Opowieść o dwóch rzeźbiarzach z Chudka i ich służbie społeczności lokalnej

Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Katarzyna Waszczyńska

Opowieść o dwóch rzeźbiarzach z Chudka i ich służbie społeczności lokalnej

To też jest ciekawe, że jedno drewno jest spalone, a wiele drew zachowało się w rzeźbie i są podziwiane. Jak ludzie mają szczęście, czy zwierzęta, to i drewno ma szczęście.
Kazimierz Nurczyk

 

Na stronie internetowej Urzędu gminy Kadzidło[1], w zakładce „Kultura”, znajduje się wątek zatytułowany: „Twórcy ludowi i artyści z terenu gminy Kadzidło”[2]. [3] Jest to spis, w którym obok imienia i nazwiska, umieszczono zdjęcie danej osoby (w większości w stroju regionalnym – kurpiowskim), jej dane teleadresowe, krótką charakterystykę twórczości/specjalności oraz dokumentację (fotograficzną, a czasem również filmową) dzieł. W sumie znalazło się tu pięćdziesięcioro ośmioro twórców i artystów. Wśród nich sześcioro zajmuje się rzeźbą, a są to: Bogumiła i Stanisław Bacławcy z Czarni Kadzidlańskiej, Stanisław Dawid i Kazimierz Nurczyk z Chudka, Andrzej Staśkiewicz z Kadzidła oraz Stanisław Szurnicki z Ostrołęki. Wnikliwy obserwator dostrzeże, że poza panem Staśkiewiczem, rzeźbiarze nie prezentują się w stroju kurpiowskim. Czy to przypadek, czy świadome działanie, którego celem jest odróżnienie twórców ludowych (zresztą w większości należących do Stowarzyszenia Twórców Ludowych) od artystów (zgodnie zresztą z tytułem wątku)? Gdyby tak było, to autorzy spisu włączyliby się w toczone dyskusje na temat sztuki ludowej i jej charakteru formalno-treściowego (m.in. por. Kasprzyk br), a także relacji sztuki z twórczością i rzemiosłem (m.in. por. Robotycki 1998, 2013). Jak by nie było, to obecność rzeźbiarzy, wśród twórców i artystów reprezentujących gminę Kadzidło, dowodzi, że rzeźba jest obecna w plastyce Kurpiowszczyzny, choć trudno stwierdzić czy zajmuje w niej pozycję „bardzo istotną” (Olędzki: 1964: 135), czy „ważną” (Kielak 1984: 22). Z pewnością jednak działalność rzeźbiarzy jest dostrzegalna: poprzez ich prace, które można odnaleźć w krajobrazie Kadzidła i okolicznych miejscowości[4] (notabene wpisują się tym w tradycje kurpiowskiej rzeźby sakralnej, por. m.in. Chętnik 1964, Kielak 1984, Olędzki 1964, 1971, Piwocki 1981), czy też podczas Warsztatów etnograficznych „Ginące Zawody”, organizowanych corocznie w Zagrodzie Kurpiowskiej w Kadzidle lub w czasie imprez folklorystycznych[5] i towarzyszących im straganom z wyrobami regionalnymi.

Adam Chętnik przekonywał, że na Kurpiowszyźnie „rzeźbiarze ludowi znajdują się w różnych wioskach” (1964: 118). Wśród nich z pewnością można wymienić Chudek – wieś z gminy Kadzidło[6]. Zamieszkuje tu dwóch rzeźbiarzy: Kazimierz Nurczyk i Stanisław Dawid. Jedna z mieszkanek tak ich scharakteryzowała:

Pan Kazimierz lubi tak pofilozofować […] pan Stanisław to bardzo mądry człowiek. Historie jaką on ma w głowie opanowaną. Zna całą historię Chudka […] On robi rzeźby takie… nie takie artystyczne jak robi Kazimierz, tylko takie zwyczajne, takie typowe, ludowe (2015/M-II/MK, KW/W3).

 

Celem artykułu jest przybliżenie postaci wspomnianych rzeźbiarzy oraz ich twórczości. Ważnym zaś dopełnieniem jest opis, podejmowanych przez nich działań na rzecz społeczności lokalnej.

Kazimierz Nurczyk

  • Rzeźbiarz, malarz, społecznik. Urodził się w 1956 roku w Ełku. Jego rodzice pochodzili z Chudka. Tuż po wojnie wyjechali do Wrocławia, potem Łodzi, wreszcie na Mazury.

    Pan Kazimierz ukończył technikum jako elektryk-automatyk. Pracował na Śląsku, w górnictwie. Po 25 latach pracy przeszedł na emeryturę. Wraz z żoną kupił działkę w Chudku. Decyzję tę tłumaczył: tu są właśnie moje korzenie, są moi dziadowie i tak dalej, gdzieś stąd się wywodzą, a że los chciał jakoś inaczej, to trudno, ale w każdym bądź razie tu wróciłem[7]. Od początku lat dwutysięcznych mieszka w Chudku.

    Za swoją twórczość i działalność społecznikowską został nagrodzony przez: prezesa Związku Kurpiów – „Kurpikiem” (2008), Marszałka województwa mazowieckiego – Medalem Pamiątkowym „Pro Mazovia” (2012), Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury” (2013).

  • Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.


Rozmowa z panem Kazimierzem Nurczykiem odbywała się w domu: salonie oraz w pracowni, a także na podwórku i części ogrodu i sadu. Można powiedzieć, że każde z tych miejsc jest „naznaczone” rzeźbami. I tak, w salonie znajdują się one przede wszystkim na trzech ścianach, choć tylko niewielka ich część jest na nich zawieszona bezpośrednio. Gros jest ustawione na specjalnie przygotowanych półkach, które umożliwiają lepszą ich ekspozycję. Jest to o tyle ważne, że rzeźby pana Nurczyka wyróżniają się przedstawieniami wielopostaciowymi i trójwymiarowymi, a często – ustawione obok siebie – współtworzą dany wątek tematyczny. Ostatnia, czwarta ściana, tzw. okienna, wymagała innej aranżacji, dlatego rzeźby stoją tu na podłodze. Warto zaznaczyć, że przebywając w tym pokoju, nie ma się poczucia przeładowania (horror vacui), ale trudno pozbyć się wrażenia, że sprzęty takie jak: stół, krzesła, kanapa, zegar, lampa czy telewizor są tylko mało znaczącym dopełnieniem, są podporządkowane rzeźbom.

Drugie z pomieszczeń – pracownia rzeźbiarza, znajduje się w części przyziemia domu. Jest to niskie i raczej małe pomieszczenie, do którego wpada niewiele dziennego światła. Wrażenie ograniczonej i „ciasnej” przestrzeni potęguje wielość narzędzi (w tym także tak nowoczesnych jak elektronarzędzia), klejów, lakierów, lakierobejc, klocków drewna, ledwo zaczętych lub niedokończonych rzeźb, a także próbek prac malarskich. Pan Kazimierz podsumowuje: tu jest mój bałagan, tu właśnie tworzę (2015/M-II/MK, KW/W5).

