Zarażeni pasją

O zespole Pieśni i Tańca „Wach” z Wachu

Taniec ludowy na Kurpiach. Fot. Ewa Nizińska, Jedna z par Wesela Kurpiowskiego, Kadzidło, 06.2015, Grafika: KJD

Małgorzata Kowalska

Zarażeni pasją – o zespole Pieśni i Tańca „Wach” z Wachu[1]

Tytułowy Wach, to wieś, która leży w gminie Kadzidło w powiecie Ostrołęckim – w regionie Kurpi Puszczy Zielonej. Region ten jest dobrze opisany przez historyków i etnografów[2]. W porównaniu z innymi częściami Mazowsza Kurpie Puszczy Zielonej wyróżniają się nasyceniem twórczości i „sztuki tradycyjnej”. Krzysztof Braun tak pisze o tym regionie:

Współcześnie, liczyć to można od drugiej połowy lat 90., Kurpie Puszczy Zielonej są chyba najbardziej obok Kaszub, aktywnym i ekspansywnym regionem etnograficznym Polski. Prawie wszędzie gdzie odbywają się duże imprezy folklorystyczne, jarmarki, spotkania promocyjne regionów itp., spotykamy kurpiowskie zespoły folklorystyczne (Braun 2010: 318).

Jeżdżąc po Kurpiach, obserwowałam liczne imprezy, w których brały udział miejscowe i przyjezdne zespoły taneczne i śpiewacze. Zespoły te mają możliwość zaprezentowania się miejscowym, ale też poddają swoje umiejętności krytycznej ocenie ekspertów. Do takich imprez należą między innymi: „Kurpiowskie Prezentacje Artystyczne”, które co roku odbywają się w Ostrołęckim Centrum Kultury. Prezentują się tu zespoły śpiewacze, soliści i solistki oraz kapele. Regulaminie Prezentacji ściśle określa, jakie utwory mają znaleźć się w repertuarze oraz konieczność występowania w stroju kurpiowskim (z regionu Kurpi Puszczy Zielonej lub Puszczy Białej). Udział w tej imprezie jest ważny z uwagi na to, że wyłania reprezentację, która następnie promuje region podczas corocznego Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym.

W 2011 roku uczestniczyłam w „Kurpiowskich Prezentacjach Artystycznych” i to, co mnie zaskoczyło, to fakt, że sala kinowa (365 miejsc), w której odbywał się ten przegląd, była wypełniona po brzegi. Widownię zapełniały głównie osoby występujące (artyści byli więc jednocześnie widzami). Jednakże patrząc na te występy, trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że rzeczywiście region kurpiowski jest swoistym „zagłębiem” zespołów folklorystycznych. Każda z gmin powiatu ostrołęckiego posiada przynajmniej jeden taki zespół. Ich spis można znaleźć między innymi na stronie internetowej Związku Kurpiów[3]. Dodatkowo w gminach, działają także grupy śpiewacze, które zrzeszają się przy Kołach Gospodyń Wiejskich, oraz soliści[4].

„Kurpiowskie Prezentacje Artystyczne” 2011 roku prowadził Jerzy Białobrzewski – choreograf, a także instruktor tańców ludowych. W Ostrołęckim Centrum Kultury, w którym pracuje pan Białobrzewski są dwa zespoły folklorystyczne: zespół Pieśni i Tańca „Kurpie”[5] oraz założony i prowadzony przez niego Zespół Tańca Ludowego „Ostrołęka”[6]. Jego przygoda z tańcem ludowym zaczęła się wiele, wiele lat temu:

Byłem członkiem zespołu „Kurpie” i to wszystko jakby przypomniało mi, co będąc pacholęciem, słyszałem na weselach, na tych zabawach, na tym wszystkim i to wciągnęło mnie. Później udało mi się skończyć takie trzyletnie studium choreograficzne, no i wsiąkłem, i z dobrze zapowiadającego się automatyka, stałem się instruktorem folkloru i tak to mniej więcej się zaczęło, i to było trzydzieści, dokładnie trzydzieści lat temu (2013/M-II/MK,EN,KW/W6).

Obecnie pan Jerzy Białobrzewski prowadzi kursy tańca tradycyjnego dla dzieci, dorosłych, emerytów. Szkoli również instruktorów, przyszłych liderów zespołów folklorystycznych. Ucząc ich, przekazuje wiedzę, techniki taneczne, ale przede wszystkim miłość do tańca tradycyjnego:

zespół „Ostrołęka” powstał jako kontynuacja, albo potrzeba zarażania młodych ludzi [podkreślenie – MK]. Ja na przykład teraz w zespole, kiedy mam sto osób, to mam babcię, syna i wnuka. Czyli już są trzy pokolenia w zespole. Tak jak mówiliśmy o tym zarażaniu, no to jest zarażony człowiek, on nie potrafi bez tego i to przechodzi jakby z pokolenia na pokolenie no i jest fajnie (2013/M-II/MK,EN,KW/W6).

Wydaje się, że użyte przez rozmówcę stwierdzenia potrzeba zarażania młodych ludzi jest kluczowe dla jego działalności. Zarażenie, o którym mówi jest czymś pozytywnym, jest formą „daru”, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Zarażeni chcą zarażać innych, ich celem jest bowiem poszerzenie grupy miłośników tradycji, tańców ludowych, w tym kurpiowskich. Wydaje się nawet, że na kursy dla instruktorów, przychodzą osoby, które uległy wcześniejszemu zarażeniu.

Mam też bardzo dużo ze swoich wychowanków instruktorów, tak jak w Olsztynie, w Kortowie[7], jak w Warszawie, i no tak jakby zarażam tym. Czasami nieuleczalnie (śmiech) (2013/M-II/MK,EN,KW/W6).

Uczestnicy zajęć pana Białobrzewskiego są w różnym wieku, ale – jak sam podkreślał – trzeba zaczynać od najmłodszych lat. Wspominał również, że niejednokrotnie jest tak, że członkowie zespołów, których szkolił i uczył miłości do tańca i regionu kurpiowskiego, mają już swoje dzieci. Przyprowadzają je, by – podobnie jak oni – poznały tradycje muzyczne i taneczne Kurpiowszczyzny.

 

W gminie Kadzidło działa Zespół Folklorystyczny „Kurpianka-Cepelia” z Kadzidła. Jest to zespół o długoletniej tradycji (powstał z inicjatywy miejscowego proboszcza – księdza Mieczysława Mieszko[8]) – pierwszy występ odbył się 22 lipca[9] 1947. Duży wpływ na rozwój zespołu miała, powstała w 1950 roku, Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Kurpianka”[10].

Od 1989 roku władze samorządowe stały się odpowiedzialne za kształtowanie wspólnoty lokalnej i regionalnej, także w wymiarze kultury. Zaczęto podkreślać, że

społeczność lokalna, która wykorzystuje swoje własne zasoby, doświadczenia i tradycje staje się twórcą kultury dla siebie. To, co powstało w wyniku procesów społecznych i wspólnoty społecznych doświadczeń, przetwarzane jest w materię kulturową. Poszczególnym elementom kultury nadawane jest określone znaczenie, ustanawiane są nowe wartości, które jednocześnie mają być czytelne dla osób z zewnątrz. Kontynuowanie tradycji możliwe jest przez pełniejsze poznanie własnej kultury i dziedzictwa historycznego regionu, ale głównie przez chęć uczestnictwa w działaniach, które przyczyniają się do poznania, odtwarzania, przypomnienia tychże tradycji (Brzezińska 2014: 151).

W działaniach tych nierzadko wykorzystywano zespoły folklorystyczne, które były z jednej strony miejscem budowania poczucia tożsamości regionalnej, a z drugiej – elementem „marketingu regionalnego” (Brzezińska 2014: 137), pozwalającego na rozwój lokalny i regionalny. Równie ważne stały się inicjatywy oddolne, czego przykładem może być działalność małżeństwa Zdzisława i Laury Bziukiewiczów w założonych przez nich Prywatnym Muzeum Kurpiowskim w Wachu[11]. W ten sposób urzeczywistniło się stwierdzenie:

Model uczestnictwa w kulturze społeczności lokalnej jest związany z ideą lokalizmu. To ludzie sami dla siebie, w wyniku realizacji własnych potrzeb organizują sferę publiczną zgodnie ze swoimi potrzebami i możliwościami (Brzezińska 2014: 151).

