Medialne rewolucje w kurpiowskich ogrodach

Lokalne bary i restauracje to miejsca, w których kumulują się oddolne i odgórne zjawiska kulturowe (Fiske 2010), ścierające się w ramach charakterystycznych dla nowoczesności praktyk konsumpcyjnych. Punkty te służą lokalnym społecznościom za przestrzeń, w której tworzy się i podtrzymuje więzi, gromadzi się i świętuje. Dawniej miejscami ważnymi dla kultury ludowej były karczmy i gospody. Zanik tego rodzaju instytucji w ich przednowoczesnym kształcie był dla krytyków nowoczesności metaforą triumfu kultury masowej. Pisał o tym chociażby Adorno, twierdząc, że „kolorowy film rujnuje wesołą starą tawernę w większym stopniu niż mogłyby to uczynić bomby” (za: Strinati 1998, s. 59).

Z drugiej strony „wesołe tawerny” nie zniknęły, ale przekształciły się w bary i restauracje bazujące w dużej mierze na przekazywanych przez media recepturach i produktach wytwarzanych globalnie lub w innym kontekście kulturowym (na przykład bardzo popularne restauracje włoskie). Stały się ośrodkami konsumpcji globalnych produktów, pełniąc jednocześnie funkcję lokalizującą, jako kształtujące regionalne doświadczenie smaku, i wykorzeniającą. Poza tym wiele barów i restauracji kształtuje swoją ofertę z myślą o zaspokojeniu potrzeb przemysłu turystycznego, starając się sprzedawać charakterystyczne dla danego regionu potrawy, a tym samym uosabiać kulturę lokalną za pomocą produktów w zmaterializowany czy wręcz namacalny sposób.

Zajmiemy się restauracją, która jest przykładem dobrze ilustrującym poruszone wyżej kwestie. Jest jednocześnie przestrzenią spotkań, korzysta z ponadlokalnych produktów i mediów, ma reprezentować kuchnię lokalną, ale jest też nastawiona w dużej mierze na przyjezdnych, zainteresowanych kuchnią kurpiowską. Jak to możliwe? Z pewnością nie dzieje się to bez tarć i Wiszące Ogrody nad Narwią, bo o tej restauracji mowa, można uznać za przedsięwzięcie „targane kulturowymi sprzecznościami”, co czyni ją szczególnie interesującym miejscem dla badań etnografów, jak też innych badaczy kultury. Warto podkreślić, że badania te łączyły się dla nas ze szczególną przyjemnością – mogliśmy bowiem jednocześnie smacznie się pożywić, za co niniejszym wyrażamy wdzięczność właścicielom i obsłudze. Nasza analiza zacznie się od ukazania kontekstu społecznego, w jakim od wielu lat funkcjonuje – chociaż pod zmieniającymi się nazwami – owa restauracja.

Restauracja w przestrzeni lokalnej

Nowogród jest miastem liczącym niewiele ponad dwa tysiące mieszkańców. Można rzec, że wszyscy mieszkańcy znają się przynajmniej z widzenia. Stwarzało to podczas badań pewien problem, ponieważ byliśmy rozpoznawani jako osoby z zewnątrz i z tego powodu traktowano nas czasem z pewnym dystansem.

Osoba, która znalazłaby się w Nowogrodzie zauważyłaby pewnie, że większość mieszkańców to dzieci, młodzież oraz ludzie powyżej czterdziestki. Z rozmów wywnioskowaliśmy, że Nowogrodczanie w wieku ponadgimnazjalnym najczęściej wyjeżdżają do większych miast lub za granicę w celu odpowiednio zdobycia wykształcenia i pracy. Mieszkańcy często definiują te odległe strony jako „wielki świat”, a swoją miejscowość jako spokojne, swojskie zacisze. Duża grupa mieszkańców pracuje na co dzień w oddalonej o 15 kilometrów Łomży, natomiast stosunkowo niewielka liczba osób pracująca w Nowogrodzie to drobni rolnicy, pracownicy punktów usługowych i instytucji publicznych. W mieście czynne są cztery sklepy z produktami spożywczymi, dwa z używaną odzieżą ponadto jedna restauracja, bar oraz zajazd.