Pracownia pana Kazimierza, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Pracownia pana Kazimierza, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Rzeźby są również wokół domu. Uwagę przykuwają szczególnie dwie z nich, co w dużym stopniu spowodowane jest ich rozmiarem: każda liczy około trzech metrów wysokości. Jedna – nie jest jeszcze skończona. Druga zaś to opowieść o przodkach rzeźbiarza. Centralną postacią jest tu starszy mężczyzna. Od jego pasa w dół dostrzec można cztery twarze. Na najwyższej z nich spoczywa ręka staruszka. Z kolei, jego druga ręka jednocześnie: przygarnia do piersi małą postać, a w dłoni trzymając kij – kostur.

Ten maleńki to ja – komentuje pan Nurczyk – to są moje ciocie, a to jest mój dziadek i on też był rzeźbiarzem. I to jest smutne, że nie ma po nim ani jednej rzeźby (2015/M-II/MK, KW/W5).

Być może dlatego, zapytany o swoje rzeźby Kazimierz Nurczyk, choć wspomina o tych, które są u „obcych ludzi”, to mocno podkreśla, że zbiory w domu stanowią schedę dla następnych pokoleń.

Postać dziadka (ojca mamy) okazuje się ważna. Powodów jest kilka: wspomniany talent, pochodzenie z Chudka, wreszcie charakter społecznika. Dla rzeźbiarza to wzór, a jednocześnie potwierdzenie podobieństwa: ja jestem takim typem jego (2015/M-II/MK, KW/W5).

Swoje uzdolnienia plastyczne odkrywa dosyć wcześnie, bo w wieku 5 lat. Wówczas maluje jeden z pierwszych rysunków – żołnierza. Dzisiaj wraca do malarstwa, bo jak tłumaczy: wiem, że kiedyś się zmęczę, że wysiądą ręce (2015/M-II/MK, KW/W5)[8]. Dlatego szkoli swoją technikę i uczestniczy w plenerach malarskich.

Z kolei, swoje początki rzeźbiarskie, lokuje w połowie lat 80. XX wieku, choć przyznaje, że mogło to być i wcześniej. Przełomowym okazał się jednak pobyt w Indiach, podczas którego obok pracy zawodowej (organizacji kopalni), obserwował m.in. hinduską ulicę. Dostrzegł tam, że:

mnóstwo ludzi siedzi i dłubie, jest potrzeba nagle taka i […] tak poczułem, a może i ja umiem, i potem już poszło… ale to musiało przyjść samo, to jest takie wołanie potrzeba (2015/M-II/MK, KW/W5).

Zaczyna więc rzeźbić: jeszcze w Indiach w drzewie sandałowym, a po powrocie do Polski, w 1987 roku, najpierw w korze (głównie topoli), a potem w drewnie (głównie lipowym, topolowym), choć przyznaje:

Ja bałem się wejść w drewno, mówiąc szczerze, bo to nie takie proste tak się wydaje tylko, ale jest taka potrzeba, nie? No więc tych cięć kilka na początku było naprawdę wiele, ale tym się nie zrażałem […] Na własnych błędach się uczyłem […] nikt mi tej wiedzy po prostu nie dał. […] Człowiek musi doświadczyć sam, musi po prostu od czasu do czasu przegrać, tak już jest, ja myślę w sztuce…(2015/M-II/MK, KW/W5).

Zdobywane przez lata doświadczenie sprawiło, że jego stosunek do drewna zmienił się. Nie ma już lęku przed materią i źle poprowadzonym cięciem, jest zaś przekonanie o władzy nad nimi:

to nie jest tak, że drewno mi pozwala, drewno musi mi ustąpić, to ja pozwalam drewnu pozostać w danym miejscu, ja muszę zrobić takie cięcie, że nie ma możliwości, by zostało. Jeśli ono chce zaistnieć, chce żyć, to musi się poddać, nie ma innego wyjścia (2015/M-II/MK, KW/W5).

Z drugiej jednak strony można dostrzec, że choć to rzeźbiarz decyduje, co powstanie z danego kawałka drewna, to w stosunku do niego powinien kierować się szacunkiem i odpowiedzialnością:

Jak biorę drewno, to ja już wiem z gory, co tam będzie, ja już po prostu wiem, jak je ciąć, wycinać. Bo jak ja podchodzę do drewna i nie wiem, co chcę wyrzeźbić, to nie ma sensu nawet podchodzić, to się mija kompletnie z celem (2015/M-II/MK, KW/W5).

Kazimierz Nurczyk szuka inspiracji dla swojej twórczości w życiu codziennym, w podpatrywanych sytuacjach, w relacjach międzyludzkich (niektóre z nich odnosi do konkretnych osób z kręgu swoich znajomych i przyjaciół, sąsiadów oraz osadza w najbliższej sobie okolicy). Podejmuje refleksję nad człowiekiem i jego cechami charakteru, szczególnie tymi, które świadczą o słabości, jak choćby: pycha, egoizm, materializm. Pojawiają się również wątki związane z wiarą w Boga i moralnością: sumienie, grzeszność, aborcja. Mierzy się także z tematami tzw. dużych kwantyfikatorów jak np.: śmierć, czas, samotność. Tłumaczy, że nie unika tematów smutnych, czy wesołych, na równi też stara się dostrzegać piękno i brzydotę. Wyjaśnia:

Staram się […], by wszystkie moje rzeźby były takim przekazem dla drugiego człowieka, czyli mówią o cierpieniu, mówią o miłości, mówią o jakiś takich powiedzmy wzlotach i upadkach, ja myślę… o dramatach też, o radościach, nie? Mam takie wrażenie przynajmniej, i, i, i mam takie uczucie, że to jest właśnie pokazane… czy się udaje, to już widz ocenia[9].

Rzeźby Kazimierza Nurczyka są, jak już wspominałam wyżej, wielopostaciowe i trójwymiarowe. Czasem jest to kompozycja kilku połączonych ze sobą rzeźb, które jednakże mają wspólną podstawę (choć są i takie nie połączone). Rzeźbiarz nie wycina wszystkiego z jednego kawałka drewna, ale jeśli jest potrzeba dodaje rzeźby, przygotowane osobno, aż do uzyskania oczekiwanego efektu, realizacji danego tematu. Taka technika sprawia, że nierzadko dana rzeźba powstaje przez dłuższy czas. Przykładem może być historia rzeźby, której bohaterką stała się, obserwowana na przystanku autobusowych w Ostrołęce, dziewczyna:

A to jest rzeźba, która […] nie jest skończona, ona będzie skończona kiedyś, ale teraz nie mam jeszcze pomysłu na nią. Stała taka dziewczyna o kulach, taka chora, genetycznie nie wiem, i stała młodzież obok, nie? I naprawdę się z niej wyśmiewali i ja wszedłem w ten dialog […] tej młodzieży, taki ośmieszający ją, no i tak troszeczkę sprawę załagodziłem, ale tak naprawdę doszedłem do wniosku, że to ona jest wielka i to ona będzie tu aniołem, a ich po prostu troszeczkę przydepczę. […] tu będzie Anioł, bo w pierwszej chwili nie widziałem, bo byłem zły i pokazałem tą złość tych młodych ludzi, i nie wiedziałem, jak pokazać tą dziewczynę właśnie, chorą, nie. I tak pół roku temu mówię będzie anioł piękny gdzieś tam z tyłu stał, nie? I powoli się tak do tego zbieram (2015/M-II/MK, KW/W5).