W 2012 roku, z inicjatywy państwa Bziukiewiczów i na terenie ich gospodarstwa odbyło się Święto Bursztynu[12]. Jedną z atrakcji był występ Zespołu „Wach”, a jak się potem okazało był on pierwszym występem tego zespołu. Zwróciłam uwagę, że tańczący członkowie zespołu nie mieli kompletnego stroju kurpiowskiego. Strój kobiecy zawierał tylko jego elementy, takie jak: spódnica, biała bluzka, gorset (wystek) i fartuch. Z kolei mężczyźni byli ubrani w czarne spodnie i białe koszule, pod wyłożonym kołnierzykiem mieli drobny element kurpiowskiego stroju męskiego – faforek – czyli zawiązaną czerwoną wstążeczkę.

Zespół Pieśni i Tańca „Wach” podczas występu na Święcie Bursztynu Kurpiowskiego, Wach - Prywatne Muzeum Kurpiowskie, fot. E. Siulborska, 2013.

Zespół Pieśni i Tańca „Wach” podczas występu na Święcie Bursztynu Kurpiowskiego, Wach – Prywatne Muzeum Kurpiowskie, fot. E. Siulborska, 2013.

Od tego występu minęło ponad trzy lata. Zespół ma prawie skompletowany strój kurpiowski, brakuje mu tylko nakryć głowy. Do grupy tanecznej doszła grupa śpiewacza. Z roku na rok mają coraz więcej występów, często też jeżdżą z nimi po Polsce. Członkowie zespołu są w większości rolnikami, wykonują różne prace, a co się z tym wiąże mają niewiele czasu wolnego. A mimo to spotykają się na próbach i jeżdżą na występy. Na początku jednak, nawet sami członkowie zespołu nie wierzyli, że to się może udać:

Najpierw myśleliśmy, że to będzie tylko tak parę spotkań, tak jak u Zdziśka się zaczęło i że to będzie taki zespół jak był poprzednio. Że jak będzie okazja, to będziemy się spotykać, jak nie będzie, to pewnie zaprzestaniemy tej działalności (2014/M-II/MK,KW/W8).

Trzeba tu wyjaśnić, że rozmówczyni wspomniała wcześniejsze próby utworzenia zespołu, które miały miejsce w 1997 roku[13] (2014/M-II/MK,KW/W12). Wówczas, inspiracją do założenia zespołu była inna impreza – „Niedziela w Wachu”. Chodziło o to, żeby mieszkańcy Wachu mogli zaprezentować się przed innymi wsiami. Po tym pierwszym występie, zespół działał krótko, dał parę występów, ale potem się rozpadł. Jedna z rozmówczyń jako przyczynę podała starszy wiek członków i ich problemy zdrowotne (2014/M-II/MK,KW/W12). Kiedy więc ponownie zespół powstawał, wiele osób nie dawało mu szans na przetrwanie:

Wach nie jest zgraną wsią, no nie. Tak że to, że zespół się utrzymuje… dużo osób na pewno nie dawało mu szansy na przetrwanie. […] Duży jest Wach, taki rozwleczony. Duży i taki rozwleczony (2014/M-II/MK, KW/W7).

Tym razem jednak problemem miał być nie wiek członków, ale charakter wsi Wach. Moje obserwacje potwierdzają, że przyczyną braku „zgrania” wsi może być jej nietypowy układ przestrzenny. Wach składa się bowiem z dziewięciu dzielnic[14], które są oddzielone od siebie lasem, polami lub pastwiskami. Osoba przyjezdna, nieznająca specyfiki terenu, może odnieść wrażenie, że każda z jej części jest odrębną wsią. Problemem mieszkańców jest także brak budynku lub choćby sali, w której mieszkańcy mogliby się spotykać. Jedynymi publicznymi miejscami są, obok sklepów (dwóch), kościół i szkoła. Dwa ostatnie są jednak obciążone nakazami i zakazami, wynikającymi z ich specyfiki.

Współczesny zespół folklorystyczny „Wach”, mimo początkowych wątpliwości istnieje, rozwija się i odnosi sukcesy. Co i kto wpływa na ten stan rzeczy? Czym jest zespół dla jego członków? Jaką rolę pełni w ich życiu?

Inicjatywa

Zaczęło się od Zdziśka – mówiła prowadząca zespół „Wach”. Od Zdziśka zaczęły się te pomysły – potwierdziła członkini zespołu (2014/M-II/MK/ZF2). Zdzisiek, to Zdzisław Bziukiewicz[15]. Chcąc, aby miejscowi przyłączyli się do wydarzenia – wspomnianego już Święta Bursztynu – zaprosił do współpracy nauczycieli i uczniów z Zespołu Szkół im. Ks. Jerzego Popiełuszki w Wachu. Zwrócił się więc do Janiny i Ryszarda Kaczyńskich – nauczycieli ze wspomnianej szkoły. Tak o tym wspominali:

Najciekawsze to było, jak Zdzisiek miał mieć tutaj chyba imprezę. Bodajże 15 września, a my się dowiedziałyśmy pierwszego. Zdzisiek poprosił nas, żeby jakąś gromadką ludzi ze wsi – po prostu, żeby się wieś zaprezentowała. No i my tak zaczęliśmy na początku się śmiać. Bo jak można w ciągu dwóch tygodni zebrać, przygotować się, i wystąpić? (2014/M-II/MK/ZF2).

Pomimo, tak krótkiego terminu wyzwanie zostało podjęte i w ciągu dwóch tygodni powstał zespół, który mógł się zaprezentować. Jeden z rozmówców tak ocenił ich początki:

Ten [zespół „Wach”] jest po prostu kurpiowski. To są wszyscy ludzie stamtąd, to są ludzie których ja złapałem na wędkę śmieszną, bo powiedziałem: załóżcie zespół, bo wy jesteście potencjalnie świetnym zespołem. Oczywiście: nie, nie damy rady, i tak dalej. Ale mówię: jak założycie zespół, to sfinansujemy wam wycieczkę na Wileńszczyznę. Oni po dwóch tygodniach mieli już zespół. I zrobili rzecz, której nie zrobił nikt, poza nimi: włączyli panów. I to jest właśnie fenomen. To jest to, co ma w sobie Jasia i Rysiu. Jasia jest mózgiem tego wszystkiego (2015/M-II/MK,KW/W14).

Liderzy

Podczas jednego ze spotkań pani Janina Kaczyńska, prowadząca zespół „Wach”, opowiadała o swojej pasji do regionalizmu, o tańcu, śpiewie, gwarze, stroju kurpiowskim. Określiła się mianem „dziwaczki”:

Czasami uchodzimy za takich dziwaków. Takich miłośników regionalizmu, to nie ma nas dużo wśród nauczycieli (2014/M-II/MK,KW/W8).

Łatwo dostrzec, że podobnie jak zarażanie Jerzego Białorzewskiego, użyte określenie dziwak ma tu wydźwięk też pozytywny: dziwak = miłośnik.

Pani Janina, od 30 lat, stara się łączyć zamiłowanie do regionalizmu z pracą zawodową:

Jak przyszłam do pracy, to pamiętam, że uczyłam w szkole muzyki i miałam klasy młodsze. No i siłą rzeczy, jeśli uczy się muzyki, no to jeżeli się jest w tym regionie, no to trzeba zacząć, wiadomo też i włączyć ten folklor, na przedstawieniach, na choinkach szkolnych. Później organizowałam takie spotkania z twórcami ludowymi, warsztaty – dzieci uczyły się wyszywania, uczyły się robienia kwiatów z bibuły, kierców i tak dalej. No i tak przez lata, przez lata. Najczęściej były to niepłatne zajęcia, bo zwykle takie pozalekcyjne zajęcia nie są płatne dla nauczycieli. I jeżeli ktoś chce, to może je prowadzić, ale można również zarzucić tą działalność. No i tak latami, latami tak się ciągnęło. […] Mąż pracował w sąsiedniej szkole. Jak się przeniósł tutaj, no to wtedy jeszcze łatwiej nam było. No bo mąż już wtedy przeszedł na muzykę, a ja się już zajęłam przedmiotami artystycznymi – jak plastyka. I wszystko co mogliśmy robić, to wiadomo, że robiliśmy wszystko co związane z Kurpiowszczyzną (2014/M-II/MK,KW/W8).