Władze oraz mieszkańcy starają się położyć nacisk na rozwój turystyki w mieście i jego najbliższej okolicy. Sprzyja temu z jednej strony przepiękne usytuowanie miasta na skarpie doliny Narwi u zbiegu z Pisą, a z drugiej imponujący Skansen Kurpiowski ufundowany w międzywojniu przez jego późniejszego wieloletniego dyrektora Adama Chętnika, etnografa i piewcę kultury kurpiowskiej. Nowogród historycznie uważany był za miasto, za którym rozpoczyna się kurpiowszczyzna, zaś etnograficzne granice regionu zostały przesunięte niejako przez samego Chętnika. Obecnie regionalne programy kształcenia określają Kurpie jako małą ojczyznę, okoliczni artyści ludowi przypisywani są przez Cepelię do tego regionu. Dla nas ważne zaś było to, że stosunkowo licznie pojawiają się tutaj turyści, chcący obejrzeć i doświadczyć lokalne – zatem kurpiowskie – dziedzictwo kulturowe. Sprawę natomiast komplikuje to, że miejscowi w niewielkim stopniu utożsamiają się z tym etnonimem, do czego jeszcze wrócimy.

Wiszące Ogrody nad Narwią są największym lokalem gastronomicznym w Nowogrodzie. Jest to miejsce powstałe dzięki przekazywanej z pokolenia na pokolenie pasji gotowania i „biesiadowania”, jak głoszą reklamy umieszczone z dwóch stron Nowogrodu na trasie Łomża – Myszyniec.

Restauracja, choć nieco schowana, sytuuje się przy głównym rynku miejskim. Widać z niego jej kolorowy baner reklamowy, jednak by dotrzeć do obiektu, trzeba wejść w głąb bramy, pomiędzy niezbyt estetyczne zabudowania (w tym klocek niedokończonego ratusza, będący świadectwem obecnego kryzysu lub zbyt ambitnych planów poprzedniej ekipy rządzącej).

Potencjalny klient lub przechodzień, wchodząc w głąb podwórka, zauważy pomalowany na pastelowe kolory dość obszerny pawilon, któremu ciepły koloryt mają nadać drewniana elewacje, a w okresie letnim – pnąca roślinność. We wnętrzu dominuje tonacja beżowa, co ma potęgować wrażenie przytulności. W wyposażeniu dominują jasnozielono-różowe elementy dekoracyjne z Ikei. Przestrzeń dla gości składa się z kilku różnej wielkości sal: w bankietowej zawieszono obrazy autorstwa uczniów z liceum plastycznego w Łomży, w kominkowej znaleźć można różnego rodzaju obiekty pamiątkowe, takie jak stare zdjęcia i sprzęty domowe, natomiast sala tarasowa z przeszkloną panoramą jest najbardziej jasna i skłania jedzących do kontemplacji widoku na Narew. Restauracja – czego nie widać od strony rynku – jest usytuowana nad skarpą prowadzącą do rzeki; od tej strony ogrodzenie stanowi wypielęgnowana roślinność. Zauważywszy zielone tarasy przybysz pojmie zapewne sens egzotyzującej nazwy, nawiązującej do wiszących ogrodów Semiramidy. Skąd jednak wzięła się Semiramida w Nowogrodzie?

Unowocześniająca ideologia mediów

Restauracja jest przedsięwzięciem rodzinnym, tak jak większość firm, sklepów czy gospodarstw rolnych w okolicy. Syn głównej właścicielki w 2011 roku przeforsował w rodzinie pomysł zgłoszenia restauracji, wtedy jeszcze znanej pod nazwą Panorama, do udziału w programie Kuchenne rewolucje Magdy Gessler. Głównym argumentem było przypuszczenie, że emisja zapewni rozgłos i rozreklamuje restaurację daleko od miejsc, do których sięgają marketingowe możliwości właścicieli.