Ukończone rzeźby są malowane lakierem lub lakierobejcą, tak by ochronić je przed działaniem ewentualnych szkodników, ale i czasu (zgodnie z przytaczaną wcześniej chęcią zachowania ich dla przyszłych pokoleń). To sprawia, że nabierają one różnie nasyconych odcieni brązu, choć intencją rzeźbiarza jest, by jak najmniej ingerować w naturalną barwę drewna. W swoich rzeźbiarskich pracach Kazimierz Nurczyk chce bowiem skupiać uwagę odbiorcy na przesłaniu, a nie na kolorze. Temu zadaniu służy także ekspresja rzeźb: wyrazistość twarzy i tych elementów, które mają przemawiać, np. rąk, atrybutów. Uwagę przyciąga wielość detali i nierzadko duża szczegółowość.

  • „Pycha”, fot. K.Waszczyńska, Chudek, 2015.

    „Pycha”, fot. K.Waszczyńska, Chudek, 2015.


  • „Siedem grzechów głównych”, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    „Siedem grzechów głównych”, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.


W odbiorze rzeźb ważną rolę odgrywa sam rzeźbiarz. Co prawda można je oglądać i odczytywać samodzielnie (ułatwieniem niektórych są wyryte tytuły), ale możliwość wysłuchania komentarza-opowieści (nierzadko o charakterze moralizatorskim) autora pozwala wejść w jego świat:

Tu jest Pycha tu brakuje nam jeszcze trzech cierni, w tym jednej białej. Mówi człowiek: „Zobacz Panie Boże, ja taki jestem dobry, wszystko robię”. Taki chwalipięta, a Pan Bóg: „Słuchaj, ty mi wbijasz jeszcze cierń taką białą, to bardzo bolesne”. To jest ta Pycha, nie? […] To jest Siedem Grzechów Głównych. Tu jeszcze taki drut kolczasty przychodzi, nie? Bo to jest łajba, oni płyną [przez życie]. Jest dziewięć symboli, bo jest siedem grzechów głównych, to jest pokusa, to jest sumienie, obcięty ster, bo każdy z nas może korzystać albo z sumienia, albo z pokusy, to jest po prostu wolność nasza (2015/M-II/MK, KW/W5).

  • „Boże Narodzenie”, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    „Boże Narodzenie”, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.


  • „Człowiek”, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    „Człowiek”, fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.


Chrystus bez twarzy, przychodzą święta Bożego Narodzenia jesteśmy bardzo zapatrzeni w mediach, w marketach i tak dalej, czyli konsumpcja. Malutki Chrystusek mówimy, o jaki malutki Chrystusek leży, a tak naprawdę to jest Chrystus bez twarzy, czyli zapominamy o Chrystusie, nie? Zapominamy o tym czymś bardzo ważnym.[…] Temat Człowiek, polega na tym, że dzisiaj koncentrujemy się tylko i wyłącznie na pięknej twarzy, na kimś wykreowanym w mediach, a tak naprawdę jest tak wiele ludzi, gdzieś po prostu skrzywdzonych fizycznie i tego dzisiaj nie widzimy lub nie chcemy widzieć. Choć nie, dzisiaj tak naprawdę pokazujemy powolutku… (2015/M-II/MK, KW/W5).

To tylko cztery przykłady z wielu – każda bowiem z rzeźb ma swoją opowieść. Każda też jest dowodem więzi między dziełem a jego twórcą. Dotyczy to mówienia o rzeźbieniu, rzeźbach, ale też ich ewentualnej sprzedaży. Kazimierz Nurczyk tłumaczy:

może z 600 rzeźb moich jest gdzieś u ludzi, ale zanim one poszły do klienta, to najpierw zrobiłem wywiad nigdy nie zrobiłem krzyża dla kogoś, gdzie nie znałem pochodzenia, nigdy nie wyrzeźbiłem diabła, i go nie wyrzeźbię, bo go nie wyrzeźbię, bo sobie nie zasłużył ja po prostu mam pewne zasady i ja się nie zmienię (2015/M-II/MK, KW/W5).

Podsumowując, można stwierdzić, że dla Kazimierza Nurczyka twórczość, tu przede wszystkim rzeźbienie w drewnie, jest rodzajem misji, którą realizuje (por. Jackowski 1976: 200). Stara się rejestrować rzeczywistość społeczną, w której jednakże najważniejsza jest jednostka – człowiek. Dlatego też jego rzeźby niejednokrotnie mają wydźwięk moralizatorski. Wyrażenie się poprzez rzeźbę jest też dla tego rzeźbiarza sposobem na życie, ale też wpływa na styl tegoż (por. Nosal 2010).

Stanisław Dawid

  • Rzeźbiarz, społecznik. Urodził się w 1933 roku w Chudku. Ukończył siedem klas szkoły powszechnej. Od najmłodszych lat pracował w gospodarstwie, zajmował się także stolarką i snycerstwem, pomagał stawiać domy i kryć dachy. Podjął pracę w PKSie (wówczas: Państwowej Komunikacji Samochodowej). Od 1986 roku jest na emeryturze.

    Za twórczość rzeźbiarską i działania edukacyjne otrzymał nagrodę Wójta gminy Kadzidło (2012), Medal Pamiątkowy „Pro Mazovia” Marszałka województwa mazowieckiego (2016) oraz odznakę honorową „Zasłużony dla Kultury” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2016).

  • Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

 

Inaczej niż w przypadku domostwa Kazimierza Nurczyka, zbliżając się do gospodarstwa i domu pana Stanisława Dawida, trudno stwierdzić, że mieszka tam ktoś, kto rzeźbi. Dopiero zwrócenie uwagi na werandę, znajdującą się od strony podwórka i z dala od ciekawskich spojrzeń, może sugerować, że ktoś z tutejszych mieszkańców może znać się na pracy w i z drewnem. Wyprofilowane sztachetki, wycięte finezyjnie słupy podporowe i poręcze dowodzą umiejętności snycerskich. Dojście do werandy wymaga jednak, jeszcze przejścia przez niską, drewnianą furtkę. Od tego momentu trafia się w bezpośrednią okolicę domu i werandy. Otacza je niewielki ogródek, z krzewami (w tym tujami), a gdzieniegdzie kępami kwiatów. Wnikliwy obserwator w przestrzeni tej dostrzeże coś, co można potraktować jako element „małej architektury ogrodowej”, ale też jako dowód, że trafiło się pod właściwy adres. Gościa witają naturalnych rozmiarów drewniane bociany oraz laski.

  • Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

  • Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Kiedy się patrzy na nie, przypominają się stwierdzenia badaczy Kurpiowszczyzny o popularnych w tym regionie drewnianych „ptakach oraz […] przystrojach sprzętów, głównie […] specjalnie modelowanych zakończeniach lasek pasterskich” (Olędzki 1964: 150), wykonywanych „z jałowca z głowami ptaków, wężów, koników” (Chętnik 1964: 118).

Na werandzie, obok pudełka z rzeźbami siedzi Stanisław Dawid. W pudełku mieści się najbardziej reprezentacyjna grupa rzeźb jego autorstwa, choć jak przyznał: w domu ma jeszcze parę sztuk, ale powtarzają one te z pudełka. Do domu nie wchodzimy. Z prezentacji zawartej na stronie Urzędu gminy Kadzidło, przybliżającej prace rzeźbiarza można wnosić, że jego prace nie są specjalnie (poza momentem robienia zdjęć) eksponowane w przestrzeni mieszkalnej[10]. To, co można zobaczyć, poza pudełkiem, to jedynie wspomniane: bociany, laski znajdujące pod płotem, w podobnej okolicy: rzeźbę krasnoludka stojącego pod grzybem oraz krzyż, zawieszony na jednym ze słupów ganku.