Umiejętności potrzebne do prowadzenia zajęć z tańca regionalnego czy towarzyskiego pani Janina, a także jej mąż – Ryszardem, doskonalili w swoim czasie wolnym. Uczęszczali w tym celu na odpowiednie kursy – w tym też te organizowane przez Jerzego Białobrzewskiego – które finansowali głównie sami. Inaczej było z nauką pisowni gwary kurpiowskiej – pani Janina zgłosiła się na kurs doskonalący dla nauczycieli i została na niego oddelegowana przez dyrekcję szkoły. Oprócz pani Janiny, była jeszcze jedna nauczycielka ze szkoły w Wachu. Obydwie, we wrześniu 2015 roku, odebrały dyplomy potwierdzające ukończenie kursu[16]. W przypadku Zespołu znajomość gwary jest bardzo ważna.

Państwo Kaczyńscy zostali liderami zespołu folklorystycznego „Wach”. Na fakt ten złożyło się wiele czynników: znajomość gwary, pieśni kurpiowskich, tańca regionalnego oraz umiejętność gry na instrumentach (na harmonii pedałowej – pan Ryszard, na tamburynie – pani Janina). Ważną rolę również odgrywa ich doświadczenie pedagogiczne oraz organizacyjne. Przekłada się to na atmosferę, jaką starają się stworzyć członkom zespołu podczas prób:

Rozmówca A: My staramy się, co możliwe robić tak, żeby byli wszyscy zadowoleni. Odpowiednie podejście, odpowiedni sposób traktowania…

Rozmówca B: Oni nawet zauważyli, przyszedł ze dwa razy na próbę taki pan, który na harmonii gra. No i próbował coś im: nie ruszaj się, coś tam – i tak nimi dyrygować, i mówić podniesionym głosem, to już się im nie spodobało, że próbuje nimi rządzić.

Rozmówca A: Ja [nasz sposób pracy] wyniosłem z zespołów takich chałturniczych… po weselach w różnych składach grałem, i wiem, że były różne animozje, ale zawsze mile wspominam taki jeden skład. To była taka atmosfera: wesoło, zawsze śmieliśmy się na każdym weselu, na każdym graniu, na każdej próbie – i właśnie to wyniosłem jako takie doświadczenie. Tak powinno być w każdym składzie. W każdym takim zespole. Dbać o dobrą atmosferę, żeby ludzie byli zadowoleni, żeby byli weseli.

Rozmówca B: I nawet zawsze jak przekazujemy wskazówki, to staramy się to robić tak humorystycznie, żeby oni tego nie odczuwali, że to taki nakaz, że coś tam robię źle, i to się już może komuś się nie podobać. Żartujemy sobie, że jak za blisko stanie to mówimy: a co ty tak do tej swojej żony tak lgniesz. I zupełnie inaczej im dajemy te wskazówki. Jak oni powinni w jakiej odległości stać, czy coś, ileś kroczków, na przykład ktoś tam do przodu – to ja mówię: „No proszę bardzo, ty to do mnie idziesz szybko” – i wtedy on zwalnia ten krok. Ale staram się to robić tak, żeby nie odczuwali tego, że my kierujemy nimi (2015/M-II/MK,KW/W21).

Dobra atmosfera, unikanie sytuacji konfliktowych i odchodzenie od hierarchiczności pozwala na budowanie i wzmacnianie więzi wspólnotowych jej członków.

Członkowie zespołu – doświadczenia z bycia w zespole

Państwo Kaczyńscy rekrutowali członków zespołu spośród mieszkańców Wachu i okolic. Sami jeździli, dzwonili i zachęcali:

XX: Mąż jeździł po wsi z koleżanką, ja dzwoniłam i tak to wyglądało. Od domu do domu, tak wiedzieliśmy, że ludzie, którzy mogliby ewentualnie. Potem tam powiedzmy kogoś żeśmy zwerbowali i wtedy ta osoba nam polecała ze swojej rodziny kogoś, że oni to by tam pewnie tańczyli. A bywało tak, że tak dzwonię do jednego, do drugiego, do trzeciej pary, no albo nie mają czasu, bo najczęściej jest tak, że kobieta chce, a mąż nie. Bo rzadko była taka sytuacja, żeby mąż miał ochotę do tańca, a żona żeby nie. Zwykle te kobiety są takie aktywniejsze. Ale bywały też takie sytuacje, że pytam się „Darek, a może byście zatańczyli”, a może by i zatańczyli, nie? No i tak od razu, po paru sekundach ktoś tam się zgadza, bo inny dawał odpowiedź… Albo była sytuacja, że była już próba pierwsza i dzwonię do kogoś, że mamy próbę i czy by tam nie doszli bo ludzie nam z zespołu powiedzieli , żeby tam jeszcze zadzwonić, a oni mówią: dobra, no to już się szykujemy. I przychodzili, sobie radzili. Było dużo takich par, które sobie przyszły i próbowały, ale nie, no nie wychodziło. Zobaczyły, że jest taka przepaść duża. […] Nawet i po roku, i po półtora roku, i się okazywało, że załamywali się po prostu po pierwszych takich próbach dochodzili do wniosku, że nie nadrobią tych zaległości.

Katarzyna Waszczyńska: Czyli tak, jak gdyby trzeba było zrobić grupę początkującą?

XX: Tak. I taką mamy parę i dla tej jednej pary przyjeżdżamy wcześniej i ją ćwiczymy. Jest to właśnie para początkująca. I jest dużo takich sytuacji, że mamy chętne panie, naprawdę młode dziewczyny, które w wieku od 35 do 40 lat chciałyby bardzo tańczyć, ale mąż jest zagranicą. Jest dużo takich rodzin. Dlatego mamy ograniczony ten wybór.

KW: Jest też problem wtedy z partnerem, ale też z tym, co dalej, prawda?

XX.: Tak. Dla nas lepsza byłaby taka sytuacja, żeby to były małżeństwa. Bo jeżeli gdzieś tam wyjeżdżamy, to nie ma wtedy żadnych plotek, nie ma zazdrości i unikamy wtedy niepotrzebnych rozmów.

KW: Tak, to prawda. Nawet jak są próby to łatwiej…

XX: Jak są próby, to żona widzi, z kim mąż tańczy i jak się zachowuje, i nie ma problemu (2014/M-II/MK,KW/W8).

Oznacza to w praktyce, że do zespołu „Wach” przyjmowane są małżeństwa, wdowcy i wdowy. Takie podejście, umożliwia zapobieganie potencjalnym konfliktom i plotkom. Co nie znaczy, że określone predyspozycje się nie liczą:

R.A: Najpierw pytamy czy umieją tańczyć i śpiewać, bo to jest podstawa. A w ogóle podstawą to jest walczyk, bo jeżeli ktoś nie umie walczyka, no to absolutnie nie poradzi już sobie

R.B: Na trzy. Łatwiej tańczyć jest w metrum parzystym na dwie czwarte, cztery czwarte niż nieparzystym na trzy czwarte

R.A: Poleczki łatwiej, a walczyka jest ciężko. A walczyk jest wtedy potrzebny do wielu tańców, bo ten krok jest wykorzystywany na przykład i w walcu, i w okrąglakach, i w żurawiu (2015/M-II/MK,KW/W21).

Decyzja o przyjęciu kolejnych par do zespołu jest podejmowana w pierwszej kolejności przez samych członków. Są tu brane pod uwagę: stan cywilny, predyspozycje oraz rekomendacja. Z kolei, według prowadzących zespół „Wach”, ważna też jest odpowiednia liczba członków:

Katarzyna Waszczyńska: Czy jest jakaś taka liczba tych par, którą byście chcieli osiągnąć?

Rozmówca A: Za dużo też nie

Rozmówca B.: Nie, nie dobrze jest. To znaczy nie chcielibyśmy, aby ten zespół rozrósł się do nie wiadomo jakich rozmiarów.

R.A.: Sceny są małe, także możliwości są ograniczone, potem nie ma gdzie tych ludzi ulokować na scenie.

R.B: I jeżeli oni ćwiczą, to każdy chciałby się pokazać, tak? Nie chcielibyśmy ich dzielić wtedy. Dobrze, by było te pięć, sześć par – niech na tej scenie się kręci. A druga sprawa, że jak wyjeżdżamy, to łatwiej jest nam transport załatwić, jeśli ich jest dwadzieścia dwoje, niż gdyby było trzydzieści, bo wtedy wziąć jakiś większy transport, więcej zapłacić to wzrastają koszty dwukrotnie (2015/M-II/MK,KW/W21).