Telewizyjna emisja programu, którego „głównym bohaterem” był interesujący nas lokal, miała miejsce kilkanaście miesięcy przed naszym przyjazdem. Wszyscy, którzy widzieli program Kuchenne rewolucje lub mają o nim jakiekolwiek pojęcie, kojarzą z pewnością postać Magdy Gessler i jej prawdziwą czy odgrywaną osobowość medialną. Restauratorka wciela się w rolę doradczyni, tyranki i arbitry, która jest w stanie szybko zdiagnozować problemy lokali i zaproponować rozwiązanie. Rozprawia się z niechlujnymi kucharzami i zgniłymi warzywami, śmierdzącym mięsem, niegustownymi obrusami i zakurzoną dekoracją. Nie przebierając w słowach, krytykuje leniwych kelnerów i mdłe receptury. Jak wytrawny psycholog rozpoznaje problemy w relacjach pomiędzy pracownikami i właścicielami. Jak bezwzględny negocjator, czasem posługując się szantażem („możecie zrobić po swojemu, ale wtedy kończymy realizację”), forsuje swoją wizję. Rozstrzyga konflikty w zarządzaniu lokalami, co ciekawe, prawie zawsze stając po stronie młodych osób, na przykład dzieci właścicieli, jak w tym przypadku. Higiena, młodość, energia, racjonalna kalkulacja, dynamizm – ci, którzy zapoznali się z antropologicznymi analizami współczesnego społeczeństwa bez wątpienia uznają, że Magda Gessler, a w rzeczywistości sztab realizujący program, to neofickie i radykalne uosobienie reformatorskiego ducha nowoczesności. Ich wizyta w Nowogrodzie przebiegła oczywiście według scenariusza typowego dla tego programu.

Interesujący nas odcinek rozpoczyna się od komentarza Magdy Gessler dotyczącego miasta, do którego ledwie zdążyła przybyć. Zawyrokowała, że Nowogród wygląda na miasteczko opustoszałe, które trudno nazwać malowniczym, format i charakter restauracji wykraczają zaś poza lokalną skalę. Kolejne ujęcia ukazują rozmowę „rewolucjonistki” z załogą restauracji. Jedna z pracownic przyznała, że Panorama była nastawiona (wówczas jeszcze) na ekskluzywnych gości. Gessler zaproponowała zaś, by właściciele wyszli z ofertą do okolicznych mieszkańców, nie zamykając się też na turystów. Podkreśliła także konieczność zmiany w zarządzaniu, sugerując, by wprowadzić „świeżą krew”, czyli oddać ster w ręce dwóch braci, mających przejąć sukcesję po matce. Mimo że pozornie wyrażono na to zgodę, restaurację faktycznie nadal prowadzi pani Anna. Wprowadzono zmiany w jadłospisie i wyglądzie lokalu, choć z pewnością nie fundamentalne. Najbardziej znaczącą zmianą było zastąpienie dotychczasowej nazwy nową: Wiszące Ogrody nad Narwią.

Istotną częścią unowocześniającej „rewolucji” było nawiązanie wyglądem do standardów lokali z dużych miast przy jednoczesnej próbie zachowania regionalnego kolorytu. Do głównej sali wpuszczono więcej światła, ciężkie wyposażenie i zdobienia zastąpiono zaś drobniejszymi produktami z IKEI mającymi kolorystycznie nawiązywać do ludowości.

Zmiany, które zaszły po programie, dotyczyły również personelu. Kelnerki, niektóre pracujące nawet od początku istnienia Panoramy, zrezygnowały po emisji programu z posady. Powodem tego miały być negatywne komentarze pojawiające się na stronie programu oraz na forach gastronomicznych, a odnoszące się do rzekomo nieprofesjonalnego zachowania zespołu. Mogło to się również wiązać z oczywistym boomem zainteresowania i tłumami testującymi restauracyjną ofertę wkrótce po emisji programu, a więc znacznie zwiększonym tempem pracy i zakresem obowiązków. My także mogliśmy zaobserwować kolejną wymianę personelu – przy okazji którejś z kolejnych wizyt w Nowogrodzie zastaliśmy całkiem nową obsługę sal.