Warto jednak skoncentrować uwagę na pudełku.

Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Skrywało ono bowiem kilka grup rzeźb: postaci ludzkie (związane z regionem, historyczne i postaci boskie), postaci należące do świata zwierzęcego, instrumenty (kołatki) oraz miniatury sprzętów i narzędzi używanych dawniej w wiejskim gospodarstwie domowym, a także młyn/wiatrak.

Stanisław Dawid zaczynał rzeźbić, kiedy jego córki były małe, mniej więcej w latach 50. XX wieku. Wówczas ich marzeniem był pies i kot, więc niewiele myśląc, wykonał je dla nich, wykorzystując do tego drewno i farby. Chciał, żeby były takie jak prawdziwe, choć były zabawkami[11]. Z materiałem, ani narzędziami nie było problemu. Kwestię dostępności materiału na Kurpiowszczyźnie, posiadanie przez jej mieszkańców niezbędnych narzędzi do obróbki drewna oraz koniecznych umiejętności odnotowywało wielu badaczy (m.in. Adamus 1964, Chętnik 1964, Olędzki 1964). Także pan Dawid, opowiadając o swojej młodości, wspominał, że oprócz pracy w gospodarstwie musiał wykonywać i inne prace, w tym te związane z przecieraniem-cięciem kloców drewnianych oraz stolarstwem i dekarstwem:

U nas był taki cieśla Bąk. To z nim chodziłem do budówki przez 5 lat […] ja stolarzem byłem samoukiem. Dużo robiłem i dachy robiłem i w Ostrołęce na dwóch domach, i w Kadzidle, Piaseczni, Kopaczyskach, Obierwi, a reszta tu we wsi (2015/M-II/MK, KW/W12).

Wykonanie zwierząt z drewna nie stanowiło problemu, podobnie zresztą, kiedy trzeba było zrobić baranka do koszyczka wielkanocnego.

Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Oglądając go po latach trudno oprzeć się wrażeniu, że pan Dawid zrobił wierną kopię popularnych wówczas baranków gipsowych. To zresztą jedna z cech rzeźb wykonywanych przez tego rzeźbiarza – realizm i wierność oryginałowi (co przypomina realizację zasady mimesis, Piątkowska 1994: 184,187).

Ostatecznie rzeźbieniem Stanisław Dawid zajął się po przejściu na emeryturę, tłumaczył:

czas był wolny i żeby czas szybciej zszedł to wtedy rzeźbiłem po trosze. […] z 17 lat ja robiłem te rzeźby, ale teraz już nie rzeźbię, bo nie mam, gdzie stawiać (2015/M-II/MK, KW/W12).

Ulubionym materiałem jest drewno:

przecież tyle lasów mamy, tylko że najlepsze oczywiście drewno jest lipowe, a że u nas lipów nie ma, to na przykład krzyż ten jest z sosny. Tak więc sosna, osika, czasem lipa, ale mało lipy. Jak wytniem drzewo na opał, to z tych krótkich bo ja przeważnie małe rzeźby robię, no to z tych opałowych, jak się przyniesie robię (2015/M-II/MK, KW/W12).

Wykorzystywane zaś narzędzia to: dłuto, toporek i scyzoryk.

Przyglądając się wykonanym rzeźbom, przede wszystkim postaciom ludzkim i zwierzęcym, łatwo zauważyć, że najczęściej są to rzeźby około trzydziestu centymetrowe:

łatwiej rzeźbę robić takiej wysokości, niż małą, bo tam to w jakieś uściski, w imadło i toporkiem, dłutem, młotem się wali, czy cóś. A tą, małym dłutkiem się robi, na popych, oczy bardzo trudno jest obrabiać u małych rzeźbów, a u dużych to nic wielkiego, dłutem wokół tego profilu i te oczy bardzo szybko można zrobić (2015/M-II/MK, KW/W12).

Wspomniane przez rzeźbiarza oczy – to także jedna z cech charakterystycznych jego rzeźb. I nie dotyczy to tylko ludzi. Choć prawdą jest, że samo ich wyrzeźbienie nie jest tu wystarczające, a podkreśla je dopiero odpowiednie malowanie (każde ma gałkę i źrenicę, ludzie mają jeszcze domalowane brwi). Generalnie, sylwetki rzeźb są proste o miękkich liniach oraz z zachowaniem niezbędnych szczegółów. Uwagę zwraca też wygładzona powierzchnia rzeźb. Jednak, o ostatecznym charakterze rzeźby oraz realizacji zamierzenia pana Dawida, by jak najbardziej odwzorowała ona oryginał, decyduje malowanie. Wykorzystuje w tym celu bejcę, lakier bezbarwny oraz farby olejne.

Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Wśród rzeźb z opisywanych grup tematycznych jest tylko jedna, która nie została pomalowana – Józef Piłsudski. Rzeźbiarz tłumaczył:

A tu jest Piłsudski, on nie jest malowany, bo widzi pani, tu chodziło tu, byli wszystkie odmalować… raz, to ja w wojsku nie służył, to ja nie wszystkich stopniach się znam, te najpopularniejsze kapral, porucznik do kapitana, to może i znam, ale później to już nie (2015/M-II/MK, KW/W12).

Czasem też, chęć upodobnienia, wykracza poza malowanie i sprawia, że dane fragmenty, elementy rzeźby wykonane są z innego materiału, np. drutu – tak jest w przypadku choćby pazurów ptaków oraz metalu, kamienia – przy miniaturach sprzętów.

Spośród rzeźb postaci warto przyjrzeć się parze Kurpi. Rzeźbiarz poprzez odpowiedni dobór kolorystyki farb oraz dzięki dbałości o detale (m.in. zdobienie gorsetu wystka oraz ubioru głowy panny czółka) odtworzył znany mu strój kurpiowski. W ten sposób utrwala jego wygląd, ale też wpisuje swoje rzeźby w lokalność i kulturę regionalną. Znawcy sztuki: Ksawery Piwocki (1981: 35), a także Aleksander Jackowski (1964: 199) stwierdzali, że sztuka ludowa, a szczególnie rzeźba cechuje się niewielkim zróżnicowaniem regionalnym. Cechy lokalne przejawiają się głównie w preferowaniu określonej tematyki. W przypadku rzeźb Stanisława Dawida, to nie temat, a malowanie rzeźb, choćby wspomnianych Kurpi, pozwala jednoznacznie ich zidentyfikować.

Osobną grupę stanowią miniatury sprzętów wykorzystywanych dawniej w wiejskim gospodarstwie domowym. Wśród nich znalazły się: szlaban, kołyska, żarno, cierlica, międlica, stępa nożna, folusznia, trak[12] itd.

  • Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

  • Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

    Fot. K. Waszczyńska, Chudek, 2015.