Równe traktowanie wszystkich członków zespołu daje możliwość stworzenia dobrej atmosfery. Nie ma lepszych, nie ma gorszych – wszyscy tak samo ciężko pracują i zasługują na wyróżnienie. Odpowiednia liczebność grupy, powoduje też, że zespół ćwiczy razem, nie ma konieczności tworzenia podgrup[17].

Kiedy byłam na jednym z takich spotkań-prób, członkowie zespołu siedzieli w kręgu. Każdy z uczestników miał swój skoroszyt z piosenkami, ale też każdy dostał kartkę ze słowami nowych pieśni, przygotowanych przez panią Janinę. Zaśpiewano piosenkę – jeżeli się nie spodobała, zamieniano ją na inną. Wszystko było wspólnie dyskutowane, omawiane. Później miała miejsce przerwa, czyli część towarzyska spotkania, podczas której jedzono ciasto, pito herbatę i rozmawiano. Po przerwie odbyła się próba tańców. Nie wszyscy jednak tańczyli, osoby starsze siedziały, przyglądały się z boku, rozmawiały, komentowały, a czasem podśpiewywały w rytm granej muzyki (2014/M-II/MK/ZF4).

 

Członkowie zespołu chętnie dzielą się opowieściami o zespole, jego początkach, tańcu:

AA: My to wszystko robimy na dobrą sprawę charytatywnie. Nie robimy tego za pieniądze.

Katarzyna Waszczyńska: Właśnie. Ale też robicie, wydaje mi się…

AA: Z pasją.

KW: No właśnie. Jak byłyśmy na próbie, to nas uderzyło, że to jest taka wielka grupa przyjaciół, rodzinna wręcz.

AA: Bo my się tak po części czujemy […] Ja to tam trafiłam trochę przypadkiem. Bo jak miał powstać ten zespół, zbierała Jasia właśnie do tego zespołu. Ona najpierw zbierała te osoby, które, kiedyś, kiedyś należały do zespołu. Bo już tam jakiś czas temu była grupa, tylko było dużo osób starszych. […] No i tak po drodze po łańcuszku zaczęli tak sobie mniej więcej . Jasia mówi: aby dobrać takie osoby, które by nas nie oszpeciły, a dodały nam uroku. […] No i zaczęli szukać tych młodszych par. Po kolei się pytać. No wtedy ten mój partner powiedział nam. Ja to się zapytam, jak będziesz chciała. A tak, naprawdę, to mi się bardzo to podoba. Ja lubię te tańce kurpiowskie. Mi się bardzo podobały zawsze. Zresztą ta melodia, to wszystko. No i ja się zgodziłam. Bezwarunkowo. Ja tam mówię: dobra mi tam zależy. Będzie się miał człowiek okazję kiedyś spotkać. No i mi tak teraz co jakiś tam czas to mi się samej ciągnie na te próby. […] No i staramy się tak naprawdę, bo ja to staram się chodzić regularnie. Bo jednak jedna próba, dwie, to się dużo traci jak coś nowego wchodzi. Bardzo dużo. Te kroki. To na początku – Boże! Jak myśmy się z siebie śmiali. Padaliśmy ze śmiechu. Nogi nam się plątały jak pijakom. […] No, mi to się podobają takie grupowe spotkania. Człowiek się czuje taki dopełniony. No, moja jest taka opinia, że, bo jednak te domowe obowiązki cię też czasami przytłumią (2014/M-II/MK,KW/W11).

Rozmówczyni ta podkreślała, że zgodziła się na udział w zespole – bezwarunkowo. Mówiła też o odpowiedzialności – pomimo bowiem wielu trudności (praca, rodzina) idzie na próbę, aby nie zawieść innych członków zespołu. Próby i bycie z nimi pozwalają jej oderwać się od codzienności życia i choć na chwilę zapomnieć się w śmiechu, tańcu, rozrywce.

Inna rozmówczyni mówiła o byciu w zespole tak:

BB: A teraz jakoś tak, czy grupa się zebrała taka w podobnym wieku, że na razie to nam się jakoś tak ciągnie, na razie nam się układa. Tylko mówię, pewnie nawet to bierze, że teraz mamy gdzie się spotkać i z kim się spotkać, bo jeszcze, mówię, parę lat temu, zanim poszłam do pracy, no bo Julka się urodziła, wyjeżdżałam, Julka się urodziła, no to ja miałam czas, żeby iść do koleżanki, tutaj do szwagierki. Miałam ten czas. A jak zaczęłam jeździć do pracy, to jeszcze pierwszy rok, to jeszcze jakoś tak. A teraz, to nawet, nie wiem, nie mam gdzie iść tak naprawdę. Bo większość ma gospodarstwa, no nie? Czy o tej porze jakiś tam obrządek mają, to ja bym mogła wyjść. Ale jak one kończą obrządek, to ja idę do pracy. Powiem szczerze, że tak się urwał kontakt, że…

Małgorzata Kowalska: To w sumie próby zespołu są jedynym takim miejscem, że można się tak spotkać…

BB: Tak, tak naprawdę tak. I mówię, czasami jest tak, że już się nie chce, a tam, mówię nie idę, tego… Ale przychodzi ta godzina, no fakt, mówimy, że to jest tak, że ktoś jest, ktoś czeka, no jest człowiek zobligowany, no nie, że nie sama za siebie odpowiadam, no nie, no bo jest pewna grupa ludzi, którzy coś tam robią czy tego, myślę że to taka odpowiedzialność, nie wiem jak to powiedzieć szczerze. [….] Mi się zawsze podobały kontakty z innymi. No fakt, większość z nas to są Wachowiacy. No tam kilka przyjezdnych, no nie. Ale tak to… były różne próby zawiązania czegoś, no nie, tylko mi się zawsze wydawało, że czegoś tam brakowało. A teraz chyba, tak jak mówię, trafiło się, że na pewno jest kontakt. Że chce się z kimś spotykać, no nie. Nie martwić się o to, co ktoś tam powie, czy tam tego, tylko że, jak mówię, jeśli coś rozmawiamy – to wszystko zostaje w naszym gronie (2014/M-II/MK,KW/W7).

Rozmówczyni podkreślała trudności w znalezieniu czasu wolnego, wynikające z charakteru wykonywanej przez nią pracy. Różny czas pracy utrudnia spotkania towarzyskie. Jednak chęć bycia razem, bycia w zespole jest tak silna, że starają się, mimo wszystko, dopasowywać godziny i dni prób. Stąd nie są one stałe, a elastyczne, a o próbach informują się telefonicznie, smsem, czy podczas krótkich, na ulicy, spotkań. Dla cytowanej wyżej rozmówczyni czas spędzony wśród członków zespołu jest formą „terapii”. Jest okresem, w którym każdy może się zrelaksować i odpocząć psychicznie od problemów życia codziennego. Należy przypomnieć, że we wsi nie ma innych możliwości spędzenia wolnego czasu, nie ma tu też świetlicy, a oddział biblioteki z Kadzidła jest zlokalizowany w szkole, działa więc tylko w godzinach lekcji (pracy szkoły).

Jeszcze inna rozmówczyni opowiadała:

CC: Do zespołu przyszliśmy prawie na początku. Bo, zaczęło się, ten zespół i pani Jasia zadzwoniła, czy byśmy nie chcieli. No to na początku to tylko pojechaliśmy popatrzeć, bo nie wiedzieliśmy, jak to będzie nam szło. Wydawało się to takie fajne, a później tak się wciągnęliśmy. I teraz to tak, samo to obcowanie z ludźmi. Już żeśmy tak się zżyli, że praktycznie jak rodzina. Tak że jak dłużej tej próby nie ma, to ciągnie, aż się chce. No i te ćwiczenia, ta nauka sama. To tak człowiek ciekawy. Bo to się wydawało, jak tam człowiek patrzył, jak tam inne zespoły tańczą, czy śpiewały – no śpiewać to nie, ale te tańce – ale te tańczenie, że to takie proste, bo to od nogi do nogi, a to wcale nie było takie proste. Było ciężko. […] Pierwszy nasz występ to był w szkole na choince. Pierwszy taki stres, bo tutaj przed tymi sąsiadami. Przed swoimi to najgorzej chyba, bo tak jak już pojechaliśmy gdzieś dalej, to już obcy ludzie, to już takiego stresu nie było. A najgorsze to tutaj było przed tymi znajomymi osobami. Bo to wiadomo, ktoś popatrzy, a ludzie się z nas śmieją. No, potem, to już tak żeśmy się już, inaczej już idzie. […]

Małgorzata Kowalska: To uczestnictwo w tym zespole, czyli te tańce, śpiewy dają jeszcze pani coś takiego zauważalnego, z czego się pani cieszy?

