konieczność zaciągnięcia wieloletniego kredytu.

Czy jednak wszystko zostało zaprojektowane przez systemy kredytowe, a rolnicy uzyskali zupełnie nową tożsamość w wyniku tych globalnych działań? W sformułowaniu „bycie na swoim” kryje się sugestia, że owa tożsamość kulturowa bazuje na stałej podstawie. Tą podstawą jest gospodarstwo rozumiane jako całość jednocześnie ekonomiczna, materialna i rodzinna. „Bycie na swoim” dla moich rozmówców przedstawiało najwyższą wartość i ideał, który w dobie kredytów wymagał pewnych kompromisów. To właśnie te kompromisy, ale także kontrole norm i jakości, ingerujące w niezależność gospodarstw, zdawały się główną przyczyną bolączek moich rozmówców. W tym być może kryje się największy paradoks opisywanej sytuacji – by wzmocnić swoją własność i społeczną tożsamość moi rozmówcy decydowali się na kredyty, które z kolei kwestionowały w pewnej sferze „bycie na swoim”.

Jako podsumowanie tych rozważań pragnę wskazać bliski mi kierunek myślenia o skutku i przyczynie, który uznaje, że poprzez indywidualne i zbiorowe sposoby działania współtworzymy otaczającą nas rzeczywistość. Pozwala to więc przypuszczać, że zmiany, które zachodzą w sposobach pracy i kulturowych tożsamościach rolników z okolic Nowogrodu, łączą się w pewien sposób z naszymi doświadczeniami  jako współuczestników kultury konsumpcji. Sassatelli, wskazując na genezę konsumpcjonizmu, cofa się do czasów odkryć geograficznych i czasów kolonialnych, kiedy to do Europy zaczęły napływać nowe dobra uzyskiwane kosztem podbitych ludów (2007). Europejczycy uzależnili politycznie i gospodarczo większość globu. Współcześnie rządy krajów europejskich rozwijają podobne strategie wobec własnych obywateli. Niegdysiejsze kolonialne teorie rozwoju, które wywyższają jednych ponad drugich, promują osiąganie celów kosztem godnego życia innych, kształtują systemy uzależnień i zadłużania przypominają wiele aspektów życia mlecznych rolników z okolic Nowogrodu. Można niestety przypuszczać, że niektóre z relacji pomiędzy kulturą oddolną a odgórną mogą przybierać formę żerowania tej pierwszej na zanikającej lokalności. Ta konstatacja pozwala nam zauważyć nie tyle dialog i rozwój społeczny, co raczej zagrożoną kondycję człowieka (Buber 1992).

 

Bibliografia:

Aldridge, Alan

2006  Konsumpcja, Warszawa: Wydawnictwo Sic!.

Buber, Martin

1992 Ja i Ty. Wybór pism filozoficznych, Wybór, przekład i wstęp Jan Doktór. Warszawa: Instytut Wydawniczy Pax.

Dudek, Karolina

2014  Oddolność i rzeczy. Z Piotrem Cichockim o badaniach terenowych rozmawia Karolina J. Dudek, dostępne pod adresem: http://kulturaoddolna.pl/oddolnosc-i-rzeczy/ .

Miller, Daniel, Woodward, Sarah

2007 Manifesto for a study of denim, w: Social Anthropology/Anthropologie Sociale, nr 15.

Latour, Bruno

2010 Splatając na nowo to, co społeczne. Wprowadzenie do teorii aktora-sieci, Wstęp Krzysztof Abriszewski, przeł. Aleksandra Derra i Krzysztof Abriszewski. Kraków: Universitas.

Sassatelli, Roberta

2007 Consumer culture. History, theory and politics, Los Angeles: Sage Publications.

[1] Nie mam bowiem przekonania, czy określenie „rolnicy” byłoby w pełni trafne.

[2] Określenia te odnoszą się przede wszystkim do pogłowia bydła oraz ilości produkowanego mleka, a tym samym do wielkości budżetu i poziomu zaawansowania technologicznego gospodarstwa. Są to pojęcia typu „emic”, za pomocą których rozmówcy opisywali zróżnicowanie ekonomiczne i społeczne.

[3] Wsie z okolic Nowogrodu w przeważającej mierze zamieszkuje ludność wywodząca się od wolnej, chociaż drobnej i parającej się rolnictwem, szlachty. Oznacza to, że od pokoleń byli to ludzie posiadający własną ziemię, pracujący na niej na własny rachunek, których kapitał ekonomiczny był jednak silnie zróżnicowany.

[4] Ta pozornie banalna konstatacja implikuje fakt, że w ich przypadku nie ma mowy o wieczornych aktywnościach kulturowych, takich jak wyjazdy do kina czy teatru do pobliskiej Łomży, wycieczkach, wakacjach i podobnych związanych z czasem wolnym aktywności. Stały rytm pracy i metabolizmu zwierząt oznacza brak „czasu wolnego”.

Autor:

Redakcja naukowa i merytoryczna:

dr Piotr Cichocki

Redakcja językowa, korekta:

Karolina Dudek, Sławomir Sikora

Redakcja techniczna:

Karolina Dudek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × four =