Wszystkie wykonane są z dbałością o szczegół, a także o to, by móc pokazać, w jaki sposób działają. I to właśnie działanie, w przypadku tej grupy, stanowi słowo-klucz. To, że są to miniatury, czy swoiste „rekonstrukcje” (przykładem jest tu bor oraz młyn/wiatrak z wychodzącym młynarzem), nie zmienia faktu, że mają dać się uruchomić lub za ich pomocą pokazać, jak wykonywano daną czynności, np. rozciąganie włókien tkaniny. Na zdjęciu powyżej pan Stanisław demonstruje, jak działała stępa nożna. W przypadku tego narzędzia, odwzorował nie tylko stępę, lecz także wyrzeźbił postać kobiety – gospodyni kurpiowskiej (świadczy o tym strój), która ją „uruchamia”. Dzięki temu przekaz jest wyraźniejszy. Idea bowiem, jaka przyświeca rzeźbiarzowi, to zachowanie od zapomnienia wychodzących z użytku sprzętów i narzędzi, które on sam dobrze poznał (z autopsji), a które nie są już znane młodszym pokoleniom. I to właśnie przede wszystkim dla nich je zrobił. Pokazowi poszczególnych sprzętów towarzyszy zwykle opowieść. Co jednak należy podkreślić: jest ona dużo bogatsza w słowa niż ta towarzysząca rzeźbom osób czy ptaków. Tam za rzeźbiarza mówi kształt i kolor, jednoznacznie je identyfikując, tu – to on staje się przewodnikiem po przeszłości, „naocznym jej świadkiem”. Pokazując i uruchamiając je, wyjaśnia działanie, a także – co pozwala wpisać je w lokalność – wymienia ich nazwy kurpiowskie. Przykładowo, taka prezentacja brzmiała następująco:

To ława, po kurpiowsku to się nazywa „zydel”, bo jest obrotowy, bo jak goście, to na tym sypiali kiedyś tak to do siedzenia, a jak goście, to przekładali, żeby nie zsuwała się pościel. Foluśnia do robieniu sukna. […] A to nazywano u nas „koza” to jak u nas kobiety szły na pole, to to lekkie było, to brali na ramię, dziecko brali, płachtę wiązali, poduszkę kładli, no i to chroniło dziecko przed słonkiem, i… cierlica dwurzędowa, międlica do konopi. […] O to jest wałek taki, to kobiety zamiast żelazka, to mokrą bieliznę kładły i wałkowały. I to się nazywało „wałkownica”, a żelazki u nas nazywali „pras”. Podobna do wałkownicy, tylko bez ząbków to kijonka. To stołek był taki długi ława, to kładli bieliznę, czy kalesony mokre i kobieta w to uderzała. To jak sobota, piątek, ale często to sobota, to we wsi tylko klekot tych kijonek słychać było (2015/M-II/MK, KW/W12).

Niejednokrotnie do tej opowieści włączane są wątki historyczne, pan Stanisław znany jest bowiem z tego, że zna całą historię Chudka… tylko oczy przymknie i opowiada (2015/M-II/MK, KW/W3).

Podsumowując, rzeźbienie i rzeźby były dla pan Stanisława Dawida początkowo sposobem na zabicie nudy. Szybko jednak okazało się, że są także sposobem na dokumentowanie odchodzącego świata (np. narzędzia i sprzęty), lokalności i jego regionalnych cech (np. para w stroju kurpiowskim, laski) oraz przedstawicieli fauny (gł. ptaki), które są zagrożone wyginięciem. Dbałość o ich realistyczne przedstawienie, o szczegóły, projekcja przede wszystkim świata znanego i wierność jemu, sprawiają, że twórczość pana Dawida może być potraktowana jako przykład sztuki ludowej (por. Piątkowska 1994: 187). Sam pan Stanisław nie nazywa tak ani swoich rzeźb, ani siebie, skromnie chowając się za stwierdzeniem: ja za stary jestem i na sławie mnie nie zależy (2015/M-II/MK, KW/W12). Inaczej postrzegają inni – jak choćby cytowana na wstępie rozmówczyni, która jasno określa rzeźby pana Dawida jako zwyczajne, takie typowe, ludowe (2015/M-II/MK, KW/W3). Nie jest w tej ocenie odosobniona, bo przecież rzeźbiarz ten znajduje się w spisie „Twórców ludowych i artystów z terenu gminy Kadzidło”. I choć sam nie zakłada stroju kurpiowskiego, to część jego rzeźb jest osadzona w kulturze kurpiowskiej, o co zresztą świadomie zabiegał i co sprawia, że można w tym dostrzec cechy samofolkloryzacji (Klekot 2014: 98).

Porównanie

Analizując powyższe charakterystyki, łatwo można dostrzec, co różni obydwu rzeźbiarzy. Bez wątpienia jest to wybór tematyki prac rzeźbiarskich i ich realizacja, ale przede wszystkim sposób opowiadania, a przez to i opis rzeczywistości. Opowieść Kazimierza Nurczyka koncentruje się wokół relacji międzyludzkich, człowieka i jego cech osobowości, problemów etycznych i moralnych, kategorii uniwersalnych. Mówiąc o nich, tworzy sytuację, która ma je uwidaczniać. Recenzuje przy tym rzeczywistość społeczną i moralizuje. Jego wypowiedzi są rozbudowane i obrazowe. Wykraczają niejednokrotnie poza czas i miejsce, w którym obecnie żyje rzeźbiarz. Nie znaczy to jednak, że nie dostrzega on wydarzeń lokalnych. Również one znalazły swoją prezentację rzeźbiarską, dobrymi przykładami mogą być historia o epidemii cholery w Chudku, wypadek samochodowy w Glebie, wycięcie drzew w Chudku.

Z kolei Stanisław Dawid jest oszczędny w słowach, co w dużym stopniu jest związane z przekonaniem, że wykonane przez niego rzeźby mają mówić same za siebie. Jedynymi z bardziej rozbudowanych opowieści są te poświęcone historii. Opiera się w nich o dobrze sobie znane wątki. Ich źródłem są: jego własne życie i doświadczenia, historie zasłyszane od starszych, ale także to, co przeczytał w książkach historycznych (w tym tych dotyczących Kurpiowszczyzny). To wszystko być może wpłynęło na przekonanie, że jego głównym zadaniem jest „ocalić od zapomnienia” świat, który odchodzi. A to, co głównie dostrzega w tym przemijaniu, to wychodzenie z użytku narzędzi i sprzętów gospodarstwa wiejskiego (bo takie tylko zna). Z drugiej strony jest odbiorcą, ale i uczestnikiem ożywienia regionalnego Kurpiowszczyzny – mieszka tu od urodzenia – stąd też, choć sam nie czuje konieczności uwiarygodniania, kim jest, to poprzez swoje rzeźby o tym opowiada (nieświadomie tym samym wpisuje się we wspomnianą powyżej samofolkloryzację).

 

Obydwu rzeźbiarzy też wiele łączy. To m.in.: wykorzystywanie podobnego materiału (drewna), narzędzi (choć pan Nurczyk czasem korzysta także z pomocy elektronarzędzi), postrzeganie swojej twórczości jako czegoś, co ma być przekazane kolejnym pokoleniom, a także brak podejścia komercyjnego do swoich rzeźb (mimo że jeden i drugi sprzedaje swoje prace, to czynią to niechętnie). Łączy ich również działanie na rzecz społeczności lokalnej – Chudka, ale także Kadzidła i okolic, a w przypadku pana Nurczyka również dalszej. Obydwaj bowiem podejmują się roli animatora i nauczyciela. I tak, pan Kazimierz Nurczyk był inicjatorem zajęć z dziećmi. Prowadził dla nich lekcje języka angielskiego, portugalskiego, uczył malować i rzeźbić. Razem też odkrywali tajemnice teatru. Informacje na ten temat pojawiły się w lokalnej prasie -„Tygodniku Ostrołęckim”, a ich pointą było stwierdzenie:

W Chudku w gm. Kadzidło dzieci się nie nudzą. Pod okiem cioci Eli i wujka Kazika (tak nazywają opiekunów) rozwijają swoje talenty (Modzelewska 2007).