CC: No, w ogóle tak, że się człowiek oderwie od tej codzienności, że się spotykamy i że tak, no nie wiem, jak to określić. Że człowiek jest zadowolony, że tak się rozerwie, i wraca się, że z ludźmi się pobędzie, że jest tak fajnie (2014/M-II/MK,KW/W10).

Podobnie do poprzednich, cytowanych członków zespołu, rozmówczyni podkreślała, że próby i bycie w zespole dają jej możliwość oderwania się od codziennych problemów. Refleksje te przypominają także opinię Jerzego Białobrzewskiego o jego byciu w zespole „Kurpie”:

Bo zespół to nie były tylko zajęcia, koncerty czy coś tam, ale były spotkania, były jakieś wspólne imprezy robione i to był sposób na życie. Sposób na życie, tak bym to powiedział. Być może górnolotnie to walnąłem, ale poniekąd to był sposób na życie (2013/M-II/MK,EN,KW/W6).

Wszyscy rozmówcy zwracali uwagę na trudności, jakie napotkali w nauce tańca, o wysiłku fizycznym, jaki związany jest z ćwiczeniami. Mówili również o tremie przed występami przed własną widownią. Co jednak najważniejsze podkreślali więzi, jakie łączą Zespół. Można je porównać do więzi rodzinnych. Członkowie Zespołu wspólnie spędzają czas na próbach, występach, ale też spotykają się przy okazji organizowanych ognisk, grilli, czy innych uroczystości, planują wspólne wycieczki i razem wyjeżdżają.

Te występy nam się przeważnie zaczynają w kwietniu, bo w marcu ćwiczymy i kwiecień to już są występy. Bywa, że raz na miesiąc jest występ, a czasami są trzy razy w miesiącu, tak jak ostatnio w te wakacje, to praktycznie nie mieliśmy wolnego. We wrześniu odetchnęliśmy z ulgą, bo daliśmy drugi już z kolei występ we wrześniu i wtedy mieliśmy wolne. No i tak, po Niedzieli Kadzidlańskiej, jak już tam wystąpiliśmy, no to wtedy mówię, że już jako nagrodę dla zespołu, to jedziemy sobie na wycieczkę. Z tym, że wtedy tak część mamy pieniędzy, które zdobędziemy tam z nagród, bo część wiadomo, że musimy na elementy stroju przeznaczyć, ale staram się motywować ludzi, żeby się nie… no jest to dla nich jakiś sposób dowartościowania, ich pracy, ciężkiej, mozolnej, tego potu przelanego tutaj, no i czasu poświęconego, pieniędzy, bo przecież też, oni nie mają sponsorowanych żadnych tych wyjazdów, my musimy to z własnej kieszeni pokrywać. To, jak się tak zdarzy, że pana wójta tam nieraz zachęcę do tego, żeby nam dołożył coś tam, czy zasponsorował chociaż tę podróż, tak jak ostatnio pan wójt zrobił, „pani Jasiu, bo mam taką możliwość, że ktoś tam jest mi winien jeszcze ileś tam kilometrów do przejechania”, no to ja mówię: „O, to my już weźmiemy te kilometry” [śmiech]. Zaraz wzięliśmy i no i tak pojechaliśmy od razu na Mikołajki, do Galindii. Tak że fajnie było, bo mieliśmy rejs statkiem, przez te śluzy z Rucianego do Mikołajek. Pan kapitan był w ogóle zauroczony, bo wzięliśmy w ogóle… zespół śpiewał, tańczył na tym statku. Tak że ludzie, którzy tam byli z Ostrowi, tam z Opola, ze Śląska jakaś tam była grupa, pytali się, kiedy wy będziecie następnym razem, to my też będziemy płynąć [śmiech]. Tak że oni się dobrze bawią, są dobrze zintegrowani.[…] Nie zawsze im mówię, co będzie. Jak pojechaliśmy do Galindii w tym roku, to powiedziałam im, że po prostu będziemy gród Galindów zwiedzać. Wychodzi przewodnik w skórach, zaczyna nas tu ubierać [śmiech], oni momentalnie weszli w jego klimat i pan przewodnik, jak coś tam mówił o chlebie, oni już tam mu śpiewają o wołach, że już orzą ziemie. Idziemy dalej, śpiewają swoje [śmiech]. Przewodnik się tak patrzy na nas. To tak śmiesznie wyglądało, tak się ubawiliśmy wszyscy, bo wybrali wodza najmniejszego w ogóle z nas wszystkich. No i trzeba było wybrać jeszcze konie i wojów na te konie i tak się podobierali, że taki mały takiego dużego wybrał, nie wiedząc w ogóle, co będzie. To taka zabawa była przednia, że naprawdę. Ale się ubawili. Mówią, że nawet taka niedaleka ta wycieczka, ale wcale nie było gorzej niż na Litwie (2014/M-II/MK,KW/W8).

Członkowie zespołu Wach czują się razem bardzo dobrze. W zespole mają przyjaciół, z którymi mogą o wszystkim porozmawiać, powierzyć im swoje tajemnice. Dzięki obecności w zespole małżeństw, unika się sytuacji niezręcznych, jakie mogą pojawiać się podczas wyjazdów na występy czy wycieczki, ale też małżonkowie mają szansę coś zrobić wspólnie, co nie należy do ich życia codziennego (rodzinnego, domowego, czy pracy w gospodarstwie), dzięki czemu mogą pogłębić swoje więzi małżeńskie. Osoby starsze, często już na emeryturze (często wdowy i wdowcy) mają szansę na powrót do życia społecznego, mają z kim się spotkać, porozmawiać. Wyjście na próbę, ale też wspólne wyjazdy, czy występy mobilizują do dbania o swój wygląd, zwłaszcza kobiety (fryzura, makijaż). Wszystko to sprawia, że bycie w zespole jest jak „lek na złe samopoczucie” – oddalające problemy życia codziennego. Wykorzystując metaforę medyczną – są dla siebie jak narkotyk, bez którego nie mogą żyć.

Ważnym wątkiem jest również łącząca ich wspólna pasja, są nią zarażeni – a muzyka, taniec, śpiew z regionu Kurpi Puszczy Zielonej zbliża ich do siebie. Z dumą mówią o sobie, że są Kurpiami. Na ten fakt zwracał również Jerzy Białobrzewski:

My żeśmy z elementy strojów nosili wtedy czy kapelusz, czy portki, to był jakby dla nas, no mówię: sposób na życie. Że identyfikowaliśmy się z tym, że jesteśmy w tym zespole, że jesteśmy „Kurpiami” po prostu (2013/M-II/MK,EN,KW/W6).

Dla członków Zespołu Wach ważna jest identyfikacja z regionem. I podobnie jak cytowany rozmówca, zwracają uwagę na strój kurpiowski. Zaczynali, jak wspominałam od stroju niekompletnego (szczególnie wypadku mężczyzn(. Jednak już w 2014 roku to się zmieniło i podczas występu zespołu w ramach „Święta Rodziny”[18] w Wachu, mężczyźni byli ubrani w tradycyjny strój kurpiowski. Członkom zespołu brakowało jedynie butów i nakryć głowy.

 Zespół Pieśni i Tańca „Wach” podczas występu z okazji „Święta Rodziny”, Wach - przed wejściem do kościoła pw. Jan Chrzciciela, fot. K.Waszczyńka, 2014.


Zespół Pieśni i Tańca „Wach” podczas występu z okazji „Święta Rodziny”, Wach – przed wejściem do kościoła pw. Jan Chrzciciela, fot. K. Waszczyńka, 2014.

W 2015 roku na „Weselu Kurpiowskim”, głównej imprezie gminy Kadzidło, zespół „Wach” miał już odpowiednie do stroju obuwie.

Zespół Pieśni i Tańca „Wach” podczas Wesela Kurpiowskiego, Kadzidło, fot. E. Nizińska, 2015.

Zespół Pieśni i Tańca „Wach” podczas Wesela Kurpiowskiego, Kadzidło, fot. E. Nizińska, 2015.