Lokalne zakorzenienie

W pracy poświęconej zmianie wizerunku pubu irlandzkiego Urszula Lewandowska napisała, że unowocześnienie lokalnie ważnych miejsc przy jednoczesnym nastawieniu na turystykę spowodować może, utratę znaczenia tych miejsc dla społeczności, która wcześniej traktowała je jako swoje (2006). Jakie więc było wcześniejsze podejście do lokalu gastronomicznego nad Narwią?

W 2000 roku restauracja o lokalnie brzmiącej nazwie Kurpianka została wykupiona przez obecną właścicielkę i jej dwóch synów. Nowi właściciele nadali jej wtedy nazwę Panorama, oczywiście w nawiązaniu do zachwycającego widoku na dolinę Narwi.

Jak wyglądała Kurpianka i jakiego rodzaju lokalem była? Architektura zdaje się nawiązywać do popularnych w Polsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych założeń funkcjonalnych. Na początku swojego istnienia, czyli czterdzieści lat temu, Kurpianka była głównym obok kościoła i targu miejscem spotkań dorosłych mieszkańców Nowogrodu. Z relacji jednej z rozmówczyń dowiedzieliśmy się, że rozplanowanie przestrzeni różniło się zdecydowanie od dzisiejszej aranżacji. Wnętrze pierwotnie podzielono na dwie części. Jedna z nich wiązała się z konsumpcją alkoholu i przeznaczona była przede wszystkim dla mężczyzn, w drugiej serwowano posiłki dla bardziej zróżnicowanej klienteli. Jedna z rozmówczyń wspominała, że jak się zachodziło do Kurpianki to ci panowie, co piwo pili, to siedzieli na takich wysokich hokerach przy stołach i to było tylko picie piwa, a jak ktoś tam chciał zjeść, to wchodził dalej. W Kurpiance, co można było zjeść, śledzia?

W tamtych czasach Kurpianka, jak wiele podobnych restauracji w zbliżonych wielkością miejscowościach, oferowała dość popularną, domową (nie pasuje do niej określenie regionalna lub lokalna, tym bardziej, że nazwy te w małym stopniu funkcjonowały w oficjalnych i potocznych dyskursach) kuchnię po przystępnych cenach. W jadłospisie nie było ani dań z kuchni świata, ani związanych z mikroregionem kurpiowskim, obecnie przygotowywanych w ramach oferty turystycznej. Można przypuszczać, że lokal wpasowywał się w ideologię socjalistycznej organizacji pracy, zapewniając tanie posiłki osobom zatrudnionym w zakładach i urzędach Nowogrodu. Miał też dowodzić rosnącego prestiżu miejscowości i realizować założone potrzeby mieszkańców, wreszcie bardziej oddolnie służył jako zdominowana przez mężczyzn przestrzeń życia towarzyskiego. Ta ostatnia cecha z pewnością wyrastała z tradycyjnego podziału ról, zgodnie z którym zarówno alkohol, jak i przestrzeń publiczna są domeną mężczyzn, mniej dostępną kobietom, wiązanym – w ramach tego podziału – ze sferą domową. Socjalistyczna ideologia wszakże niezbyt zdecydowanie kwestionowała ten podział i Kurpianka w pewnym sensie materializowała faktyczny podział ról.

Ponadto lokal był – co zdaje się szczególnie istotne – miejscem, w którym odbywały się uroczystości o charakterze rodzinnym: stypy pogrzebowe, wesela, urodziny, przyjęcia przy okazji chrzcin czy pierwszej komunii. Od lat siedemdziesiątych obrzędowość rodzinna przenosiła się stopniowo z domowych przestrzeni do takich miejsc jak Kurpianka.