Próbował także udzielać korepetycji z matematyki. W działaniach tych dostrzec można potrzebę dzielenia się własną wiedzą i umiejętnościami, nabytymi poza Chudkiem i Kurpiowszczyzną. Wymienione zajęcia, w proponowanej przez rzeźbiarza formie warsztatowej i regularnej, niestety zostały przerwane. Decyzję o tym podjął pod wpływem nagłaśnianych w mediach przypadków pedofilii[13]. Pracownica biblioteki w Chudku, gdzie odbywały się te warsztaty wyjaśniała:

są ciężkie czasy, że można być posądzonym o pedofilię i Kazik sam… czy może ktoś mu coś powiedział na ten temat, że on zrezygnował. A społecznie to robił, to inaczej jak ktoś pracuje… a on przychodził społecznie, a i te dzieciaczki miał z nimi taki dobry kontakt, szkoda (2015/M-II/MK, KW/W3).

Dzisiaj kontynuuje spotkania z dziećmi i młodzieżą, ale przede wszystkim jako gość zapraszany na cykliczne spotkania z tzw. ciekawą osobą organizowane m.in. przez Gminną Bibliotekę Publiczną z Kadzidła i jej oddziały w Chudku, Dylewie, Wachu. Ogranicza się wówczas do opowieści o sobie, rzeźbieniu i rzeźbach, które pokazuje. Sięga również do swoich doświadczeń śląskich[14]. Współpracuje również jako wolontariusz ze szkołą (Zespołem Szkół im. ks. Jana Twardowskiego) i biblioteką (filią Gminnej Biblioteki Publicznej) w Chudku – małym bajki czytam, albo wymyślam (2015/M-II/MK, KW/W5).

Rezygnacja z regularnych zajęć z dziećmi i młodzieżą nie powstrzymała pana Kazimierza przed podjęciem kolejnej inicjatywy: organizowania czasu wolnego dorosłym. Już zresztą wcześniej starał się „rozruszać” mieszkańców Chudka. Wspominał:

Jak tu przyjechałem, to byli ludzie tacy zamknięci… tylko siedzieć…. mówiąc szczerze, to ja tu rozkręciłem… to koło, to ja założyłem pierwszy i dzisiaj… ja potem się z tego wycofuję, bo nie ma sensu tam dalej chodzić. Bo ja coś zaczynam, coś ruszy i ja się z tego wycofuję. I to na tym polega. I dzisiaj Chudek zaczyna żyć, ale to trzeba było czasu, wytrwałości i spokoju (2015/M-II/MK, KW/W5).

Wymienione w wypowiedzi koło – to obecne Koło Gospodyń Wiejskich[15], które zostało reaktywowane pod wpływem namów pana Kazimierza. Zanim to jednak nastąpiło, organizował spotkania, by pokazać, że wspólne spędzanie czasu może być i przyjemne, i pożyteczne. Głównymi odbiorcami tych propozycji okazały się tylko kobiety. Sytuację tę ocenił krótko: ci mężczyźni, to nie wiem, czego im brakuje, to trzeba przemyśleć (2015/M-II/MK, KW/W5), choć pierwsza propozycja już padła – a może chór męski. Póki co jednak rozmowy trwają.

Przemyślenia wymaga również aktywizacja i zaangażowanie młodych mieszkańców Chudka, chociaż i tutaj jest już wstępny plan, co i jak zrobić:

ja sztukę napisze, taką pod nich, która by ich chwaliła, tą wioskę, żeby pokazać w takim świetle kapitalnym, trzeba by ich kupić, ale mówię, ja to muszę jeszcze przemyśleć (2015/M-II/MK, KW/W5).

Wszystkie podejmowane przez siebie inicjatywy i działania, Kazimierz Nurczyk wpisuje w kontekst zmian społeczności lokalnej, do których się przyczynia:

Kiedy zaczęliśmy tu mieszkać, kiedy powstały pierwsze te moje rzeźby i ta pierwsza wielka, to ludzie patrzyli tam, w obok, nigdy nie patrzyli na rzeźbę. Pierwsze moje spotkania z nimi, ja im tłumaczyłem, co z tego, że ty mi zazdrościsz na przykład czegoś, przecież ja dalej będę rzeźbił, ja dalej będę organizował, ja dalej będę tworzył i tak dalej. Tylko przez to, że ty zazdrościsz, to będziesz bardziej nieszczęśliwy, bo to jest choroba straszna. I tak powoli urabiam i naprawdę dzisiaj uważam, że zrobiłem wiele, bardzo wiele, czyli gdzieś ta zazdrość odchodzi powoli na bok, ale jeszcze jest. Jest to wioska i trzeba się z tym liczyć, jest inna mentalność ludzi, każdy się zna, każdy wie, co kto robi, w mieście jest inaczej. Ja musiałem wejść w tę kulturę […] ta mentalność wiejska jest inna, tu każdy wie o sobie, ten jest lepszy to trzeba go zniszczyć, ale jak mówię, cały czas nad tym pracuję i mniej plotek już jest, mniej obgadywań… Jeszcze rok, dwa lata…(2015/M-II/MK, KW/W5).

W wypowiedzi tej zwraca uwagę krytyczna opinia wyrażona przez pana Kazimierza Nurczyka na temat mieszkańców Chudka, wśród której zdecydował się żyć. Dowodzi ona, że mimo podkreślanych „korzeni stąd”, patrzy on na swoich „ziomków”, jak osoba „z zewnątrz”, ale taka, której minął już pierwszy zachwyt. Nie idealizuje społeczności lokalnej, nie mityzuje Kurpiowszczyzny, dostrzega to, co jest złe i co chciałby zmienić. Kieruje się tu też własnymi doświadczeniami. One też sprawiają, że także sam potrzebuje czasu na przepracowanie „bycia osobą z zewnątrz”. Póki co, wypowiadane deklaracje są niespójne. Raz bowiem deklarował:

na ile jestem Kurpiem, a na ile Ślązakiem, na ile Mazurem, też tak? Myślę, że jest Kurpiem tu są moje korzenie. Tu się urodzili moi rodzice. Mówi się przywłoka.. ale też to nie za bardzo, bo ja się tu nie urodziłem.. trudno powiedzieć, ale na pewno czuje się Kurpiem[16].

Innym zaś razem:

jako Kurp to jeszcze nie, jako Mazur też nie, jako Ślązak też nie, ja jestem takim obywatelem świata (2015/M-II/MK, KW/W5).

Z kolei działania Stanisława Dawida, nie są tak spektakularne i różnorodne jak Kazimierza Nurczyka, ale też – co warto przypomnieć – różni rzeźbiarzy wiek, nie mówiąc o doświadczeniach życiowych. Jednak lata życia w jednej społeczności, w jednym miejscu pozwoliły wypracować dla niego szacunek. Cieszy się autorytetem, a posiadana wiedza historyczna – uznaniem. Mówi się o nim: bardzo mądry człowiek.