Obecnie zespół przymierza się do zakupu nakryć głowy: chustki dla pań oraz kapelusze – grzybki dla panów. Panie jednak wzbraniają się przed założeniem chustki – tłumaczą:

że starsze będą, że będą starzej wyglądać (2015/M-II/MK,KW/W21); jak założyłyśmy, my wszystkie chustki, bo byłyśmy na tym jarmarku kurpiowskim w tym roku [2015 – przyp. MK], to jak chłopaki na nas spojrzeli, to mówią: „15 lat więcej!” [śmiech] (2015/M-II/MK,KW/W21).

Kompletny strój jest istotny dla zespołu również dlatego, że bez niego nie można brać udziału w prestiżowych konkursach i przeglądach pieśni i tańca. Wspomniałam już o tym na początku, mówiąc o regulaminie konkursu „Kurpiowskich Prezentacji Artystycznych”, odbywających się w Ostrołęce.

Repertuar, występy

Zespół „Wach” rozpoczął swoją działalność od występów lokalnych, ale szybko zaczął pokazywać się i poza swoją miejscowością. Występy te są potrzebne, bo jak przekonywano: sama nauka bez pokazania się później nie ma sensu (2015/M-II/MK,KW/W21). Jest to też motywacja do pracy nad repertuarem i jego wykonaniem:

My wprowadzamy dużo tych piosenek, mamy duże urozmaicenie jeśli chodzi o piosenki, mimo że jesteśmy zespołem ponad dwuletnim, to jeśli chodzi o repertuar pieśni, to mamy ich prawie pięćdziesiąt. To jest dużo jak na taki młody zespół. I inne zespoły tak już mają trochę takie ułatwione zadanie, bo jak my gdzieś występujemy, to oni sobie nagrają i już tę piosenkę, którą my żeśmy się tam namęczyli, napracowali, żeby ją tam nauczyć się zaśpiewać, jednak odtworzyć taką oryginalną wersję. No oni mają już troszeczkę prościej (2014/M-II/MK,KW/W8).

Ważnym elementem jest także znajomość gwary. Wszystkie bowiem piosenki kurpiowskie są śpiewane w gwarze:

Trzeba przyznać, że w naszym zespole my nie łamiemy tej gwary, dlatego, żeby naprawdę wszystko było oryginalnie, żeby tam nie było pomyłek językowych. Jeżeli nawet starsza osoba mówi, czasami śpiewają, śpiewają jakieś słowo ktoś tam zaśpiewa źle, to przerywamy po prostu i trzeba od początku śpiewać dotąd powtarzać, aż każdy powie każde słowo poprawnie (2015/M-II/MK,KW/W21).

Nowy i bogaty repertuar umożliwia wyróżnienie się zespołu „Wach” spośród innych zespołów folklorystycznych. Przekłada się to na większą liczbę występów (liczne zaproszenia) i na zwiększenie możliwości zdobycia dodatkowych finansów.

Zespół Pieśni i Tańca „Wach” a inne zespoły folklorystyczne

Jeden z rozmówców zauważył, że:

powiem w tajemnicy, że oni [zespół Wach – przy. MK] stają się bardzo silną konkurencją dla Kadzidła [chodzi o zespół Kurpianka z Kadzidła – przyp. MK] (2015/M-II/MK,KW/W14).

Jednakże sami członkowie zespołu Wach tak tego nie postrzegają. Mówią raczej o współpracy:

Rozmówca B: […] współpracujemy z CKK [Centrum Kultury Kurpiowskiej – przyp. MK] w Kadzidle i ten pan [Paweł Łaszczych – przyp. MK], który prowadzi „Kurpiankę”, mimo że ktoś by powiedział, że jesteśmy jakimś tam zespołem konkurencyjnym dla nich – to bardzo fajnie nam się pracuje z tym panem.

Rozmówca A: Nie odbieramy tego.

R.B: Ani on nie odbiera tego – ani on nie odbiera tego tak jako konkurencja, ani my też nie odbieramy. Myślę, że dla niego jest też to dobre, bo w momencie, kiedy gdzieś wyjedzie, jest ważny koncert i trzeba gdzieś tam reprezentować gminę, to jesteśmy naprawdę dyspozycyjnym zespołem.

R.A: Nie zauważyliśmy, żeby jakieś coś negatywnego.

R.B: Nie. Bardzo fajnie się odnosi.

R.A: Żadnych odczuć negatywnych, że powstał taki drugi zespół w Wachu i być może krzywo Kadzidło na nas patrzy.

R.B: Nie, nie.

R.A: Nie ma nic takiego (2015/M-II/MK,KW/W21).

Członkowie i liderzy zespołu „Wach”, od dzieciństwa mieli kontakt z zespołem „Kurpianka”. Rosnąc, obserwowali jego występy: taniec, sposób poruszania się na scenie, stroje. Słuchali ich pieśni, gadek i oglądali inscenizacje, na przykład Wesela Kurpiowskiego. Należy wspomnieć, że początki zespołu „Wach”, ale tego sprzed lat, to były między innymi wspólne występy z „Kurpianką”. Ten wspólny kontakt pomógł przyjąć zespołowi „Wach” te cechy, które uważa on za ważne i istotne, a inne odrzucić. I tak, w przypadku tego, co zespół „Wach” uważa za istotne dla siebie jest długoletnie doświadczenie „Kurpianki” na scenie. Przejawia się to chociażby w pozytywnej ocenie wspólnych występów, czy dążeniem do osiągnięcia wspólnych (a nie konkurencyjnych) celów. Ważnym elementem, wspierającym współpracę obu zespołów jest wspólna pasja do tradycji, tańca i śpiewu kurpiowskiego. Z kolei to, co różni oba zespoły to fakt, że „Kurpianka” jest zespołem profesjonalnym:

oni mają praktycznie, no wszystko. Bo mają załatwiony transport na występy, mogą sobie wyjeżdżać zagranicę na występy i nie są ograniczeni jakimiś tam środkami finansowymi. Mają stroje jakie tylko, no wszystko, nie muszą inwestować w to sami, prawda? A u nas jest dokładnie odwrotnie (2014/M-II/MK,KW/W8).

Zespoły folklorystyczne, takie jak „Kurpie”, „Ostrołęka”, „Kurpianka”, działające w domach kultury, posiadają zaplecze w postaci pracowników na etacie, pomieszczeń, garderoby, funduszy na pranie, prasowanie strojów, a nawet ich zakup. Zespół „Wach” natomiast jest zespołem amatorskim, uczestnictwo w nim opiera się na wolontariacie, a jego prowadzący nie mają pensji. Generalnie ma utrudniony dostęp do funduszy, nie posiada bowiem osobowości prawnej, nie przynależy do żadnego stowarzyszenia. Sytuacja ta zmusza członków Zespołu, a zwłaszcza liderów do szukania innych źródeł finansowania. Dużym wsparciem dla zespołu okazały się władze gminy Kadzidło.

Małgorzata Kowalska.: Kto was wspiera w waszej działalności

Rozmówca A: Tutaj pan Wójt [Dariusz Łukaszewski – przyp. MK] (2015/M-II/MK,KW/W21).

Poprzez umieszczenie Zespołu „Wach” w spisie działających w gminie zespołów, stał się jednym z reprezentantów gminy, dlatego może otrzymywać wsparcie finansowe, najczęściej celowe, na przykład na kompletowanie strojów.

Kolejną cechą wyróżniającą zespół „Wach” od innych zespołów folklorystycznych jest brak wewnętrznej hierarchii. Ułatwia to funkcjonowanie grupy, pozwala na dyskusje, podejmowanie wspólnych, a nienarzuconych z zewnątrz decyzji. Przez co utrwalają się więzi grupowe, wzmacnia się poczucie wspólnoty. Zespół „Wach” odróżnia się też sposobem rekrutacji członków. Takie zespoły jak „Kurpianka”, „Ostrołęka” opierają się na publicznym ogłaszaniu, co jakiś czas, naboru. Natomiast prowadzący zespół „Wach” sami jeździli po wsi, dzwonili, pytali i szukali. Poza tym do Zespołu przyjmowane są małżeństwa, wdowcy i wdowy. Inne zespoły, takie jak: „Kurpianka” czy „Ostrołęka” nie stawiają takich wymagań – tam ważne są chęci uczestnika, a nie jego stan cywilny, a o ostatecznym wyborze decyduje prowadzący. Natomiast dla zespołu „Wach” ważniejsze są stosunki panujące wewnątrz wsi oraz wewnątrz zespołu. Tym bardziej jest to ważne, że Zespół jest jedną z nielicznych form spędzenia, wspólnie z innymi, czasu wolnego. Z kolei członkowie zespołu „Kurpianka”, czy „Ostrołęka” mogą wybierać spośród wielu rozrywek. Kiedy spytałam członkinię zespołu „Kurpianka”, czego brakuje im w Kadzidle, ta odpowiedziała:

No o czym się pomyśli, to już jest. Nawet jak coś nieraz się ściąga z innej gminy, tak? No to…

Katarzyna Waszczyńska – A kino?