Stanisław Dawid swoją uwagę koncentruje przede wszystkim na dzieciach i młodzieży. Podczas spotkań z nimi pokazuje, najczęściej, swoją kolekcję miniaturowych sprzętów i narzędzi używanych w gospodarstwie wiejskim. Wyjaśnia, do czego służyły, prezentuje ich działanie. Opowiada o dawnym życiu w Chudku i na Kurpiowszczyźnie, nierzadko włączając nazewnictwo gwarowe – kurpiowskie. Współpracuje tu ze szkołą i biblioteką w Chudku, a także biblioteką w Kadzidle. Pan Dawid był również jednym ze współorganizatorów Muzeum Kurpiowskiego, założonego w 1998 roku, w Zespole Szkół im. ks. Jana Twardowskiego w Chudku[17]. To wszystko sprawia, że można patrzeć na niego jak na nauczyciela – „przewodnika po przeszłości”, ale też swoistego „strażnika”, choć i po trosze „interpretatora” kultury lokalnej, regionalnej.

Na zakończenie warto raz jeszcze powrócić do wątku artysta-twórca ludowy. I tak: Kazimierz Nurczyk konsekwentnie nazywa siebie artystą, choć też używa określenia „artysta ludowy”, bo jak tłumaczy:

ja jestem zgłoszony jako artysta ludowy. Jestem na stronie Kadziła, ale nie jestem w STL [Stowarzyszenie Twórców Ludowych – wyj. KW]. Ja nie chcę być, bo ja nie chcę im się poddawać, bo oni potem wymagają, bo musisz zrobić to i to, a ja nic nie muszę […] Oni mieli do mnie na początku taką pretensję, że ja nie chcę wejść w ich rzeźbę […] ale ja nie dałem się i dzisiaj mówią na mnie Hasior kurpiowski, czyli pozostałem sobą (2015/M-II/MK, KW/W5).

I pointuje:

Nikt się nie nauczy bycia artystą, to trzeba mieć w sobie, takie coś, bo inaczej, to nie ma sensu (2015/M-II/MK, KW/W5).

Podobnie Stanisław Dawid nie używa w stosunku do siebie określeń takich jak „twórca ludowy”, nie mówiąc już o słowie „artysta”. To miano nadają mu inni, odbiorcy jego prac (m.in. cytowana rozmówczyni oraz autorzy spisu ze strony internetowej Urzędu gminy Kadzidło), zgodnie zresztą ze znanym twierdzeniem: „należy kogoś odkryć jako artystę, aby nim był” (Kasprzyk br). Jednak obejrzenie prac rzeźbiarskich pana Dawida pozwala na dostrzeżenie w nich cech twórczości ludowej – w tym wypadku rzeźby.

 

Kazimierz Nurczyk i Stanisław Dawid to rzeźbiarze, którzy wzajemne uzupełniają się. I to zarówno poprzez swoją twórczość, jak i stosunek do niej, czy też przypisywaną jej rolę. Także ich opowieści się dopełniają: pan Dawid mówi o przeszłości, pan Nurczyk o teraźniejszości, obydwaj zaś czynią to dla przyszłości młodego pokolenia. Z kolei w stosunku do społeczności lokalnej – mieszkańców Chudka, Kadzidła i okolic, wypełniają swoistą „służbę” – są animatorami i nauczycielami, choć każdy na swój, wyjątkowy sposób.

 

Bibliografia:

Adamus Krystyna, Tradycyjna obróbka drewna na Kurpiowszczyźnie, [w:] A. Kutrzeba-Pojnarowa (red.), Kurpie. Puszcza Zielona, t. 2, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków 1964, s. 216-244

Chętnik Adam, Twórczość ludowa Kurpiów w dziedzinie sztuki, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, 1964, t. 18, nr 3-4, s. 107-126.

Jackowski Aleksander, Współczesna rzeźba zwana ludową, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, 1976, t. 30, nr 3-4, s. 199-224.

Kasprzyk Damian, Artysta ludowy i kilka kontekstów współczesności, br.; http://tlzr.muzeum-radom.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=47&Itemid=69, dostęp: 30.12.2015.

Kielak Bernard, Artyści ludowi województwa ostrołęckiego. Katalog, Mazowiecki Ośrodek Badań Naukowych MTK im. Stanisława Herbsta Stacja Naukowa w Ostrołęce, Ostrołęka 1984.

Klekot Ewa, Samofolkloryzacja. Współczesna sztuka ludowa z perspektywy krytyki postkolonialnej, „Kultura Współczesna. Teorie. Intepretacje, Praktyka”, 2014, nr. 1, s. 86-99.

Nosol Przemysław, Style życia a uczestnictwo w kulturze. Pytanie o wzajemne relacje i metodologiczny punkt ciężkości w badaniach stylów życia, „Kultura i Społeczeństwo”, 2010, rok LIV, nr 2, s. 21-36.

Modzelewska Beata, Nuda uciekła z Chudka, „Tygodnik Ostrołęcki”, 27.07.2007, http://www.to.com.pl/wiadomosci/ostroleka/art/6292240,nuda-uciekla-z-chudka,id,t.html, dostęp: 30.12.2015.

Olędzki Jacek, Rzeźba w drewnie z północnej Kurpiowszczyzny, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, 1964, t. 18, nr 3-4, s. 135-158.

Olędzki Jacek, Kultura artystyczna ludności kurpiowskiej, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1971.

Piątkowska Krystyna, Kulturowe reguły sztuki spojrzenie na podstawie badań w środowisku wiejskim, [w:] W. J. Burszta, J. Damrosz, Pożegnanie paradygmatu? Etnologia wobec współczesności. Studia poświęcone pamięci Profesora Józefa Burszty, Instytut Kultury, Warszawa 1994, s. 181-191.

Piwocki Ksawery, Drewno w ludowej rzeźbie figuralnej, [w:] T. Chrzanowski, K. Piwocki, Drewno w polskiej architekturze i rzeźbie ludowej, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1981, s. 33-43.

Robotycki Czesław, Współczesna plastyka ludowa jako konwencja, [w:] C. Robotycki, Nie wszystko jest oczywiste, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1998, s. 110-122,

Robotycki Czesław, Współczesna plastyka ludowa jako konwencja uzupełnienie po latach, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego MCCCXXIX. Prace Etnograficzne”, 2013, tom 41, z. 1, s. 1-13.

 

Netografia:

http://www.kadzidlo.pl/tworcy.htm; dostęp: 2.01.2016.
http://www.kadzidlo.pl/sources/statystyki.pdf, dostęp: 2.01.2016.
Filmu Ewy Mamińskiej i Radosława Żebrowskiego pt. Sumienie jest sterem – mówi Kazimierz Nurczyk. Film został zrealizowany przez Grupę Polskie Media Sp. z o.o. Ostrołęka 2013, a opublikowany na stronie internetowej: http://www.tv.nowaostroleka.pl 5.01.2014 r., dostęp: 2.01.2016.
http://www.kadzidlo.pl/tworcy/nurczyk_kazimierz/nurczyk_kazimierz_film.htm, dostęp: 30.12.2015.
http://www.kadzidlo.pl/2015/spotkanie_z_kazimierzem_nurczykiem_04122015.htm, dostęp: 3.01.2016.
http://www.kadzidlo.pl/tworcy/dawid_stanislaw/dawid_stanislaw/index.html, dostęp: 3.01.2016.
http://zschudek.edupage.org/text7/, dostęp: 3.01.2016.

 

[1] Więcej o stronie www gminy Kadzidło, patrz tekst: E. Nizińskiej pt. Wirtualne życie kulturalne gminy (M-II/C1).

[2] Patrz: http://www.kadzidlo.pl/tworcy.htm; dostęp: 2.01.2016.

[3] Tekst powstał w ramach Modułu-II grantu „Oddolne tworzenie kultury. Wielostanowiskowe studium porównawcze”, realizowanego w latach 2013-2015, a finansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jego podstawę stanowią materiały etnograficzne oraz dokumentacja fotograficzna zebrane podczas badań prowadzonych metodą etnograficzną w gminie Kadzidło. Cytowani w pracy rozmówcy wyrazili pisemną zgodę na wykorzystanie fragmentów ich wypowiedzi oraz fotografowanie. Zgody, jak i materiały znajdują się w archiwum autorki tekstu.

[4] W ostatnich latach, na terenie gminy Kadzidło postawiono wiele kapliczek, krzyży i figur świętych, które są autorstwa lokalnych rzeźbiarzy. Jako przykład można podać figury: św. Rocha, która stanęła w Jazgarce (2012), św. Franciszka – w Todzi (2015), obydwie autorstwa Bogusławy i Stanisława Bacławskich, a także Kapliczkę Matki Boskiej postawioną w Chudku w 2014 roku, autorstwa Kazimierza Nurczyka. Jest on też autorek św. Krzysztofa płaczącego, znajdującego się w Kadzidle.

[5] Więcej na temat imprez folklorystycznych, patrz tekst: M. Kowalskiej pt. Od Wesela Kurpiowskiego do Święta Bursztynu – imprezy kulturalne w gminie Kadzidło (M-II/C5).

[6] Chudek i Kadzidło to w tym samym roku powstały. […] najstarsza część to jest na zachód, na Baranowo. Później były pomiary, uwłaszczenia to było 18… któryś, to potem ludzie pochodzili na te kolonie. No bo tak: huta upadła, młyn upadł, to ludzie musieli się zająć uprawą roli i wtedy wykarczowali część ziemi, to się nazywa Rule (nowa rola), a tam Gościeniec, bo tam główna droga szła BaranowoKopaczyska, Ostrołęka, potem dalej poszli i Rulewek, ale stąd tak, to nie wiem, może dlatego, że po niemiecku wek to precz, bo wtedy Polska musiała być pod zaborem pruskiej, wiec dlatego musieli pójść precz i Rulewek nazwali. Potem znów w 1937 roku to była komasacja w Chudku i znów część domów powróciła do Chudka. […] z ksiąg od księdza wiadomo, że wówczas mieszkało około 180 osób (2015/W-II/MK, KW/W12). Z danych z 2013 roku wynika, że obecnie w Chudku mieszka 665 osób (http://www.kadzidlo.pl/sources/statystyki.pdf, dostęp: 2.01.2016).

[7] Zacytowana wypowiedź pochodzi z filmu Ewy Mamińskiej i Radosława Żebrowskiego pt. Sumienie jest sterem – mówi Kazimierz Nurczyk. Film został zrealizowany przez Grupę Polskie Media Sp. z o.o. Ostrołęka 2013, a opublikowany na stronie internetowej: www.tv.nowaostroleka.pl 5.01.2014 r., dostęp: 2.01.2016.

[8] Patrz też film: http://www.kadzidlo.pl/tworcy/nurczyk_kazimierz/nurczyk_kazimierz_film.htm, dostęp: 30.12.2015.

[9] Fragment wypowiedzi z filmu Ewy Mamińskiej i Radosława Żebrowskiego pt. Sumienie jest sterem – mówi Kazimierz Nurczyk. Film został zrealizowany przez Grupę Polskie Media Sp. z o.o. Ostrołęka 2013, a opublikowany na stronie internetowej: www.tv.nowaostroleka.pl 5.01.2014 r., dostęp: 2.01.2016.

[10] http://www.kadzidlo.pl/tworcy/dawid_stanislaw/dawid_stanislaw/index.html, dostęp: 3.01.2016.

[11] Badacze Kurpiowszczyzny podkreślali niejednokrotnie, że popularne na Kurpiowszczyźnie były właśnie zabawki z drewna, wykonywane w domu (m.in. Chętnik 1964: 118, Olędzki 1964: 150).

[12] Zrobiony przez pana Stanisława Dawida trak – rodzaj piły do przecierania drewna, ma podobnie do innych miniatur, przede wszystkim pokazać „dawne życie” i „dawne zajęcia”. Warto jednak dodać, że „trak” był bardzo często wykonywaną zabawką na Kurpiowszczyźnie (Adamus 1964: 229, Olędzki 1964: 150), co wiązało się z prowadzonymi powszechnie pracami związanymi z lasem/drewnem. Od małego więc chłopcy byli oswajani ze sposobem obróbki drewna, poza tym zabawka ta była ruchoma – trak zawsze bowiem był z traczami trzymającymi piłę, którą można było przesuwać to w górę, to w dół. To wszystko sprawia, że „trak” Stanisława Dawida może zostać potraktowany w kategoriach przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji (wyrobu zabawki, a także wykonywanego zajęcia).

[13] Wątek ten był również obecny i w rozmowach z innymi inicjatorami zajęć dla dzieci, realizowanymi poza szkołą i instytucjami kultury, w ich czasie wolnym. Często, właśnie strach przed pomówieniem sprawiał, że rezygnowano z tych inicjatyw.

[14] Jednym z ostatnich spotkań 2015 roku, było to organizowane przez Gminną Bibliotekę Publiczną w Kadzidle, z okazji Barbórki – pan Kazimierz Nurczyk opowiadał na nim o pracy górnika: http://www.kadzidlo.pl/2015/spotkanie_z_kazimierzem_nurczykiem_04122015.htm, dostęp: 3.01.2016.

[15] Na temat Kół Gospodyń Wiejskich, patrz tekst: K. Waszczyńska, Współczesne Koła Gospodyń Wiejskich – przykład gminy Kadzidło (M-II/C8).

[16] Fragment wypowiedzi z filmu Ewy Mamińskiej i Radosława Żebrowskiego pt. Sumienie jest sterem – mówi Kazimierz Nurczyk. Film został zrealizowany przez Grupę Polskie Media Sp. z o.o. Ostrołęka 2013, a opublikowany na stronie internetowej: www.tv.nowaostroleka.pl 5.01.2014 r., dostęp: 2.01.2016.

[17] http://zschudek.edupage.org/text7/, dostęp: 3.01.2016.

Autorka:

Korekta

Karolina Dudek

Opublikowane przez

Karolina J. Dudek

mm

Absolwentka Szkoły Nauk Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, zarządzania i stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej, etnologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych Instytutu Polonistyki Stosowanej UW. Publikowała m.in. w “Kulturze i Społeczeństwie“, “Kulturze i Edukacji”, “Kulturze – Historii – Globalizacji“ i kilku tomach zbiorowych. Realizowała projekty badawcze w IEiAK UW, IFiS PAN (grant NCN, Preludium) oraz IS UW. Zastępca redaktora naczelnego czasopisma „Stan Rzeczy”. email: poczta@karolinadudek.eu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 − three =