XX: No właśnie, nawet powstaje kino. Nawet ma powstać kino (2014/M-II/MK,KW/W9).

We wsi Wach nie ma żadnych atrakcji:

Nie ma u nas na wsi czegoś takiego, że można wyjść sobie do kina, gdzieś tam, czy do teatru, czy gdzieś tam wyskoczyć na jakieś pokazy, które są organizowane, takie powszechne. Tylko my musimy sobie po prostu sami ten czas jakoś planować, zapewniać (2014/M-II/MK,KW/W8).

Członkowie zespołu „Wach” nie mają więc wyboru. We wsi Wach, jak już wspomniałam, nie ma lokalu ani sali, w której zespół, czy ogólnie mieszkańcy, mogliby się spotykać. Jedyna duża sala znajduje się w szkole (w Zespole Szkół im. ks. Jerzego Popiełuszki). Na prośbę Wójta gminy Kadzidło, Dyrektor szkoły wyraziła zgodę na wykorzystywanie tej sali przez zespół. Mogą jednak odbywać się tu przede wszystkim próby, choć próby Zespołu nie mają określonych dni tygodnia czy godzin, ale są ustalane na bieżąco i dostosowywane do możliwości grupy, jej czasu oraz planowanych występów. W przypadku zespołów profesjonalnych płynne terminy prób są niemożliwe, poza tym muszą się mieścić w wyznaczonych ramach czasowych.

Budowanie tożsamości zespołu „Wach” odbywa się także w kontaktach z obcymi zespołami folklorystycznymi. Dokonuje się ono podczas obserwacji – na lokalnych imprezach folklorystycznych lub w czasie wyjazdów w inne regiony Polski. W 2015 roku na „Weselu Kurpiowskim” – jednej z głównych imprez gminy Kadzidło występował zespół folklorystyczny z Wieliszewa. Dzieci i dorośli prezentowali tańce z różnych regionów Polski i z zagranicy. Obserwowałam ich występ razem z członkami zespołu „Wach”. Jakie było ich oburzenie, kiedy okazało się, że Wieliszewianie śpiewają z playbacku. Komentowano, że puszczanie nagrania sprawia, że śpiewacy unikają pomyłek, fałszowania, ale ich występ nie ma spontaniczności i naturalności, jaką daje śpiewanie na żywo, a to przecież jest cenione. Podobne komentarze wiązały się ze strojami. Jedna z członkiń zespołu „Wach”, patrząc na nie zastanawiała się nad przynależnością – kogo reprezentują? Dla niej, jak i innych Wachowian stroje kurpiowskie są jak „mundur dla żołnierza”. Mówią skąd i kim są osoby, która je noszą. Dla zespołu z Wieliszewa zaś, stroje były tylko kostiumami scenicznymi (notatka terenowa 28.06.2015). W tańcu zespołu z Wieliszewa można było dostrzec elementy baletu – płynność ruchu. W tańcach zespołu „Wach” ważne jest odwzorowanie ich tradycyjnych kroków i układów, bez obcych, niezwiązanych z nimi naleciałości. Tak więc porównywanie swojego zespołu z innymi pozwala na zdefiniowanie zarówno tego, kim się jest, jak i kim się nie jest.

Zespół „Wach” cały czas się rozwija. Jego prowadzący chcieliby poszerzyć jego skład o grupę dziecięcą. Pierwsze próby są już prowadzone pod czujnym okiem pani Janiny. Dzieci z Wachu i okolic mają więc szansę zarazić się tradycją śpiewano-taneczną Kurpiowszczyzny, a dzięki temu budować poczucie przynależności do społeczności lokalnej. Mają też szansę być aktywnymi uczestnikami kultury regionalnej.

Bibliografia:

Braun Krzysztof, Kurpie Puszcza Zielona, [w:] M. Woźniakowa (red.), Analiza stanu wytwórczości ludowej na tle przemian społeczno-gospodarczych wsi i działalności spółdzielni regionalnych „Cepelia”, Zakład Wydawniczy ZSRLiA „Cepelia”, Warszawa, 1976.

Braun Krzysztof, Kurpiowski palimpsest, czyli o odtwarzaniu wzoru kulturowego, [w:] A. Malewska-Szałygin, M. Radkowska-Walkowicz (red.), Antropolog wobec współczesności, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Warszawa 2010.

Brzezińska Anna Weronika, Różne światy kultury ludowej – perspektywa teoretyczna a działania praktyczne, [w:] B. Fatyga, R. Michalski, Kultura ludowa. Teorie. Praktyki. Polityki, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych, Warszawa 2014 [http://ozkultura.pl/files/kultura_ludowa.pdf].

Kasztelewicz Oktavia, Życie i działalność księdza Mieczysława Mieszko. Praca laboratoryjna z grupy „Mazowsze – tożsamość regionalna”, wykonana pod kierunkiem mgr. Krzysztofa Brauna, Archiwum IEiAK, Uniwersytet Warszawski 2006.

Siwik Józef, Kronika Szkoły Podstawowej w Wachu, księga nr 4, br., s. 2, rękopis (ksero znajduje się w archiwum Zdzisława Bziukiewicza; fragmenty Kroniki można także przeczytać na stronie http://www.kurpie.com.pl), brak roku.

Waszczyńska Katarzyna, „Muzeum” w stodole. Zbiory etnograficzne Zdzisława i Laury Bziukiewiczów i ich rola w narracji o Kurpiowszczyźnie, [w:] red. A. W. Brzezińska, J. Schmidt, Regiony i regionalizmy w Europie. BadaniaKreacjePopularyzacje, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Uniwersytet Wrocławski: w ramach serii: Archiwum Etnograficzne tom 55, Wrocław 2014.

 

Netografia:

http://www.kurpie.com.pl/index_pliki/page0003.htm; dostęp online: 20.11.2015.

http://www.zwiazekkurpiow.pl/zespoly.php; dostęp online: 23.11.2015.

http://www.zwiazekkurpiow.pl/wydarzenia.php?subaction=showfull&id=1189383588&archive=&start_from=&ucat=4&; dostęp online: 22.11.2015.

http://www.ock-ostroleka.pl/nasze-osrodki/siedziba-glowna/zespoly-artystyczne/zpit-kurpie; dostęp online: 23.11.2015.

http://www.ock-ostroleka.pl/nasze-osrodki/siedziba-glowna/zespoly-artystyczne/ztl-ostroleka; dostęp: 23.11.2015.

http://historia.newsweek.pl/22-lipca–urodziny-polski-ludowej,94238,1,1.html; dostęp online: 21.11.2015.

http://rozmaitosci.com/osiemdziesiatka-stanislawa-sieruty; dostęp online: 20.11.2015.

Spis filmów:

2014/M-II/MK/ZF2 – przebieg 5-lecia Muzeum Kurpiowskiego w Wachu
2014/M-II/MK/ZF4 – Próba z zespołu folklorystycznego „Wach”

Inne źródła:
Kowalska M. 2015. Notatka z badań terenowych. Wesele Kurpiowskie 2015.06.28, Kadzidło

 

[1] Badania do artykułu prowadziłam w ramach grantu „Oddolne tworzenie Kultury. Wielostanowiskowe studium porównawcze, w latach 2013-2015”. W badaniach posługiwałam się metodą pogłębionego wywiadu etnograficznego. Materiał źródłowy stanowią: wywiady etnograficzne, notatki z obserwacji uczestniczącej, zdjęcia i materiały filmowe sporządzone w trakcie badań. Główną grupę rozmówców byli liderzy i członkowie zespołu Wach oraz inne osoby mające wpływ na rozwój zespołu. Dzięki przyjętej w badaniach metodzie „kuli śnieżnej” grupa rozmówców poszerzała się o osoby, z którymi zespół współpracował i od których czerpał wiedzę i umiejętności. Wśród rozmówców znalazły się również osoby mające pośredni i bezpośredni wpływ na rozwój zespołu: lokalne władze, organizatorzy imprez, ich pracownicy, sponsorzy oraz widownia (mieszkańcy, turyści).

[2] Do kanonu lektur należą prace i artykuły autorstwa: Krzysztofa Brauna, Adama Chętnika, Bernarda Kielaka, Ludwika Krzywickiego, Urszuli Kuczyńskiej, Anny Kutrzeby-Pojnarowej, Zofii Niedziałkowskiej, Jacka Olędzkiego, Stanisława Pajki, ks. Władysława Skierkowskiego itd. Analiza tych opracowań pokazuje zmieniające się zainteresowania badawcze autorów, jak również ich stosunek do prezentowanego tematu – od zobiektywizowanej wiedzy budowanej na zebranym materiale badawczym (np. Kurpie. Puszcza Zielona, red. A. Kutrzeba-Pojnarowa, t. 1-3, Wrocław-Warszawa-Kraków 1962), po prace zabarwione własnym doświadczeniem (np. Stanisław Pajka, Na drogach życia. Z kręgu ludzi mi życzliwych, Ostrołęka 2010). Z kolei literatura dotycząca gminy Kadzidło jest dużo skromniejsza. Tu szczególnie należy wymienić książkę pt. Dzieje parafii i kościoła pod wezwaniem Ducha Świętego w Kadzidle, red. M. Przytocka, Kadzidło 2012, będącą podsumowaniem dotychczasowych badań na ten temat. Warto też wspomnieć, że na oficjalnej stronie gminy – www.kadzidlo.pl, w zakładce Publikacje można znaleźć informacje dotyczące książek, które zostały wydawane przez Urząd Gminy w Kadzidle w ramach serii Biblioteczka Kurpiowska. Wśród nich są te dotyczące historii, kultury, osób tu zamieszkujących (np. Dzieje Kurpiów i Kurpiowszczyzny, Kadzidło 2007), jak i te, które stanowią przewodniki turystyczne (np. Gmina Kadzidło. W samym sercu Kurpiowszczyzny, Kadzidło 2008), czy tomiki wierszy (np. Poziewaj zietrecku, autorstwa Marianny Staśkiewicz, Kadzidło 2006). Na stronie znajdują się także linki do prac magisterskich – obecnie jest ich 3, z czego dwie dotyczą bezpośrednio gminy. Są to prace: Marty Perzan pt. Folklor jako element promocji Gminy Kadzidło (praca obroniona na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie w 2007 r.) i Katarzyny Sobiech, Edukacja Regionalna na Kurpiowszczyźnie na przykładzie działalności edukacyjnej gimnazjum w Kadzidle (praca obroniona na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu w 2012 r.). Informację o publikacjach dotyczących tego terenu można też znaleźć na stronie Muzeum Kurpiowskiego w Wachu: http://www.historia.kurpie.com.pl/. W Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego są zgromadzone liczne prace licencjackie i magisterskie dotyczące Kurpi Puszczy Zielonej. Ich wykaz można pobrać ze strony: http://www.etnologia.uw.edu.pl/biblioteka, dostęp online: 20.11.2015.

[3] Spis zespołów można znaleźć na stronie Związku Kurpiów http://www.zwiazekkurpiow.pl/zespoly.php. Znalazło się w nim jedynie 9 zespołów, co nie wyczerpuje listy tych rzeczywiście istniejących na Kurpiowszczyźnie. Nieaktualność spisu wynikać może z braku jego aktualizacji od 2008 roku.

[4] Można tu wymienić takie sławy jak: Apolonia Nowak z Kadzidła, Stanisław Sieruta z Olszyn, Zofia Warych z Myszyńca itd. Warto dodać, że Stanisław Sieruta był związany z pierwszego zespołem powstałym w Wachu (http://rozmaitosci.com/osiemdziesiatka-stanislawa-sieruty/ dostęp oline: 20.11.2015).

[5] Zespół powstał przy Domu Kultury Zakładów Celulozowo-Papierniczych w 1966 roku, więcej patrz: http://www.ock-ostroleka.pl/nasze-osrodki/siedziba-glowna/zespoly-artystyczne/zpit-kurpie; dostęp online: 23.11.2015.

[6] Zespół ten powstał w 1984 roku, więcej patrz: http://www.ock-ostroleka.pl/nasze-osrodki/siedziba-glowna/zespoly-artystyczne/ztl-ostroleka; dostęp online: 23.11.2015.

[7] Kortowo dzielnica Olsztyna.

[8] Warto dodać, że dzięki działaniom księdza Mieczysława Mieszki, w 1949 roku do Kadzidła przyjechała ekipa filmowa z reżyserem Jerzym Gabryjelskim, by nakręcić „Wesele Kurpiowskie” w inscenizacji właśnie zespołu „Kurpianka”. Opiekę merytoryczną nad autentycznością obrzędu sprawował Adam Chętnik. Film kręcono z przerwami, a w telewizji pokazano go dopiero w 1957 roku (Kasztelewicz 2006).

[9] Warto zwrócić uwagę na datę występu – 22 lipca była to data związana z obchodzonym w czasach PRL Świętem Odrodzenia Polski. Święto to miało „upamiętniać po wsze czasy odrodzenie niepodległego i demokratycznego państwa polskiego” (http://historia.newsweek.pl/22-lipca–urodziny-polski-ludowej,94238,1,1.html; dostęp online: 21.11.2015).

[10] Działalność Spółdzielni „Kurpianka” i jej wpływ nie tylko na twórców ludowych, lecz także społeczność lokalną opisał Krzysztof Braun (1976: 115–141).

[11] Na temat Muzeum Kurpiowskiego w Wachu oraz jego organizatorów pisała K. Waszczyńska (2014).

[12] Pełna nazwa tego święta brzmi: Święto Bursztynu Kurpiowskiego i I Mistrzostwa w Kopaniu Bursztynu Kurpiowskiego, odbyło się 23 września 2012 roku (http://www.muzeum.kurpie.com.pl/swieto/index.htm; dostęp online: 20.11.2015).

[13] Wzmiankę o tym zespole znalazłam w krótkiej notce internetowej Barbary Wojciulewicz na temat obchodów osiemdziesiątych urodzin słynnego kurpiowskiego śpiewaka Stanisława Sieruty. Autorka pisze w niej o zespole o nazwie Wachoziaki (http://rozmaitosci.com/osiemdziesiatka-stanislawa-sieruty/, dostęp online: 20.11.2015).

[14]. Są to: Zamostki, Ruty, Stara Wieś, Nadgościniec, Zabaranie, Zakobiałki, Tabory, Zaparowa i Luźniki. Wpływ na układ osadniczy wsi Wach miała przeprowadzona w drugiej połowie XIX wieku komasacja gruntów (Siwik br.: 2).

[15] Zdzisław Bziukiewicz – bursztyniarz, twórca ludowy – członek Stowarzyszenie Twórców Ludowych, działacz regionalny, administrator strony internetowej http://www.kurpie.com.pl.

[16] Jest to potwierdzenie – Zaświadczenie ukończenia „Kursu doskonalącego z zakresu dialektu kurpiowskiego z elementami historii i kultury Kurpiów”. Kurs ten był zorganizowany przez Mazowieckie Samorządowe Centrum Doskonalenia Nauczycieli Wydział w Ostrołęce i był realizowany od 25.10.2014 – 12.06.2015 roku.

[17] Wyjątek stanowi jedna para niedawno zrekrutowana. Aby umożliwić im dogonienie grupy, prowadzący ćwiczą z nimi indywidualnie. Spotykają się na godzinę przed próbą (2015/M-II/MK,KW/W21).

[18] Oficjalna nazwa: Piknik bezalkoholowy. Jednak wśród mieszkańców Wachu przyjęło się go nazywać „Świętem Rodziny”.

Autorka:

Redakcja naukowa:

Korekta

Karolina Dudek

Opublikowane przez

Karolina J. Dudek

mm

Absolwentka Szkoły Nauk Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, zarządzania i stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej, etnologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych Instytutu Polonistyki Stosowanej UW. Publikowała m.in. w “Kulturze i Społeczeństwie“, “Kulturze i Edukacji”, “Kulturze – Historii – Globalizacji“ i kilku tomach zbiorowych. Realizowała projekty badawcze w IEiAK UW, IFiS PAN (grant NCN, Preludium) oraz IS UW. Zastępca redaktora naczelnego czasopisma „Stan Rzeczy”. email: poczta@karolinadudek.eu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 × three =